Spór o jeden procent
Stanisław Kowalski:Jeśli fundacja realizuje swoje cele przez subkonta, to wszystko jest w porządku
Ewa Kulik-Bielińska: Przekazanie podatku nie ma nic wspólnego z darowizną
Na osoby zbiera się więcej i łatwiej. Tylko czy to zgodne z ideą "jednego procentu"? Czy nie sprowadza się organizacji jedynie do roli administratorów subkont? I czy to sprawiedliwie, żeby szanse np. na leczenie zależały od umiejętności wzruszenia opinii publicznej?
Ewa Kulik-Bielińska, dyrektorka Fundacji im. Batorego i działaczka sektora pozarządowego, przekonuje, że jeden procent to pieniądze publiczne, bo pochodzą z podatku. Miały służyć pożytkowi publicznemu, nie prywatnemu. Mieliśmy wspierać nimi wybrane organizacje pozarządowe po to, by mogły działać dla dobra wspólnego. To organizacje powinny dzielić pieniądze pomiędzy podopiecznych na zasadzie "według potrzeb", a nie "zebrałeś - masz, nie zebrałeś - trudno". To pogłębia nierówność szans pomiędzy zaradnymi i niezaradnymi.
Mówiła też o niejasnych zasadach rozliczania subkont: opinia publiczna (podatnicy) nie wie, kto ile zebrał i jak pieniądze zostały wydane. I o innych wątpliwościach: np. pieniądze z subkont są własnością organizacji. Osoby, na które zostały założone, nie mają prawa rościć do nich pretensji, gdyby organizacja stawiała im warunki, których nie akceptują, lub część pieniędzy chciała przeznaczyć na inny statutowy cel.
Niedawno wobec protestu organizacji pomocowych fiaskiem zakończyła się próba zmiany przepisów tak, by podatnicy nie mogli wpłacać na subkonta.