„Oto mamy datę, której znaczenia nie trzeba bronić przed jakimikolwiek »fałszerzami «. Nie trzeba niczego dowodzić, nie trzeba wydawać książek, polemizując z tajemniczymi »zachodnimi wersjami « wyzwolenia Auschwitz. Trzeba było po prostu przyjechać i powiedzieć coś szczerego” - pisze Stanisław Minin, publicysta internetowego wydania rosyjskiej „Niezawisimej Gaziety”.
Tak Minin komentuje nieobecność prezydenta Rosji Dmitrija Miedwiediewa na uroczystościach 65. rocznicy wyzwolenia obozu Auschwitz. Do Auschwitz przyjechał rosyjski minister edukacji, a część komentatorów w Moskwie nie zostawiło na głowie państwa suchej nitki.
„Nigdy we współczesnej Rosji tak dużo nie mówili i nie pisali o II wojnie światowej i »obronie pamięci historycznej « jak dzisiaj. Nigdy tak zawzięcie nie walczyli z »fałszerzami « historii. A jednak na uroczystej ceremonii w Oświęcimiu nie ma prezydenta Rosji. Nie ma premiera czy wicepremiera. Nie ma szefa administracji prezydenckiej” - pisze Minin.
I przypomina kampanię propagandową, którą oficjalne media rosyjskie prowadziły w zeszłym roku przed 70. rocznicą wybuchu II wojny. „Ileż energii stracili urzędnicy, parlamentarzyści i bliscy im historycy na odkrycie »prawdy « o 1939 roku, na rehabilitację paktu Ribbentrop - Mołotow i agresji wojsk radzieckich na Polskę, na dyskredytację polskiej i brytyjskiej polityki! Ile sił pochłonął i jeszcze pochłonie ten bezmyślny trud?” - pyta Minin. „Cały świat jest wdzięczny żołnierzom radzieckim za to, czego dokonali 27 stycznia 1945 roku. Kiedy jednak prezydent rosyjski ignoruje tę rocznicę, zaczynam wątpić w to, że dla naszego państwa ma to znaczenie”.
To, że Miedwiediew nie pojechał na uroczystości do Auschwitz, jest, jak ocenia publicysta "Niezawisimej Gaziety", "błędem, który dyskredytuje całą historyczną kampanię naszej rządzącej elity".
Także zdaniem Siergieja Buntmana, komentatora
radia Echo Moskwy, nieobecność prezydenta w Auschwitz zaszkodziła przede wszystkim wizerunkowi samej Rosji. Buntman uważa, że gospodarz Kremla powinien był tam pojechać, "nawet gdyby na uroczystościach nie zjawił się żaden inny prezydent czy premier".
"Miedwiediew stracił znakomitą okazję pokazania całemu światu, że
Rosja rzeczywiście szanuje swoją historię, naprawdę jest wdzięczna tym, którzy czczą pamięć żołnierzy radzieckich. Na konkretnym przykładzie wyzwolenia Oświęcimia można było nie tylko wspomnieć o niezliczonych ofiarach nazizmu, ale też przypomnieć - a w tym miejscu brzmiałoby to bardziej naturalnie niż słowa Władimira Putina na ten sam temat 1 września w Gdańsku - o setkach tysięcy naszych żołnierzy pochowanych w ziemi polskiej" - podkreśla Buntman.
Prezydent Rosji przysłał na uroczystości specjalny list, ale, jak zauważa publicysta, w ten sam sposób Miedwiediew zwraca się do zjazdów nauczycieli czy chemików. „Jeśli pierwsze w roku jubileuszowym wydarzenie międzynarodowe związane z wyzwoleńczą misją żołnierza radzieckiego, o której tak dużo mówimy, sprowadzamy do poziomu zjazdu pracowników »przemysłu mydlarsko-tartacznego «, wszystkie kolejne uroczystości mogą się okazać manifestacją pustego patosu i patriotycznego glamuru” - prognozuje Buntman.
Media rosyjskie nie potrafią wyjaśnić, dlaczego Miedwiediew nie przyjechał do Auschwitz. Dwa tygodnie temu szef dyplomacji
Siergiej Ławrow tłumaczył w rozmowie z "Gazetą", że prezydent ma 27 stycznia umówione wcześniej ważne spotkanie z "zagranicznymi gośćmi".
Na oficjalnej stronie internetowej Kremla "kremlin.ru" znalazłem informację, czym w środę zajmował się prezydent Miedwiediew. Przyjął tylko jednego gościa - rosyjską minister rolnictwa Jelenę Skrylnik. Rozmawiali o ubiegłorocznym urodzaju zbóż.