http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Pół miliarda dolarów na przekupienie talibów

Tomasz Bielecki
2010-01-29, ostatnia aktualizacja 2010-01-28 19:11

Zachód jest gotów płacić za przekupywanie talibów, którzy przejdą na stronę prezydenta Hamida Karzaja. - Przełom w walce z rebelią powinien nadejść najpóźniej do połowy 2011 r. - mówił w czwartek brytyjski premier Gordon Brown podczas konferencji o Afganistanie.

Talibowie
Fot. M. SAJJAD AP
Talibowie
Podczas wielkiej konferencji o przyszłości Afganistanie Karzaj zapowiedział, że wiosną zamierza zwołać radę starszyzny plemiennej Loja Dżirgę, której celem będzie pojednanie z "braćmi" niewspółpracującymi z Al-Kaidą. - Oczywiście, że chcemy zaprosić talibów - zapewniał rzecznik Karzaja.

Karzaj przyjechał na konferencję ponad 60 szefów dyplomacji po poparcie dla swego planu przeciągania talibów oraz po pieniądze na przywileje, pensje i posady, którymi będzie mógł ich przekupywać. Uzyskał, co chciał - w Londynie zapowiedziano stworzenie "funduszu reintegracyjnego", który wedle pierwszych szacunków będzie wart ok. pół miliarda dolarów w ciągu najbliższych pięciu lat (na pierwszy rok zadeklarowano co najmniej 140 mln). Niewykluczone, że jeśli Karzaj wykaże się sukcesami, to Zachód będzie gotów przekazać na przekupywanie talibów znacznie więcej pieniędzy.

Londyńska konferencja oficjalnie przypieczętowała zmiany w strategii USA i amerykańskich sojuszników, którzy po dziewięciu latach walk w Afganistanie zaczęli publicznie odróżniać "wojnę z talibami" od "wojny z Al-Kaidą".

Karzaj nie ma jednak ani wielkiej ochoty, ani przyzwolenia ze strony Zachodu na negocjacje z przywódcami talibów. Akcja "reintegracji" ma objąć wyłącznie rebeliantów niskiej i średniej rangi, którzy zawieszą walki i nie są powiązani z terrorystami.

- Negocjacje z mułłą Omarem, który udzielał schronienia Osamie ben Ladenowi, to byłby jeden most za daleko - tłumaczył wczoraj rzecznik Pentagonu Geoff Morrell.

Strony internetowe talibów nazwały konferencję "propagandowym spiskiem". Czy oferta pojednania wystarczy zatem do zaprowadzenia pokoju w Afganistanie? - Na stole negocjacyjnym musi się też znaleźć propozycja uczestnictwa talibów w realnej władzy, co byłoby możliwe m.in. dzięki zgodzie Kabulu na głęboką decentralizację. Takie rokowania "rozejm za władzę" toczą się już na poziomie lokalnym w Afganistanie, a Zachód powinien dać im szanse - mówi Daniel Korski z ośrodka European Council on Foreign Relations i były doradca rządu Afganistanu.

Negocjacje z talibami, których ideałem jest państwo religijne, to także symboliczny koniec haseł o demokratyzacji Afganistanu z pomocą Zachodu. - Europa i Ameryka potrzebują pragmatycznego podejścia. Najpierw koniec wojny, potem walka z korupcją i praworządność. A wartości demokratyczne to daleka przyszłość - mówi Korski.

Karzaj zapowiedział wczoraj, że siły rządowe zaczną przejmować odpowiedzialność za bezpieczeństwo "na niektórych terenach" już na przełomie 2010 i 2011 r., a za pięć lat powinny stać się głównym graczem w Afganistanie. Daty wymieniane przez afgańskiego prezydenta, premiera Browna i innych przywódców Zachodu były jednak głównie ukłonem w stronę europejskiej opinii publicznej, która traci zainteresowanie Afganistanem i nie bardzo chce wysyłać żołnierzy na wojnę.

- Merytorycznie to najmniej ważny element konferencji. Wiadomo, że wszyscy chcemy jak najszybciej zakończyć tę wojnę. Ale przecież teraz nikt nie może powiedzieć, kiedy to się stanie - mówił mediom jeden z uczestników obrad.

Powrót talibów do udziału w rządach od dawna budzi obawy Rosjan - którzy lękają się islamizmu przelewającego się przez Azję Środkową na swe południowe rubieże - oraz Indii i Iranu, który zbojkotował wczorajszą konferencję.

- Rehabilitacja talibów byłaby dla Indii formą geopolitycznego zwycięstwa Pakistanu wspierającego niegdyś ten ruch. Amerykanie dla zapewnienia konsensusu w tym regionie powinni dać Indiom dodatkowe gwarancje bezpieczeństwa, tzn. wzmóc nacisk na walkę Pakistańczyków z terrorystami atakującymi indyjskie miasta - twierdzi Fabrice Pothier z brukselskiego Centrum Carnegie.

Karzaj nie pierwszy raz obiecał też wczoraj Zachodowi walkę z gigantyczną korupcją we władzach Afganistanu. Zapewnił również, że proces zwalczania korupcji będzie mogła obserwować komisja zagranicznych ekspertów.

Korupcja nie tylko pochłania sporą część zagranicznej pomocy, ale też podkopuje do reszty autorytet Karzaja wśród Afgańczyków, który i tak poważnie ucierpiał wskutek sfałszowanych wyborów prezydenckich w 2008 r.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':