"Dołącz do nas. Załóż subkonto w naszej fundacji. Dzięki niemu Twoja rodzina, przyjaciele i inne osoby będą mogli Cię wesprzeć, przekazując jeden procent podatku lub darowizny pieniężne. To od kilku do kilkudziesięciu tysięcy rocznie, które ułatwi Twoje codzienne funkcjonowanie - wszystko zależy od Ciebie" - zachęca w internecie Fundacja Avalon - Bezpośrednia Pomoc Niepełnosprawnym. Podobnie robi wiele innych organizacji.
Niedawno przy nowelizacji ustawy o działalności pożytku publicznego z inicjatywy Rady Działalności Pożytku Publicznego (ciało doradcze przy ministrze pracy) i Forum Darczyńców (zrzeszenie fundacji) podjęto w Sejmie próbę zmiany przepisów, tak by nie można było przekazywać 1 proc. podatku na osoby prywatne, które założą sobie subkonto za pośrednictwem organizacji pożytku publicznego. Po protestach koalicji organizacji pomocowych, w tym najpopularniejszych, jak Fundacja Dzieciom "Zdążyć z Pomocą", fundacja Anny Dymnej, fundacja Ewy Błaszczyk Akogo? czy Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, posłowie wycofali się z pomysłu.
Rozmowa z Ewą Kulik-Bielińską, dyrektorką Fundacji im. Stefana Batorego Ewa Siedlecka: Co jest złego w zbieraniu na pomoc dla konkretnych osób? Ewa Kulik-Bielińska, dyrektorka Fundacji im. Stefana Batorego, b. członkini Rady Działalności Pożytku Publicznego: Nikt nie sprzeciwia się zbieraniu na pomoc konkretnym osobom. To piękny odruch solidarności, na którym opiera się idea społecznej samopomocy. Jednak czym innym jest zbieranie przez organizacje pieniędzy na pomoc podopiecznym, czym innym powiedzenie: "Dajemy ci konto, namów znajomych i nieznajomych do przekazania ci 1 proc. podatku". Pieniądze z 1 proc. miały iść na cele pożytku publicznego realizowane przez organizacje. A tak rola tych organizacji sprowadza się do użyczenia konta bankowego prywatnym osobom. A także innym organizacjom i instytucjom - jak szkoły - które nie mają statusu pozwalającego przekazać im nasz 1 proc.
Czy to nie doktrynerskie podejście? Przecież gdyby te pieniądze przekazać organizacji np. zajmującej się finansowaniem leczenia chorych dzieci, to ona też by je przeznaczyła na konkretne osoby. A tak to darczyńcy je wskazują. - To nie są darczyńcy. Przekazanie podatku nie ma nic wspólnego z darowizną. To państwo jest darczyńcą. Pozwala nam przeznaczyć część podatku, który przecież ma służyć dobru wspólnemu - budowie dróg, publicznej oświacie, ochronie zdrowia itd. - na wskazaną przez nas organizację, która realizuje cele pożytku publicznego. Jeśli domaganie się, by ta zasada była zachowana, jest doktrynerstwem, to jestem doktrynerką. Przekazywanie 1 proc. na subkonto konkretnej osoby można porównać do sytuacji, w której podatnicy decydują, kto zostanie pierwszy zoperowany w publicznym szpitalu.
Moim zdaniem umożliwienie podatnikom wskazywania osób, na które ma być przekazany ich procent, nie tylko kłóci się z ideą pożytku publicznego, ale może rodzić patologie. Z jednej strony ciężar zbiórki przerzucamy na barki osoby potrzebującej pomocy lub jej rodziny. Z drugiej pozwalamy, aby część podatku, która miała iść na dobro wspólne, pozostawała w dyspozycji osób prywatnych i finansowała prywatne cele. Z trzeciej odbieramy organizacjom pozarządowym możliwość realizowania ich statutowej powinności - decydowania o przeznaczeniu zebranych środków. Bo o tym, kto i w jakiej wysokości otrzyma wsparcie, decyduje zaradność właściciela subkonta, jego rodziny i znajomych. To pogłębia nierówność szans w dostępie do pomocy osób mniej zaradnych, z biednych środowisk.
Zwolennicy subkont mówią, że w ten sposób aktywizują swoich podopiecznych i ich otoczenie, a tym samym budują społeczeństwo obywatelskie. - W moim odczuciu subkonta na konkretne osoby to raczej utrwalanie egoizmów, promowanie interesu własnego. Dobro publiczne jest wtedy, gdy przekraczamy interes własny. Jestem jak najbardziej za angażowaniem w zbiórkę podopiecznych i ich rodzin, ale zbierać wpłaty z 1 proc. powinni nie wyłącznie na siebie, ale też na innych znajdujących się w podobnej sytuacji. A organizacja pożytku publicznego nie może kierować się zasadą "zebrałeś - masz, nie zebrałeś - trudno". Tym różnimy się od biznesu.
Ale zbieranie "na osoby" jest daleko skuteczniejsze niż "na organizację". - To pozwólmy podatnikom wprost przekazywać 1 proc. na potrzeby swoje i swoich bliskich, wspierać tymi pieniędzmi szkołę, do której chodzi ich dziecko, zamiast robić to "na okrągło", wpłacając na subkonto np. założone w ramach stowarzyszenia Przyjazna Szkoła. Nie twórzmy fikcji w postaci organizacji, przez których konto muszą przejść te pieniądze.
Przy zbieraniu środków na subkonta pojawia się zresztą problem dysponowania nimi. Prawnie te pieniądze należą do organizacji. Już są konflikty, bo osoby, na które są założone, żądają np. wypłaty zebranej sumy, gdy organizacje chcą tylko refundować przedstawiane im rachunki. A co w sytuacji, gdy osoba zaradna uzbiera ponad potrzeby, a druga, może bardziej potrzebująca - za mało? Czy organizacja może "nadwyżkę" z subkonta przekazać na inną osobę? Pieniądze z 1 proc., także te na subkontach, to pieniądze z podatku, a więc środki publiczne. Powinny być rozdzielane z poszanowaniem prawa, zasad jawności, otwartości i zgodnie z przyjętymi przez organizację procedurami. Opinia publiczna powinna być informowana, kto ile zebrał i jak zostały wydane.
Może ludzie nie ufają organizacjom, bo działają za mało przejrzyście? - Rzeczywiście, wiele organizacji nie publikuje nawet sprawozdań wymaganych ustawą, nie mówiąc już o opisaniu jasnym dla opinii publicznej językiem, jak wydały pieniądze. Ale i najwięksi beneficjenci 1 proc. nie podają w ogóle informacji o tym, ile środków jest na poszczególnych subkontach, ile i jak zostało wydanych. Więc to nie brak przejrzystości organizacji jest powodem popularności subkont. Problem moim zdaniem w tym, że dobro publiczne czy dobro wspólnoty nie jest wartością, która zakorzeniła się w wolnej Polsce. Liczy się przedsiębiorczość, kariera osobista i interes własny. Od najmłodszych lat uczymy rywalizacji, nie współdziałania. W szkole nie rozwija się pracy grupowej, nie promuje wspólnych działań na rzecz innych. Cenimy tych, którzy potrafią o siebie zabiegać.
Czy 1 proc. robi więcej złego, czy dobrego? - Miał ludzi uspołecznić, skłonić do wspierania organizacji pozarządowych, interesowania się tym, co robią. Organizacjom miał umożliwić dotarcie do szerszego grona osób. Budzić postawy filantropijne i prospołeczne. I faktycznie, wiele organizacji pozyskało poważne środki, a dzięki kampaniom 1 proc. społeczeństwo wie o ich istnieniu. Z drugiej strony od kilku lat systematycznie spada skłonność do przekazywania darowizn. Według danych Ministerstwa Finansów w 2008 r. tylko niecały procent Polaków przekazał darowiznę na cele społeczne, korzystając z możliwości odpisu od podatku. Może przekazanie 1 proc. traktujemy jak darowiznę, więc czujemy się już zwolnieni z filantropii? W budżetach wielu organizacji rzeczywiście wpłaty z 1 proc. zastąpiły darowizny. Wpłacamy na ludzi, którzy nas wzruszą, na przypadkową organizację wpisaną w elektroniczny formularz
PIT albo firmowaną twarzą znaną z TV. Nie wpłacamy na potrzeby lokalnych społeczności, działania edukacyjne, ochronę środowiska, obronę interesów grup upośledzonych, obronę praw człowieka. Ciągle niewielu z nas systematycznie i świadomie wspiera wybraną organizację darowiznami, odpisami od pensji, pracą społeczną. I niewielu sprawdza, co dobrego robi ta organizacja dzięki naszemu wsparciu.
Fundacja im. Stefana Batorego, która zebrany 1 proc. przeznacza na stypendia dla uzdolnionych uczniów z niezamożnych rodzin mieszkających w małych miejscowościach, zebrała w zeszłym roku z 1 proc. niecałe 470 tys. zł.
Stowarzyszenie Rodziców "Przyjazna Szkoła", które zakłada subkonta konkretnym szkołom, w zeszłym roku zebrało na nich 3 mln 79 tys. zł.