Czy pan naprawdę wierzy w swoje teorie spiskowe, czy też traktuje je pan tylko jako rozrywkę? - To także rozrywka. Traktuję poważnie to, o czym piszę w swoich powieściach w takim sensie, że ich część historyczną staram się przedstawiać jak najrzetelniej, na podstawie starannej dokumentacji. Jej gromadzenie trwa u mnie więcej niż samo pisanie. Moje powieści służą rozrywce, ale traktują o bardzo poważnych tematach, o których ja też staram się pisać z powagą.
W najnowszej powieści pisze pan o masonach i mam wrażenie, że to pierwszy spisek opisany przez pana z sympatią. - Tak właśnie jest. Zanim cokolwiek napisałem - więcej, zanim w ogóle zacząłem obmyślać fabułę - wnikliwie przestudiowałem historię masonerii. Gdybym w wyniku tych badań ustalił, że to jakaś mroczna, złowroga siła, wymyśliłbym inną powieść. Ale w ich toku nabierałem podziwu dla filozofii masonów, dla ich koncepcji wiary uniwersalnej, ich przywiązania do filantropii. Owszem, mają dziwaczne rytuały, o których sporo piszę. Z tego, co wiem, są na mnie wściekli za ich ujawnienie. Ale powinni być zadowoleni, że piszę o nich z szacunkiem.
Czy masoni zareagowali? Miał pan oficjalny protest Opus Dei przy okazji poprzedniej powieści... - Były pojedyncze reakcje poszczególnych masonów, ale nie przypominam sobie oficjalnego stanowiska organizacji jako takiej. Najbardziej jestem dumny z komentarzy typu "skąd on wydostał te informacje?". Bo ujawniam dużo szczegółów dotyczących samej organizacji.
Jak to właściwie działa: oni z jednej strony są tajnym stowarzyszeniem, a z drugiej mają całkiem jawne siedziby i jawnych przedstawicieli? - Masoneria ukrywa przed społeczeństwem wiele sekretów, ale sam fakt istnienia do nich nie należy. Dam panu prosty przykład: na pewno słyszał pan o firmie
Apple Computer. Ta firma ma jawny adres, może pan pojechać do tego budynku, gdzie przywitają pana uprzejmi recepcjoniści. Będzie pan mógł zrobić zakupy w miejscowym sklepiku z pamiątkami itd.
Ale czy wpuszczą pana o krok dalej? Pozwolą obejrzeć projekty nowych urządzeń? Nie ma mowy. Nie oznacza to jednak, że obserwując od zewnątrz działalność firmy, nie można odgadywać pewnych rzeczy na podstawie racjonalnych przesłanek i wiarygodnych przecieków. Czy rzeczywiście za dwa tygodnie pokażą nowy
tablet, czy nie - możemy snuć spory na podstawie dostępnych informacji i obserwacji.
Nowy tablet - to jest sekret nawet dla Dana Browna? - O tak! Czekam z niecierpliwością na wyjaśnienie zagadki, tak samo jak reszta świata. Mam nadzieję, że plotki się potwierdzą, bo zapowiada się bardzo ciekawe urządzenie.
Czyli mogę siedzibę masonerii w USA po prostu odnaleźć w książce telefonicznej i sobie tam pójść... - I odnajdzie pan ciekawy architektonicznie budynek, w którym nikt nie otworzy panu drzwi. Albo w najlepszym wypadku jakiś portier powie, że to tylko dla członków.
Czy w pańskim rodzinnym mieście Exeter w stanie New Hampshire jest loża masońska? - Oczywiście! Siedzę w tej chwili w najwyższym budynku w Exeter, który ma osiem pięter, i widzę miejscową lożę masońską przez okno. Jest na Water Street, przy rzece Exeter.
Ale jeśli zapytam, czy pan do niej należy, odpowiedzią będzie wymowne milczenie? - Nie, mogę udzielić prostej odpowiedzi: nie należę i nie mógłbym należeć do masonerii. Nie dlatego, że jestem jej ideowym wrogiem - jak już mówiliśmy, odnoszę się do masońskiej filozofii z dużym szacunkiem, ale ja po prostu nie mógłbym należeć do żadnej tajnej organizacji. Znacznie więcej przyjemności sprawia mi ujawnianie sekretów niż ich dochowywanie. Sama myśl, że wstępując do tajnej organizacji, blokowałbym sobie możliwość napisania o niej książki, sprawia, że odrzucił bym zaproszenie.
Czytałem, że to pański ojciec wychował pana na odkrywcę sekretów? - Nie wiem, czy taka była jego intencja, ale rzeczywiście trochę tak to się ułożyło. Mój ojciec jest matematykiem, autorem podręczników. Szyfry i kody były jego pasją i udało mu się nią nas zarazić. Rankiem w Boże Narodzenie, gdy schodziliśmy zobaczyć nasze prezenty pod choinką, zamiast paczuszek odnajdywaliśmy zakodowaną wskazówkę. Ta wskazówka mogła nas prowadzić do lodówki, a w lodówce mogła być następna zaszyfrowana wiadomość, żeby szukać w garażu. Boże Narodzenie oznaczało dla nas dzień wielkiego poszukiwania skarbów. Wszyscy to uwielbialiśmy.