Konflikt znanego dysydenta z weteranami wywołała restauracja Antysowieckaja Szaszłycznaja (Szaszłykarnia Antyradziecka) w Moskwie. Jej nazwa nie spodobała się Władimirowi Dołgichowi, byłemu zastępcy członka Biura Politycznego i sekretarza Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego, a dziś członkowi rady nadzorczej kombinatu Norylski Nikiel. Wymógł on na władzach stolicy, aby kazały właścicielom zmienić szyld restauracji.
Podrabinek odpowiedział na to ostrym artykułem w internetowym "Jeżedniewnym (Codziennym) Żurnale", pisząc, że obrońcy tradycji radzieckich byli w ZSRR "nadzorcami więziennymi i katami na poligonach, gdzie wykonywano egzekucje". Przypomniał im też, że "Związek Radziecki to również bezterminowe psychuszki dla dysydentów, zabójstwa zza węgła i niezliczone cmentarze przyobozowe z mogiłami moich przyjaciół - więźniów politycznych, którzy nie dożyli naszej wolności".
Za ten artykuł Podrabinek stał się obiektem kampanii nienawiści rozpętanej przez sterowaną z Kremla organizację młodzieżową Nasi. Ich bojówka przez kilkanaście dni pikietowała dom Podrabinka.
A weteran wojenny Wiktor Siemionow przed sądem domagał się 500 tys. rubli (ok. 50 tys. zł) za krzywdy moralne wywołane tekstem, przeprosin i sprostowania.
W środę sąd kazał Podrabinkowi wypłacić Siemionowowi 1 tys. rubli odszkodowania i sprostować następujące zdanie z tekstu: - "
Rosja nie jest waszą ojczyzną, waszą ojczyzną był Związek Radziecki, którego, chwała Bogu, nie ma już od 18 lat". Sąd nie sprecyzował jednak, co w tym zdaniu należy sprostować.
Podrabinek zapowiedział, że odwoła się od wyroku. - Ogłoszę też w internecie otwarty konkurs na tekst sprostowania. Bo trzeba mieć duży talent satyryczny, by dziś, lata po rozwaleniu się komunistycznego imperium, prostować informację, że Związek Radziecki od dawna nie istnieje. A przecież tego wymaga ode mnie sąd - mówi "Gazecie" publicysta.