Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Szantaż na gwieździe W marcu 2006 r. w programie
TVN "Uwaga" Edyta Górniak wyjawiła, że jest szantażowana przez dawnego znajomego rodziny, nazywanego "wujkiem", który zażądał 200 tys. zł za roznegliżowane zdjęcia piosenkarki, zrobione 18 lat wcześniej, kiedy Górniak miała lat 16. W przeciwnym wypadku sprzeda je tabloidom. Adwokat szantażysty bronił go w sądzie: "Mój klient znalazł zdjęcia i zadzwonił do matki pani Górniak. Zamierzał je oddać za pieniądze, ale to były zwykłe pertraktacje handlowe, a nie szantaż". 20 maja 2009 r. sędzia z Łodzi skazał szantażystę na rok i cztery miesiące więzienia. W jego domu policjanci znaleźli kolejne taśmy. Edyta Górniak nie była jego jedyną ofiarą.
Szantaż na wujku "Po prostu to jest szantarz. Jesteś 10 na liście. Nie bądź idiotom i lepiej nie nararzaj siebie i rodziny. Jesteś namierzony. Nie jeden pirat nie ma tyle co ty. Prokurator się ucieszy... Zawiń 500 zł w starom gazetę i wrzuć do śmietnika między peronami, tego co stoi koło ławki, a potem idź. Wtedy bendziesz pod kloszem, ty i twoja rodzina. Dostaniesz smsa z datą".
- Dlaczego szantażowałeś własnego wujka?
- Nie lubię go. Raz mu nie oddałem filmu, to się czepiał miesiąc i więcej już nie pożyczył. Miał pełno kasy, a pięć dych było mu szkoda.
Szantażysta i ofiara mieszkają w małym miasteczku na południu Polski, kilka ulic od siebie.
Paweł, lat 17, poległ w
gimnazjum. Dwa razy kiblował, w końcu dał spokój, rodzicom wytłumaczył, że pamięci nie ma. Ustąpili. Lubi z kumplami wypić, pogadać o samochodach, kompie i filmach. Ogląda je nocami, czasem nawet do rana - byle coś się działo i najlepiej, jak dobry wygrywa, a złego spotyka kara. Wtedy czuje, że świat jest sprawiedliwy.
Wujek lubi pieniądze i ściąganie z internetu: gier, filmów, muzyki. Stać by go było na kupowanie, bo ma własną hurtownię kabli, żarówek i farb. Ale on woli za darmo. Większości tego, co ściąga, nawet nie słucha i nie ogląda. Jak przypomniał sobie, że kiedyś lubił Led Zeppelin, to ściągnął całą dyskografię i od razu o niej zapomniał.
Siostrzeniec go drażni. Nie uczy się i nie pracuje.
Jest lato 2009 r. Paweł potrzebuje kasy. Ma wprawdzie robotę na budowie, ale nie chce mu się harować. Idzie do wujka.
- Płaszczyłem się, prosiłem. Powiedział, że dla mnie nie ma.
Wieczorem nastolatek obmyśla zemstę. Pisze list, a gdy rodzice idą spać, wykrada się z domu i wrzuca wujkowi do skrzynki.
- Skąd wiedziałeś, jak taki list napisać?
- Z głowy i z filmów. Nie myślałem, że tak gładko pójdzie. Najpierw chciałem go tylko raz oskubać, ale był taki chętny, że nie potrafiłem przestać. Wysyłałem SMS-a, a on przynosił na dworzec kasę. Reagował jak pies na gwizdnięcie. A ja potem sobie szedłem do Biedronki kupowałem lody, piwo i kiełbasę.
Prokurator nadzorujący śledztwo mówi, że po pierwszym, koślawym i pełnym błędów liście "wujek" specjalnie się nie przejął. Przestraszył się po dwudziestym SMS-ie. "Śledzimy cię, dzisiaj byłeś w banku", "Spalimy twoje nowe autko".
- Presja?
- To połowa sukcesu - mówi. Jak szantażysta jest sprytny, to tak dociśnie, że nawet twardziel w końcu pęknie i zrobi się miękki. Wujek błyskawicznie popadł w stan galarety - był pewien, że wiedzą o nim wszystko. Zaczął szukać kamer i podsłuchów, przekopał cały dom, potem biuro. Nigdy nie miał do czynienia z łobuzami.
Prokurator określa wujka jako typ delikatny, lekko histeryczny: - Zwykłe przesłuchanie w roli pokrzywdzonego wyprowadziło go z równowagi. A SMS-ów było prawie dwieście. Śmietnik przy ławce napełnił pieniędzmi pięć razy. Siostrzeniec naciągnął go na 1,7 tys. zł. W końcu powiedział o tym koledze. Ten - policjantowi. Policjant poradził, by zgłosić się natychmiast do nas. Oczywiście, zanim wujek tu przyszedł, zrobił trochę porządków w komputerze i płytotece. Najgorsze, co można zrobić, to kisić się samemu.