Aleksandra Klich: Komu potrzebna jest filozofia? Prof. Jacek Hołówka: Ludziom jakoś pogubionym w życiu, rozczarowanym stanem wiedzy naukowej, poziomem debat publicznych, sposobem relacjonowania ważnych wydarzeń przez media, pewnie także tym, którzy zawiedli się na religii i zasadach wychowania.
Bezradni, zdezorientowani ludzie wierzą, że filozofia pomoże im odnaleźć klucz do sensu życia? - Tak. Pracuję na wydziale filozofii ponad 30 lat, więc pamiętam, że gdy w czasach komunistycznych władze dawały trochę swobody, liczba kandydatów na
studia filozoficzne malała, a w czasach przykręcania śruby wyraźnie podskakiwała. Opresja władzy budziła zainteresowanie filozofią.
Wszystko się zmieniło po upadku komunizmu. Społeczeństwo otwarte, konkurencyjne, kapitalistyczne bardzo skraca życiową perspektywę. Myśli się o tym, jak przeżyć do jutra, w co zainwestować w następnym roku, jak się przeorganizować w swojej pracy za dwa, trzy lata. To nie sprzyja filozofii.
To jak w życiu wybieramy między dobrem i złem? - Kierując się nastrojami. To one powodują, że ludzie projektują swoje niechęci albo radości. Zamiast wybierać, dajemy się unosić jak liść na wietrze, reagujemy na pogodę
A co z sumieniem człowieka? Pan, mówiąc o etyce, odwoływał się zawsze do autonomii jednostki, wolnego wyboru. - Tak mówiłem, ale nie sądzę, żebym trafił do wielu ludzi. To było jak wołanie na puszczy. W Polsce w ostatnich latach nasiliła się kultura masowa, prymitywna, płytka, która całkowicie zmieniła nasz stosunek do życia. To jest kultura oparta, po pierwsze, na pieniądzach, po drugie, na erotyzmie, po trzecie, na jakiejś wersji tanich i bardzo krótkowzrocznych przepychanek politycznych. I na tym właściwie koniec. To właśnie kultura masowa spycha na margines filozofię.
Dlaczego? - Filozofia zawsze miała silne poczucie misji kształtowania charakterów na przykład poprzez autorytety. Lecz taka misja zagraża światu, w którym mamy dużo więcej wolności, możliwości wyboru między różnymi punktami widzenia, ale jednocześnie jesteśmy głęboko przekonani, że osiągnęliśmy doskonałość i niczego od nikogo nie musimy się uczyć. To przekonanie o doskonałości rozlało się na całe społeczeństwo i to coś bardzo nieprzyjemnego, ale trudnego do pohamowania.
Tymczasem filozofia zawsze chciała głęboko zmienić człowieka i jego myślenie. Domagała się racjonalności, krytycyzmu, konfrontowania rozmaitych stanowisk i poszukiwania metody, za pomocą której można było odróżnić argumenty powierzchowne od argumentów głębokich.
Takie myślenie zagraża naszemu przekonaniu o tym, że jesteśmy doskonali. Odziera nas z tej iluzji. Dzisiaj nikt nie chce się wewnętrznie zmienić, teraz chodzi o to, by zmieniać się zewnętrznie. Mieć dobrą fryzurę, ładne okulary, dobre kosmetyki, markowe buty.
Kiedy nas dopadnie lęk, że to nie wszystko? Że jednak "mieć" to nie "być"? - W końcu znudzi nam się to targowisko próżności, w którym się znaleźliśmy. No, bo ile można sobie kupować? W pewnym momencie będziemy mieli taką ilość kosmetyków, pachnących mydełek, kolorowych fryzur, ładnych okularów, że powiemy sobie: no dobrze, mogę z siebie wykreować dziesięć rozmaitych postaci. Po co mi dziesięć postaci, przecież jest tylko siedem dni tygodnia.
Jeżeli ktoś nam mówi: im więcej swobody, więcej eksperymentów myślowych, więcej konfrontacji, tym lepiej - myli się. Bo im więcej konfrontacji, tym większy hałas na targu. Każdy plecie, co chce, nikogo nie warto słuchać, bo wszyscy tylko chcą, żebyśmy kupili ich towar, coraz podlejszej jakości. Musimy już przestać się domagać większej gamy wyborów i zażądać jakości.
Sądzę, że pełna swoboda myślenia, mówienia, wyboru stanowisk nam się w końcu obrzydzi. Znudzą nas te konkluzywne spory polityczne, religijne, światopoglądowe na prymitywnym poziomie. Tak jak człowiek przejedzony uznaje, że będzie jadł mniej nie dlatego, że ktoś mu zabrania, ale dlatego, że tak właśnie chce.
W pewnej chwili ludzie uznają, że nie chcą już słuchać tego harmideru, chcą znaleźć autorytety. Zaczną myśleć w sposób bardziej zasadniczy, zadawać sobie pytania.
Ostatnio przybywa studentów filozofii, to znaczy, że czasy są trudniejsze, ale i że ludzie szukają sposobów na uporządkowanie swojego życia.