http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Przedłużmy termin do 12. tygodnia

Rozmawiał Marcin Kobiałka
2010-01-28, ostatnia aktualizacja 2010-01-27 19:22

Rozmowa z Ryszardem Porębą, prezesem Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego

ZOBACZ TAKŻE


Marcin Kobiałka: Dlaczego poparliście przepis, który kobietom każe stawiać się u lekarza najpóźniej w dziesiątym tygodniu ciąży? Wiele z nich wtedy jeszcze nie wie, że spodziewa się dziecka. Skutek jest taki, że kobiety nie dostają becikowego.

Ryszard Poręba: Dla części kobiet, które mają nieregularne okresy, to rzeczywiście jest problem. Ale jeżeli pacjentka zgłasza się w pierwszym trymestrze ciąży, to wtedy można wychwycić nieprawidłowości, które mogą się skończyć przedwczesnym porodem.

A co ma zrobić kobieta, która przyszła do lekarza z pozytywnym testem ciążowym, chciała się przebadać i usłyszała: "Proszę przyjść za dwa miesiące"? Albo w innym przypadku, gdzie do ginekologa w ramach NFZ czeka się sześć tygodni.

- To niedopuszczalne. Pacjentka, która ma pozytywny wynik testu, powinna być natychmiast zbadana. Te nieprawidłowości będziemy tępić.

Gdy kobieta dowiaduje się, że jest w 12. tygodniu ciąży, już wtedy wie, że becikowego nie dostanie. Przecież to niesprawiedliwe.

- Nie chcemy takim kobietom odmawiać świadczeń. Lekarz powinien potwierdzić, że taka pacjentka ma nieregularne okresy i miała prawo nie rozpoznać ciąży. Na podstawie opinii lekarskiej powinno się jej przyznać becikowe. Takie zaświadczenia powinny być honorowane przez ośrodki pomocy społecznej.

Nie lepiej przepis z dziesiątym tygodniem po prostu wyrzucić?

- Dobrze byłoby go przesunąć o miesiąc, może wystarczyłyby dwa tygodnie. Wtedy nie będzie żadnych wątpliwości. Chcemy, by dzieci rodziły się zdrowe, by przyrost naturalny był większy. Dobrze, przedłużmy ten termin do 12. tygodnia! Możemy wypracować dokument, który kobietom służy. Jest sporo takich, które do lekarza w ogóle nie chodzą w czasie ciąży. Albo idą wtedy, gdy mają chore nerki, zakażenie, anemię, a potem rodzą wcześniaka. Setki tysięcy złotych idą na to, żeby tego wcześniaka uratować.

Ale lekarze kobiet w ciąży od ręki nie przyjmują.

- To musimy napiętnować. Jak o tym będzie głośno, to lekarze się zreflektują i nie będą tak postępować.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 3 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':