http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Czy premier zajrzy w becikowe?

Marcin Kobiałka, Rzeszów
2010-01-28, ostatnia aktualizacja 2010-01-27 19:19

Resort pracy jest za tym, by zmienić zasady wypłacania becikowego, ale sprzeciwia się temu Ministerstwo Zdrowia. "Gazeta" opisała, że wielu kobietom odmawia się wypłaty pieniędzy, bo za późno przyszły w ciąży do lekarza

Składanie podań o becikowe w Szczecinie
Fot. Cezary Aszkiełowicz / AG
Składanie podań o becikowe w Szczecinie
SONDAŻ
Czy powinno się zmienić zasady wypłacania becikowego?

Tak, obecne zasady są niesprawiedliwe
Nie, niech zostaną takie jak są



- Uważam, że te przepisy są restrykcyjne. Jeżeli przepis nie działa dla dobra ludzi, to trzeba go zmienić - mówiła w środę rano w Radiu TOK FM minister pracy i polityki społecznej Jolanta Fedak.

Przypomniała, że jeszcze na etapie konsultacji nad tzw. ustawą rodzinną krytykowała nowe przepisy. Fedak zaznaczyła, że ich zmiana będzie możliwa wtedy, kiedy także Ministerstwo Zdrowia się na to zgodzi. Oba resorty - pracy i zdrowia - są współautorami przepisów.

Sprawa dotyczy wypłacania becikowego na nowych zasadach - od 1 listopada zeszłego roku. Każda kobieta, która chce dostać pieniądze (1000 zł), musi przynieść do ośrodka pomocy społecznej zaświadczenie, że co najmniej od dziesiątego tygodnia ciąży była po opieką lekarską. Matki protestują, bo wiele z nich o ciąży dowiedziało się po 10. tygodniu. Inne z kolei, tygodniami czekają na wizytę u lekarza. Brak zaświadczenia zamyka im drogę do becikowego. Obecne przepisy krytykują nawet szefowie ośrodków pomocy społecznych, które wypłacają pieniądze. Bezradnie jednak rozkładają ręce. - Przepisy są sztywne - mówią zgodnie.

O tym, że w wielu ośrodkach MOPS odmawia się wypłaty becikowego, pisaliśmy wczoraj w "Gazecie".

Nowe zasady wypłacania becikowego oprotestowały także organizacje kobiece. Ich zdaniem dyskryminują kobiety. Przyłączają się do tego lekarze. - Przepisy miały zachęcić matki do rodzenia dzieci, a teraz je się karze - mówili "Gazecie".

- Jesteśmy za tym, aby termin pierwszej wizyty u lekarza wydłużyć - mówiła w środę "Gazecie" Bożena Diaby, rzeczniczka resortu pracy.

- A może ten wymóg całkowicie wyrzucić? - zapytaliśmy.

- Proszę o to pytać w Ministerstwie Zdrowia - odpowiada Diaby.

Ale Ministerstwo Zdrowia na żadne zmiany w przepisach nie chce się zgodzić. - Eksperci, którzy opiniowali projekt, m.in. prof. Stanisław Radowicki, krajowy konsultant ds. ginekologii, twierdzą, że pierwsza wizyta u lekarza w 10. tygodniu ciąży to ostatni dzwonek, by zareagować na potencjalne wady rozwojowe płodu, czy infekcje. My tego nie będziemy podważać - upiera się Piotr Olechno, rzecznik resortu zdrowia.

I oświadcza: - Chcemy, żeby wypłata becikowego motywowała kobiety do jak najwcześniejszych i jak najczęstszych wizyt u lekarza. Skoro jest ono wypłacane, to kobiety niech przynajmniej jak najwcześniej zaczną chodzić do lekarza.

W resorcie zdrowia przekonują, że problemu by nie było, gdyby od matek, które zaszły w ciążę przed 1 listopada, nie żądano papieru od lekarza.

- My ten pomysł negatywnie zaopiniowaliśmy. Nie chcieliśmy, by prawo działało wstecz - twierdzą w Ministerstwie Zdrowia.

Od jednej z wysoko postawionych osób w resorcie zdrowia nieoficjalnie słyszymy: - Stanowisko zmienimy, jeżeli dostaniemy polecenie z góry, czyli od premiera.

W środę po południu - jak dowiedziała się "Gazeta" - minister zdrowia Ewa Kopacz o zamieszaniu z becikowym rozmawiała z minister pracy Jolantą Fedak.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 8 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    13 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':