Na południu Chin, gdzie psy i koty uchodzą nadal za delikates, sprzedaje się rocznie 10 mln psów i 4 mln kotów - wynika z raportu fundacji Animals Asia z 2006 r. Los kotów jest szczególnie okrutny - zanim trafią na stół, są obdzierane żywcem ze skóry, a następnie wrzucane do wrzątku.
Wkrótce ma się to zmienić, bo gotowa jest już ustawa o zakazie jedzenia psów i kotów. Jej autorem jest prawnik Chang Jiwen z chińskiej akademii nauk, który wojuje o taki zakaz od 11 lat. Czuje za sobą rosnące poparcie mieszkańców dużych miast, gdzie wiele osób hoduje psy i koty. Przybywa tam klinik dla zwierząt, sklepów z karmą i gadżetami, konkursów dla psów i kotów rasowych.
Właściciele nie wahają się wychodzić na ulice w ich obronie. "Gotowanie kotów żywcem to hańba dla Kantonu!" i "Zdecydowanie sprzeciwiam się okrutnemu zabijaniu" - można było przeczytać niedawno na transparentach w czasie demonstracji w Kantonie.
Niektórzy idą jeszcze dalej i przez internet tropią transporty kotów przeznaczone dla smakoszy z południa kraju. Fotografują klatki pełne przerażonych zwierząt, a potem otwierają je i wypuszczają. Policja się nie wtrąca, bo na razie sprawa nie ma charakteru politycznego. Uwalnianie kotów miało miejsce m.in. w 2008 r. w Kantonie, gdzie ktoś otworzył wagon na bocznicy. Rok temu podobną akcję powtórzono w mieście Tianjin, 100 km na południe od Pekinu, wypuszczając 1,3 tys. kotów.
Po drugiej stronie jest lobby restauratorów i smakoszy z południa Chin. W Kantonie należy do niego sieć restauracji Słoneczne Pachnące Mięso, która serwuje dania z psa od 1963 r. Zimą tylko w jednej restauracji schodzi 40 psów dziennie, latem ta liczba spada do kilkunastu. Właściciel Słonecznego Mięsa zapewnia, że pochodzi ono z hodowli. I dodaje, że ustawa to koniec biznesu i utrata 80 miejsc pracy.
Do uchwalenia zakazu jest jeszcze długa droga. Dopiero we wrześniu pierwsze chińskie prawo o ochronie zwierząt trafi do konsultacji publicznych. Kluczowe jest stanowisko rządu, który na razie zgodził się na napisanie ustawy. Jak wynika z wypowiedzi jednego z oficjeli, władze wciąż wahają się, czy poprzeć projekt.
Źródło: Gazeta Wyborcza