Widzę co najmniej pięć powodów, dla których teoria spisku premiera Donalda Tuska z prokuratorem Tomaszem Szredzkim (postawił zarzut) jest intelektualnym nadużyciem.
1. Śledztwo trwa od marca 2002 r., czyli blisko osiem lat. Jego przedmiotem są "ekonomiczne interesy grupy pruszkowskiej". Od początku nazwisko Piskorskiego - b. prezydenta Warszawy - było w nim wymieniane. Jeśli coś można zarzucić prokuraturze, to kilka zmarnowanych lat w wyjaśnianiu tej sprawy.
2. To minister sprawiedliwości
Zbigniew Ziobro (
PiS) w 2006 r. powołał zespół prokuratorów i urzędników skarbowych, by jeszcze raz prześwietlić majątki pochodzące z podejrzanych źródeł. I to ta grupa zaczęła badać źródła przychodów Piskorskiego. Czyli to PiS Piskorski zawdzięcza szczególne zainteresowanie. I jeszcze w maju 2009 r. zarzuty o upolitycznienie prokuratury kierował wobec Ziobry, nie PO.
3. Piskorski wie, że od lat 2006-07 przeplatają się ze sobą śledztwo prokuratury i kontrola skarbowa. Już w grudniu 2007 skarbówka łupnęła mu domiar - blisko 147 tys. zł - za nieujawnione źródła dochodu. Uznała wówczas, że jego umowa z antykwariuszem potwierdzająca sprzedaż
antyków za 986 tys. zł nie jest wiarygodna.
Wprawdzie sąd administracyjny ostatnio podważył tę decyzję, ale już dwa lata temu Piskorski mógł się spodziewać zarzutu w prokuraturze.
4. Prokuratura jeszcze latem zeszłego roku poprosiła o kolejną opinię grafologiczną, która miała rozstrzygnąć, czy umowa sprzed lat została sfałszowana. Piskorski o tym wiedział. Także wtedy, gdy angażował się w poparcie kandydatury Olechowskiego. Olechowski z kolei znał wątpliwości wokół źródeł majątku Piskorskiego.
5. Opinia grafologa do umowy z antykwariuszem jest dla Piskorskiego niekorzystna. Kategorycznie stwierdza, że podpis antykwariusza został podrobiony. Zarzut posłużenia się sfałszowaną umową jest konsekwencją tej opinii.
Patrząc na tę historię od strony prawnej, nie można wykluczyć, że Piskorski może mieć rację: kiedyś z zarzutu zostanie oczyszczony. Sąd administracyjny uznał, że wątpliwości tłumaczyć trzeba na korzyść podatnika. Podobną zasadą - in dubio pro reo - kierować się będzie sąd w sprawie karnej. Ale najpierw musimy się doczekać wyroku, a dotychczas w sprawach Piskorskiego słyszeliśmy tylko o umorzeniach i przedawnieniach.