Finansowana z unijnej kasy budowa sieci w pięciu województwach - podkarpackim, podlaskim, świętokrzyskim, lubelskim i warmińsko-mazurskim - ma kosztować ponad 300 mln euro. To największy projekt w całym programie "Rozwój Polski wschodniej".
To też szansa na skok cywilizacyjny. Dziś na szybki internet nie ma tam szans co trzecie gospodarstwo. Gdyby projekt się udał, za cztery lata internet dotarłby do 90 proc. domów oraz wszystkich firm i urzędów.
Może się jednak nie udać. Wciąż nie ma kluczowego dokumentu - studium wykonalności. Miało ono pokazać m.in., jak dziś wygląda infrastruktura internetowa, jak sieć mieliby rozbudować operatorzy i jak samorządy miałyby ją finansować.
- Zagrożenie jest istotne. Czasu nie ma już wiele, a szkoda byłoby oddawać Unii niewydane pieniądze - ostrzega Tomasz Kulisiewicz, analityk firmy doradczej Audytel. - Tym bardziej że po 2013 r. tak dużych środków na te cele nikt już na pewno nie zobaczy, i to w całej UE.
- Opóźnienie jest groźne - niepokoi się Anna Streżyńska, prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej. - Obawiam się, że będą trudności w rozliczeniu projektu przed Komisją Europejską. Powinniśmy zaraz ruszać z budową sieci, chodzi o jedną trzecią kraju, tego się szybko łopatą nie przerzuci.
Tym bardziej że wcześniej w Polsce projektu na tak dużą skalę nie było. A budowa musi się skończyć w 2013 r., inaczej Bruksela nie wypłaci nam pieniędzy. - Bardzo mało czasu - mówi Jan Burek, wicemarszałek woj. podkarpackiego. - Tylko w przypadku Podkarpacia chodzi o 2 tys. km kabli.
Ministerstwo Rozwoju Regionalnego winę zrzuca na konsorcjum, które miało przygotować studium wykonalności. - Było w nim mnóstwo pomyłek, np. dane z jednego województwa były w opisie innego - dodają samorządowcy.
- Nie było porządnej analizy, która by odpowiedziała, przy jakich cenach internetu opłaca się inwestycja, ile samorządy będą musiały dołożyć - wtóruje prezes UKE.
Firma DGA SA, która przewodzi konsorcjum, odmawia komentarza. - Niedługo dokument będzie gotowy - przekonuje "Gazetę" Krzysztof Hetman, wiceminister rozwoju regionalnego. - To jedyny problem. Projekt na pewno zrealizujemy.
Samorządowcy nie podzielają tego optymizmu. Podkarpacie już rozmawia z firmami energetycznymi, czy światłowody będzie można podwiesić na słupach. - Jeśli trzeba będzie kopać, projekt się zawali. Zajmie zbyt wiele czasu, trzeba skomplikowanej dokumentacji - twierdzą anonimowo urzędnicy.
UKE i samorządy przekonują, że spóźnienie można nadrobić, o ile do współpracy przekona się operatorów (np. TP SA, Netia). Taki pilotażowy projekt powstaje w Małopolsce. - To pozwoli odzyskać stracony czas, zdobyć doświadczenia - mówi Streżyńska.
Zdaniem Hetmana udział w projekcie prywatnych operatorów nie jest pewny: - Sieć ma być w rejonach, gdzie nie chcą wejść, bo im się to nie opłaca.
Czytaj też:
komentarz Tomasza Grynkiewicza