Wiolettę Szwak z Błot Wielkich Polska poznała w sierpniu, gdy sąd odebrał jej córeczkę kilka dni po narodzinach. Różę dostała rodzina zastępcza. Bo zdaniem sądu w domu były złe warunki, bałagan, matka nieporadna, a ojciec stary. Szwaków w walce o dziecko wsparli sąsiedzi, proboszcz, sołtys,
szkoła i opieka społeczna, interweniował rzecznik praw dziecka. Po dwóch miesiącach sąd tymczasowo oddał rodzicom córkę.
Zanim to nastąpiło, "Gazeta" napisała, że Wiolettę Szwak wysterylizowano podczas cesarskiego cięcia. Nikt nie pytał jej o zgodę. O tym, że nie będzie mogła mieć więcej dzieci, dowiedziała się ze szpitalnego wypisu.
Poznańska prokuratura wszczęła wtedy śledztwo z urzędu - "w sprawie pozbawienia płodności i wykonania zabiegu bez zgody pacjenta". Na początku grudnia sprawę szpitala w Szamotułach umorzyła.
Decyzja oburzyła prawników. - Być może lekarze działali w dobrej wierze, ale ta nigdy nie może przekładać się na łamanie praw pacjenta - cytowaliśmy karnistę prof. Mariana Filara. - Pogwałcono autonomię jednostki.
- Wola chorego jest nakazem priorytetowym - mówiła prof. Eleonora Zielińska, specjalistka prawa karnego i medycznego z Uniwersytetu Warszawskiego.
Na umorzenie śledztwa złożyła zażalenie pełnomocniczka Szwaków. Wczoraj poznański sąd uchylił decyzję o umorzeniu śledztwa.
- Uzasadnienie umorzenia jest tak lakoniczne, że nie sposób zrozumieć, o co chodziło prokuratorowi - mówił sędzia Jarema Sawiński. - Zebrane dowody nie zostały ocenione. Prokurator nie wyjaśnił, czemu jednym daje wiarę, a drugim nie. Nie przedstawił swojego sposobu rozumowania. I tak naprawdę nie można ocenić, czy ma rację, czy nie. Tego uzasadnienia nie da się skontrolować.
Prokuratura stwierdziła, że sterylizacja była medycznie uzasadniona. Oparła się na opinii prof. Romualda Dębskiego z Kliniki Położnictwa i Ginekologii Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego w Warszawie. Lekarze przecięli pacjentce jajowody, gdy tamowali krwawienie. Zdaniem prof. Dębskiego mogli to zrobić bez przecinania jajowodów, sterylizacja nie była więc konieczna dla ratowania życia. Ale - jak stwierdził prof. Dębski - zagrożenie mogłaby stanowić kolejna ciąża. - Jestem pewien, że pani Woźna (dziś Szwak) nie stosowałaby antykoncepcji. Lekarka wybrała mniejsze zło - mówił.
Prokurator twierdził, że pacjentka podpisała zgodę na sterylizację. Ale podpisała tylko zgodę na ewentualne rozszerzenie zabiegu, jeśli pojawią się komplikacje i jej życie i zdrowie będą zagrożone. A na sali operacyjnej tak nie było.
Sąd, nakazując wczoraj wznowienie śledztwa, wydał prokuraturze polecenia. Prokurator musi ustalić, czy decyzja lekarzy o sterylizacji kobiety była świadoma, czy też nieświadoma (czy przecięli jajowody niechcący, czy celowo). I czy zabieg odbył się bez zgody pacjentki.
- Nie komentujemy decyzji sądu. Zalecenia wykonamy - mówi Jacek Derda z Prokuratury Okręgowej w Poznaniu.
"Gazeta": - Czy sprawę będzie prowadził nadal prokurator Krzysztof Burdziński?
Derda: - Sąd kazał kontynuować śledztwo. Regułą jest, że robi to ten sam prokurator.