Brunetta prowadzi od tygodnia batalię przeciw włoskim bamboccioni, czyli "przerośniętym bobasom", którzy zamiast wyprowadzać się na swoje, wolą korzystać z dachu, wiktu oraz opierunku rodziców. Nierzadko jest to pretekstem do nieszukania pełnowymiarowej pracy, z której mogliby się samodzielnie utrzymywać.
O ile niedawno Brunetta prowokacyjnie zagroził im "kijem" w postaci przepisów nakazujących usamodzielnienie się po ukończeniu 18. roku życia, o tyle w weekend opisał Włochom, jak mogłaby wyglądać "marchewka". Wysunął bowiem znacznie poważniej brzmiący pomysł wypłacania młodym Włochom 500 euro miesięcznej zapomogi w zamian za wyprowadzkę. -
Włochy są pełne porządnych młodych ludzi, którzy chcą wolności. Jeśli mają podcięte skrzydła, to wina leży po stronie rodziców - oświadczył minister.
Podobne zapomogi wprowadzono już przed kilku laty w Hiszpanii, gdzie młodzi ludzie między 22. i 30. rokiem życia zarabiający mniej niż 22 tys. euro rocznie, mogą po wyprowadzce od rodziców ubiegać się o 210 euro dodatku do czynszu. Jak Brunetta chciałby sfinansować program nowych zapomóg? - Zabrać rodzicom! Obciąć fundusz na przyspieszone emerytury dla odchodzących z pracy już po 55. roku życia - tłumaczy Brunetta.
Rzecznik premiera Silvia Berlusconiego tłumaczył wczoraj, że projekt nie był konsultowany z rządem, czyli na razie jest kolejnym wyłącznie osobistym pomysłem Brunetty. Jednak ten zamierza forsować go w parlamencie dzięki przychylności części mediów, bo problem bamboccioni jest istotnie jednym z większych hamulców wzrostu gospodarczego we Włoszech.
Aż 70 proc. Włochów między 20. i 30. rokiem życia mieszka u rodziców (we Francji 30 proc.), co zdaniem socjologów ma w dużej mierze podłoże kulturowe. Pomimo ciągłego podwyższania się wieku zawierania małżeństwa aż 57 proc. mieszkańców południa Włoch (30 proc. na Północy) czeka na wyprowadzkę do czasu założenia własnej rodziny.