- Jeśli nie wystartuje, narazi się na zarzuty, że stchórzył. Przed czym? Przed drugą porażką z Lechem Kaczyńskim, przed tym, czego może się dogrzebać komisja hazardowa.
- Wbrew pozorom
Platforma Obywatelska nie ma dobrych, "zastępczych" kandydatów. Marszałek Sejmu Bronisław Komorowski zgolił co prawda wąsy, co ponoć dodaje wiarygodności, ale w kuluarach plotkuje się, że żona marszałka stanowczo nie ma ochoty na rolę pierwszej damy. A inny potencjalny kandydat Jerzy Buzek, odkąd został przewodniczącym Parlamentu Europejskiego, znacznie się usamodzielnił, nie wiadomo nawet czy posłuchałby Tuska, gdyby ten wskazał go jako kandydata. Z kolei szef
MSZ Radosław Sikorski nie ma szans na partyjne namaszczenie - platformersi nie mają do niego zaufania, uważają, że
gra on wyłącznie na siebie.
Na placu boju zostaje Hanna Gronkiewicz-Waltz, która woli być prezydentem Warszawy, ale jest jednak wierna Tuskowi i jeśli partia każe - to zaciśnie zęby i stanie w szranki.
- Zwycięstwo Tuska w wyborach prezydenckich jest bardzo prawdopodobne, a zwycięstwo innego kandydata PO - już nie. Przecież w takiej sytuacji w II turze wyborów z Lechem Kaczyńskim może się zmierzyć...Andrzej Olechowski. I co wtedy? To na Tuska spadnie odium tej porażki, to on znajdzie się w sytuacji, gdy nie startował, a jednak sromotnie przegrał.
- Prezydentura nie "zużywa" tak bardzo polityka jak bycie premierem rządu. Aleksander Kwaśniewski był lubianym prezydentem 10 lat. Dlaczego Tusk miałby tego nie powtórzyć?
Premier rządu, po malutku ale tracącego jednak poparcie, to posada znacznie bardziej ryzykowna. Rząd stoi przed poważnymi wyzwaniami: reformą służby zdrowia, a tu nie ma łatwych i przyjemnych ruchów, reformą finansów publicznych, bo nasz dług publiczny rośnie jak na drożdżach. Częścią tej reformy jest m.in. skończenie z przywilejami emerytalnymi, także z
KRUS-em. Bez tego nie mamy co marzyć o wejściu do euro. A to są ruchy politycznie bardzo kosztowne.
- Argument przeciwko kandydowaniu jest tak naprawdę jeden: Tusk jako premier i lider partii gwarantuje spokój w samej PO. Zachowanie status quo. Pewnie ku niezadowoleniu kilku partyjnych bonzów, np. Grzegorza Schetyny, którzy od dwóch lat żyli w przeświadczeniu, że Tusk wystartuje i zwolni im miejsce.
W argumentach jest cztery do jednego na rzecz kandydowania.