Potrzebuję do swojego filmu aktora o twarzy pozbawionej osobowości. Takiej jak pańska - od takiego wątpliwego komplementu zaczęła się współpraca Federica Felliniego z Marcello Mastroiannim.
Reżyser niespodziewanie w 1958 r. zaprosił aktora na spotkanie. Mastroianni miał za sobą kilkanaście mało istotnych ról i jedną w miarę ważną: w "Białych nocach" Viscontiego.
Fellini cieszył się już wtedy międzynarodową sławą. Mastroianni przyjął więc zaproszenie, mimo jego obcesowego charakteru. Spotkanie miało miejsce w plażowej restauracji w Fregene pod Rzymem. Aktor oraz jego prawnik przybyli w garniturach, reżyser i scenarzysta (Ennio Flaiano) czekali w strojach plażowych na leżakach.
- Chętnie wystąpię w pańskim filmie, ale chciałbym zobaczyć scenariusz - powiedział Mastroianni.
- Ennio, masz te rzeczy dla pana Mastroianniego? - zawołał Fellini. Scenarzysta wręczył aktorowi plik kartek. Wszystkie były czyste. Z wyjątkiem pierwszej. Widniał na niej rysunek mężczyzny płynącego na powierzchni morza. Jego gigantyczny penis sięgał morskiego dna, a wokół pływały uśmiechnięte syreny.
- Wchodzę w to - powiedział Mastroianni.
Nie obrażaj katolików
To była prawdopodobnie najmądrzejsza decyzja, jaką podjął w swojej karierze. Film, który początkowo miał się nazywać "Moraldo w mieście", wszedł w końcu na ekrany kin w 1960 r. jako "Słodkie życie" i "pozbawiona osobowości" twarz Mastroianniego zaczęła się śnić milionom kobiet na całym świecie.
"Słodkie życie" do dzisiaj pojawia się w różnych rankingach na najlepszy film wszech czasów. Był też w swoim czasie największym sukcesem kasowym włoskiego kina. Symbolicznym świadectwem jego wpływu na naszą kulturę jest to, że fotografa polującego na celebrytów nazywamy "paparazzi", od nazwiska drugoplanowej postaci z tego filmu.
Reakcje we Włoszech były jednak mieszane. W kraju wciąż obowiązywały przepisy o cenzurze widowisk teatralnych i filmowych z czasów Mussoliniego (zniesiono je w roku 1962). W tym samym 1958 roku, w którym Fellini spotkał Mastroianniego, Oscar Luigi Scalfaro, późniejszy prezydent republiki, a wtedy podsekretarz stanu w ministerstwie spraw wewnętrznych, zadeklarował politykę zerowej tolerancji dla obrażania religii katolickiej przez włoskich filmowców: "Nie można dopuszczać do tego, by publiczny spektakl kpił z religii. Szanowanie wartości rodzinnych to obowiązek!".
Dekadencja narodu
Nic dziwnego, że gdy film Felliniego wszedł na ekrany, cała włoska prawica - monarchiści, neofaszyści, chadecy - podniosła krzyk oburzenia. "Osservatore Romano" zaapelował do katolików, by nie szli na ten film, bo oglądając go, wystawiają swoje nieśmiertelne dusze na potępienie.
Deputowani w parlamencie żądali zakazu rozpowszechniania lub przynajmniej doprowadzenia producenta do bankructwa: zażądali zwrotu ulg podatkowych, którymi włoski rząd zachęcał filmowców do kręcenia w kraju.
Włoski przemysł filmowy, pełen mniej lub bardziej prawicowych artystów zaczynających karierę jeszcze za Mussoliniego, odciął się od Felliniego. Roberto Rossellini, reżyser filmu "Rzym. Miasto otwarte", którego Fellini uważał za przyjaciela, nazwał "Słodkie życie" "ponurym bajzlem". Faszyzujący Gualtiero Jacopetti podsumował "Słodkie życie" po prostu jako "lewackie gówno".
Przedpremierowy pokaz dla branży urządzony w Mediolanie wciąż przerywały gwizdy. Współscenarzysta Brunello Rondi wspominał, że do producenta podszedł po pokazie jakiś zdenerwowany jegomość i oskarżył go, że jest "komunistą, który się daje manipulować anarchiście [Felliniemu]".
Spróbujmy sobie wyobrazić, jak się czuł producent Angelo Rizzoli. Był daleki od jakiegokolwiek -izmu, po prostu postawił swoje pieniądze na czarnego konia. Na tym pokazie zapewne miał powody wątpić, czy był to dobry pomysł.
Rizzoli był sierotą-samoukiem, który przeszedł długą drogę awansu społecznego - od pomocnika zecera po właściciela imperium prasowo-książkowego. Do zainwestowania w "Słodkie życie" namówił go inny producent, weteran neorealizmu Giuseppe Amato. Potrzeba znalezienia kapitałowego inwestora pojawiła się w 1958 r., gdy z projektu wycofał się wielki Dino de Laurentiis. Forsował Paula Newmana jako odtwórcę głównej roli. Upór Felliniego przy Mastroiannim sprawił, że producent w końcu się wycofał. Był przekonany, że film będzie kasową porażką.
To, że Fellini wolał raczej utracić bogatego producenta niż Mastroianniego, świadczy o tym, że w rzeczywistości cenił sobie tego aktora bardziej, niż mu to dawał odczuć. W trakcie kręcenia "Słodkiego życia" wciąż jednak dawał aktorowi po nosie.
Na planie demonstracyjnie ignorował aktora, nigdy nie dawał mu poczuć się prawdziwym gwiazdorem, z przesadną atencją traktował przy tym Anitę Ekberg.
"Nikt mnie tak nie upokarzał od czasu, gdy aresztowali mnie hitlerowcy!" - wykrzyknął Mastroianni w odpowiedzi na kolejny afront.
Źródło: Duży Format