http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kto zna numer do Pana Boga?

Rozmawiała Aleksandra Klich
2010-01-25, ostatnia aktualizacja 2010-01-25 10:33

Filozofia zaczyna się tam, gdzie kończy się schlebianie światu i ludziom za pomocą cytatów z "klasyków". Przeciwnie filozof wie, że ludzkiego losu, nicości i zła nie da się zagadać, ani zagłaskać- mówi prof. Jan Hartman, filozof *

Aleksandra Klich: Żyjemy na najlepszym ze światów - głosił filozof. Jak to więc możliwe, że zdarzyła się taka tragedia jak ta na Haiti? Czy filozofia może to wyjaśnić? Ukoić cierpienie?

Prof. Jan Hartman: Filozofowie od zawsze zadają sobie pytanie, skąd jest zło, i mają na nie, niestety, banalne odpowiedzi, które przychodzą na myśl również niefilozofom. Mówią na przykład, jak Leibniz, że w planie bożym zło jest niezbędne, by mogło kwitnąć tym większe dobro. Albo że zło, którego źródłem jest grzeszność człowieka, jest ceną za wolność. Zdaniem wielu dawnych filozofów to nasze wolne uczynki sprawiają, że cały świat ulega korupcji, bez winy ze strony doskonałego Boga. Można też twierdzić, jak św. Augustyn albo św. Tomasz, że zło jest tylko "brakiem dobra" logicznie wynikającym z niedoskonałości świata, który niedoskonały być przecież musi, skoro doskonały jest jedynie Bóg.

Mówi pan to nieco ironicznie.

- Te wszystkie koncepcje łączy przekonanie, że zło jest względne lub pozorne - inaczej trzeba by bowiem obarczyć nim Stwórcę. W imię niepodważalnej bożej dobroci negowano autentyczność zła. Miało to nas niby pocieszać, a tak naprawdę takie triki mają się nijak do przeszywającej grozy zła: zbrodni, cierpienia, hańby.

Czyli: skoro żyję na ziemi, to jestem skazana na zło. Hm, brzmi mało optymistycznie...

- Już Wolter w "Kandydzie" wyśmiał "teodyceę" Leibniza dowodzącą, iż świat, taki jaki jest, jest najlepszym z możliwych. Na szczęście filozofowie na ogół wiedzą, że wiele z metafizycznych teorii to słowne i pojęciowe gierki, niegodne człowieka szukającego prawdziwej mądrości, a nie byle jakiego pocieszenia. Mądry filozof nigdy nie zapomina, że choć wiele możemy prawić o złu, to w obliczu strasznych i bolesnych doświadczeń całe to gadanie warte jest mniej niż milczenie. Filozof przyjmuje niewłaściwą postawę, jeśli z góry stara się nadać sens niezawinionemu cierpieniu albo śmierci. W filozofii nie chodzi o wmawianie światu i ludziom, że jest bez reszty racjonalny i dobry. To kicz, a nie filozofia. Aby wszystkiemu wokół nadawać sens i w ten sposób dogadzać ludziom i koić ich niepokoje, nie trzeba być filozofem.

Grecy nas tego nauczyli, obiecując, że znajdą sens w świecie, uporządkują nasz świat?

- Nie wszyscy. Tacy sofiści byli ironistami, prowokowali. Nawet Sokrates nie był taki. Wzorzec mędrca, również filozofa, który mówi wszystkim to, co chcą usłyszeć, czyli utwierdza ludzi w przekonaniu, że ich nędzny los kryje w sobie absolutny sens i wartość, a do tego przemawia łagodnie, roztropnie i pięknie, utrwalił się dopiero w XIX wieku. Przykładem takiej "sensodajnej", a za to banalnej mądrości był Gadamer. Jego hermeneutyka to dla mnie piękna demonstracja źle pojętego zadania filozofii. Filozofia zaczyna się tam, gdzie kończy się "mądrościowość" schlebiająca światu i ludziom za pomocą cytatów z klasyków. Przeciwnie - filozof wie, że ludzkiego losu, nicości i zła nie da się zagadać ani zagłaskać.

To co z nim zrobić?

- Za punkt wyjścia rozmowy o złu trzeba przyjąć, że intelekt jest wobec zła prawie bezsilny. O złu nie godzi się wymądrzać. W duchu powściągliwości warto jednak pytać, czy zło, które w tak dojmujący sposób wydarza się w naszym życiu, jest nagą przemocą, fatum, czy też człowiek może mu osobiście bądź zbiorowo stawić opór. Żyjemy, unikając zła, ale w końcu zło się zjawia, nieuchronnie jak śmierć - ból, śmierć dziecka, wojna, trzęsienie ziemi... Zwala nas z nóg. Czy wystarczy utrzymać się na nogach, zachować siebie, nie poddać się zdziczeniu i rozpaczy? Łatwo tu przekroczyć granicę pychy. Stoicy proponowali taką postawę: mnie zło nie dotyczy, póki jestem wewnętrznie zrównoważony i racjonalny. Tylko ode mnie zależy, czy dam sobie odebrać jedyne prawdziwe dobro - samego siebie, własny rozum. Gdybym miał stracić panowanie nad sobą, czyli rozum, to lepiej by już było odebrać sobie życie.

Przekonanie, że doskonała racjonalność jest możliwa, to iluzja.

- Tak, naiwnością jest wierzyć, że zło się da niejako "oddalić" wyrokiem trybunału rozumu. Jądrem prawdy w doktrynie stoickiej jest postulat zachowania powagi i spokoju w obliczu zła. Lecz pycha wobec zła jest głupotą. Obrona wewnętrznej równowagi w obliczu zła jest odruchem naszych wewnętrznych sił moralnych. Ale ten spokój jest ważny przez to, że jest nam niezbędny, by w obliczu zła mimo wszystko działać.

Czy to oznacza zwycięstwo nad złem?

- To nie jest postawa, w której chcę zwyciężyć. Chcę zachować siebie, przetrwać jako rozumny podmiot po to, by następnie wyjść poza siebie, czyniąc widoczny gest niezgody na zło.

To wszystko, na co nas stać wobec zła?

- Dobrego człowieka stać na przeciwstawienie się złu, nawet w najgorszych okolicznościach, przez to, że podejmuje jakieś ryzyko lub przynajmniej odpowie na zło odruchem dobroci. Gest odwagi lub gest dobroci jest minimum, które prawie zawsze jest możliwe. Dopiero połączenie wewnętrznego oporu, woli zachowania wewnętrznej integralności i godności, z symbolicznym przynajmniej działaniem oznacza prawdziwie ludzką, chwalebną postawę człowieka wobec zła. Czytam właśnie niezwykłą książkę Wasilija Grossmana "Życie i los". Mówi on, że chociaż ludzie są całkowicie bezbronni wobec rozpasania zła, to mnóstwo małych przejawów dobra, życzliwości, odruchów pomocy, mikroskopijnych, ledwo zauważalnych gestów tworzy spokojną rzekę dobra, która przepłynie przez to zło.

A jak przeciwstawić się złu, które stało się na Haiti?

- Polski nauczyciel wpłaci 50 zł, młody Haitańczyk odgarnie parę cegieł, prezydent USA uruchomi środki federalne... Miliony kropel dobroci utworzą rzęsisty deszcz, który zagasi to piekło. A czas uleczy rany... Wierzę, że litość i trwoga, które podnoszą nas z nóg i każą nam - na co dzień tchórzliwym leniom i egoistom - działać i pomagać, czynią z ludzkości gatunek zasługujący na istnienie. Dzięki ludziom dobrym jesteśmy czymś więcej niż rakiem toczącym skórę ziemi, niż katastrofą świata zwierzęcego.

A co powoduje, że wybieramy postawę przeciwstawienia się złu albo rezygnujemy z tego gestu? Wpłacimy te 50 zł albo nie?

- Są ludzie dobrzy i ludzie źli. Szlachetni i pospolici. Litościwi i oziębli. Rzadko myślimy o życiu w kategoriach moralnych, a nie tylko w kategoriach przyjemności i sukcesu. To bywa trudne i bolesne. Silna jest pokusa, by uważać się za niewinnego i niezrozumianego. By powiedzieć innym: "Jakie masz prawo mnie oceniać? Przecież mnie nie znasz! Przecież sam jesteś winny!". To jest droga nikczemna. Człowiek dobry ma nieczyste sumienie - nękają go moralne rozterki. Moralność istnieje tak długo, jak długo trawi nas poczucie winy i poczucie odpowiedzialności. Nie tylko za własne czyny, ale za wszelkie zło, które się wydarza.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 122 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    62 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':