Witold Szabłowski: Jakiej pomocy potrzebuje dziś Haiti? Geri Benoit: Najpotrzebniejsze są woda pitna i lekarstwa. Za chwilę wylatuję na Haiti razem z włoskimi żołnierzami, więc będę wiedzieć więcej. Mam pomagać w koordynacji włoskiej pomocy dla wyspy. Taki chaos jak na początku nie może się powtórzyć.
Samoloty po wiele godzin krążyły nad lotniskiem w Port-au-Prince. Niektóre, jak choćby z polskimi ratownikami, odesłano nad Dominikanę. - Do huraganów się przyzwyczailiśmy. Trzęsienie mieliśmy po raz pierwszy. Nikt nie był gotowy.
Ale jeszcze przedtem był problem z koordynacją pomocy. Działało u nas aż 9 tys. organizacji pozarządowych, które chciały nieść pomoc. Wszyscy mieli dobre chęci, ale nikt nad tym nie panował.
Chcemy to zmienić. Włosi zamierzają wybrać konkretny region, któremu będą pomagać. Dobrze by było, gdyby Polacy też się w to włączyli.
A jak Polska może pomagać Haiti? - Polska to dla nas bardzo ważny kraj. Żałuję, że jest tak mało widzialna. Nie chodzi mi o czas po trzęsieniu ziemi, bo bardzo doceniam pomoc, którą wysłaliście. Ale na co dzień was nie ma. A każdy Haitańczyk pamięta, jak byliście nam bliscy 200 lat temu.
Napoleon wysłał naszych żołnierzy, by stłumić powstanie niewolników. - Ale wielu Polaków stanęło po naszej stronie. Dlatego nasza konstytucja jeszcze niedawno mówiła, że każdy Polak, który zechce się osiedlić na Haiti, ma do tego prawo. Gdy nasz kraj uzyskał niepodległość, wielu Polaków z tego prawa skorzystało. Założyli kilka wiosek. Ja pochodzę z największej z nich, Cazale. Na Haiti mówią więc na mnie Polone Nwa - czarna Polka. Jestem niezwykle dumna z tej odrobiny polskiej krwi, która płynie w moich żyłach. I choć po polsku niestety nie znam ani słowa, bardzo chciałabym zachęcić Polskę do większej aktywności na Haiti. Francuzi, Włosi - wszyscy dziś szukają miejsc, które mogłyby być centrum promującym ich kulturę w moim kraju. Wy już macie takie miejsce. To właśnie Cazale.
Polska jest dla nas wzorem również dzisiaj, po tragedii, która nas spotkała. Na Haiti każde dziecko wie, że trzy razy wymazywali was z mapy, ale się nie poddaliście. Dziś powtarzam znajomym: patrzcie na ten cudowny przykład! I obiecuję wam, że Haiti też się nie podda.
Jak jest w Cazale po trzęsieniu ziemi? - Dzwoniłam do mojego ojca, który wciąż tam mieszka. Nie jest źle. Kilka domów się przewróciło, ale nikt nie zginął. Najważniejsze, że Cazale jest zielona, jest co jeść, obok wioski płynie rzeka, jest woda pitna. A w Port-au-Prince to dziś największy problem.
W telewizji wciąż pokazują Haitańczyków, którzy okradają sklepy albo atakują konwoje z żywnością. Czy kraj nie pogrąży się w przemocy? - Haitańczycy przemocy nie lubią. Problem w tym, że ci, którzy przeżyli tę katastrofę, teraz są głodni. Muszą widzieć, że pomoc do nich dociera i że jest rozdzielana sprawiedliwie. Jak zobaczą - skończy się problem przemocy.
Dobrą tendencją jest to, że coraz więcej ludzi opuszcza Port-au-Prince i rusza na prowincję. Ludzie, którzy po kilkanaście lat mieszkali w stolicy, wracają teraz na wieś. Rząd podstawia im nawet specjalne autobusy. Na wsi jest łatwiej o owoce, warzywa czy wodę. Port-au-Prince było dobrym miastem dla pół miliona ludzi. Ale ostatnio tam mieszkało ponad milion. To co piąty mieszkaniec kraju.
Dwa dni temu przy ruinach Pałacu Prezydenckiego Port-au-Prince wylądowały amerykańskie śmigłowce. Pani przez kilka lat mieszkała w tym pałacu. Co pani czuła? - Rozumiem symboliczne znaczenie tego obrazu. Ale prezydent Obama i jego administracja mają serca po właściwej stronie.
Ameryka jest najbliższym nam krajem, który ma narzędzia, by pomóc w wypadku takiej tragedii jak trzęsienie ziemi. Robi wszystko, co może, by nam pomóc.
Haiti było już okupowane przez Amerykanów na początku XX w. Nie wspominacie tego dobrze. - Tym razem nikt nie zamierza nas okupować. Podkreślam: to nie jest inwazja. Przylecieli przyjaciele, by pomóc nam w trudnym dla nas czasie.
W zeszłym roku brała pani udział w spotkaniu ekumenicznym w Krakowie. Bardzo optymistycznie mówiła pani, że po latach tyranii Haiti jest coraz bardziej demokratyczne. Czy nie boi się pani, że po tej tragedii tendencja się zmieni? - Nie widzę powodu, by coś się miało zmieniać. Powiem więcej, dziś jestem większą optymistką co do przyszłości Haiti, niż byłam wtedy. To oczywiście straszne, gdy tyle tysięcy ludzi umiera. Ale jako chrześcijanka wierzę, że ta tragedia miała dla nas głębokie znaczenie. Ma nas wzmocnić. Wyjdziemy z niej dużo silniejsi: jako kraj i jako naród.
Geri Benoit, ambasador Haiti w Rzymie, była żona prezydenta Rene Prevala, potomkini polskich legionistów walczących na Haiti u boku Napoleona