http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Dobra pensja, bo w Polsce. Szef zarabia 10 razy więcej niż pracownicy

Nina Hałabuz
2010-01-23, ostatnia aktualizacja 2010-01-22 21:40

Szefowie największych firm w Polsce zarabiają prawie 10 razy tyle, ile pracownicy średniego szczebla. Różnice w poziomie wynagrodzeń są u nas mniej więcej takie same jak na Ukrainie, w Rumunii, Turcji, Indiach, Egipcie czy Panamie


Fot. Adam Kozak / AG
Do takich wniosków doszli autorzy raportu Hay Group, którzy zebrali dane z kilku tysięcy firm z 56 krajów. Wynika z nich, że należymy do krajów o największym poziomie rozwarstwienia płac - w rankingu wylądowaliśmy na 11. miejscu od końca. Gorzej jest w Nigerii (tam kadra kierownicza zarabia 17-krotnie więcej niż zwykli pracownicy), Panamie, Egipcie, Wietnamie i Chinach. Spośród nowych krajów Unii większe różnice istnieją tylko w Rumunii. W innych krajach Europy Centralnej, nie wspominając o Zachodzie, rozwarstwienie jest zdecydowanie mniejsze.

Polscy menedżerowie są też znacznie bogatsi niż ich koledzy z Zachodu. W ubiegłym roku prezesi spółek giełdowych zarabiali średnio po 2 mln zł rocznie, czyli średnio o połowę mniej niż szefowie podobnej wielkości firm z Niemiec czy Austrii. Ale pod względem siły nabywczej ich zarobki należą do najwyższych na świecie. Chodzi o to, że - zważywszy na niższe koszty życia w naszym kraju - polskich menedżerów stać na więcej niż tych z USA, Niemiec, Wielkiej Brytanii czy Francji. W najbardziej egalitarnych krajach - Finlandii, Szwajcarii, Kanadzie i Norwegii - kadra zarządzająca zarabia średnio tylko trzy razy więcej niż zwykli pracownicy.

Jan Rutkowski, ekonomista Banku Światowego, jest całkowicie zaskoczony danymi Hay Group. - To niemożliwe! Może przyjęli jakąś dziwną metodologię?!

Sam przed kilkoma laty analizował rozwarstwienie płacowe i przyznaje, że w Polsce różnice w płacach od lat były duże. - Ale to niemożliwe, żebyśmy byli w tej samej lidze co Ameryka Południowa! - mówi.

Dariusz Kraszewski z firmy doradczej Deloitte wcale nie jest zaskoczony taką przepaścią w zarobkach: - Polska od lat należy do najszybciej rozwijających się krajów w Europie, ale kadry zarządzającej cały czas brakuje, więc dobrym menedżerom firmy są gotowe płacić krocie. Kraszewski zwraca też uwagę na małą konkurencję ze strony obcokrajowców, których trudno zachęcić do pracy w Polsce. Jest ich mniej niż np. w Czechach czy na Węgrzech. - Powody są prozaiczne: Budapeszt i Praga to miasta piękne i dobrze położone. A Warszawa w oczach obcokrajowców jest szara, smutna i zimna, więc za przenosiny tutaj oczekują rekompensaty finansowej. To z kolei powoduje, że opłaca się zatrudnić menedżera z Polski - nawet za bardzo wysoką pensję.

Z drugiej strony w naszym kraju pracownicy niższego szczebla należą do najsłabiej wynagradzanych nawet w porównaniu z innymi krajami regionu. - To skutek szybkich przemian gospodarczych i wysokiego bezrobocia, z którym od lat zmaga się Polska - wskazuje Mirka Straathof, która w Hay Group nadzoruje Europę Środkowo-Wschodnią. Na kolejnych miejscach wymienia niższą niż na Zachodzie efektywność pracy i zapóźnienie technologiczne kraju. - Ale jednocześnie macie zdecydowanie niższe koszty życia - dodaje szybko.

Czy rzeczywiście w Polsce żyje się taniej? Badania Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) potwierdzają, że jesteśmy bardziej zamożni, niż to wynika z samych wynagrodzeń. W 2008 r. w ujęciu nominalnym dochód narodowy w przeliczeniu na mieszkańca wynosił niecałe 12 tys. dol., jednak po uwzględnieniu siły nabywczej (czyli tego, ile dóbr i usług można za zarobione pieniądze kupić) okazywało się, że mamy do dyspozycji równowartość 17 tys. dol. rocznie. Ale nawet w tym ujęciu należymy do najbiedniejszych społeczeństw w Europie. W 2008 r. wyprzedzali nas m.in. Węgrzy (17,8 tys. dol. rocznie na głowę przy uwzględnieniu parytetu siły nabywczej), Litwini (18 tys. dol.), Chorwaci (18,4 tys. dol.) i Czesi (22,8 tys. dol.). Nie wspominając już o Europie Zachodniej, gdzie średni dochód przy uwzględnieniu możliwości zakupowych jest ponaddwukrotnie wyższy.

Straathof przyznaje też, że na Zachodzie związki zawodowe są znacznie silniejsze niż w Polsce i mocniej bronią interesów pracowników. U nas do związków należą przede wszystkim pracownicy firm z udziałem skarbu państwa lub sprywatyzowanych zakładów państwowych i administracji publicznej. - Zdarzają się pozytywne przykłady, jak np. Tesco, gdzie powstał związek zawodowy - wskazuje Marta Pióro z biura prasowego "Solidarności". Przyznaje jednak, że należą one do rzadkości, bo zwykle, gdy ktoś w firmie podejmuje próby utworzenia związku, zostaje zwolniony lub zaczyna być szykanowany.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 2
  • 4
  • 238 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    141 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':