http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Teksty

A A A

Kaczyński nawet nie zaczął rewolucji

rozmawiał Rafał Kalukin
2010-01-25, ostatnia aktualizacja 2010-01-22 17:06

jacek Swietlicki, 22 stycznia 2010
Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta
jacek Swietlicki, 22 stycznia 2010
ZOBACZ TAKŻE
Wcześniej tak nie było?

- Było. Ale wcześniej istniało uzasadnienie, dlaczego przywództwo Kaczyńskiego jest korzystne. Pytałem moich znajomych spoza partii, co sądzą o wodzu. Jedni byli za, inni - przeciwko. Ale mieli jakieś argumenty. Od dwóch lat słyszę już tylko stanowcze nie. Dlaczego nie? Po prostu, bo nie.

A to nie wszystko. Organizacja partyjna degeneruje się. Na Śląsku trudno nawet mówić o organizacji. To luźna zbieranina posłów, radnych. Przyjechał kiedyś do Gliwic prezes Kaczyński. Podejmujemy go w jazzowym klubie. Całkiem przyjemne miejsce, ale wódz gniewnie się rozgląda. Czemu nie spotykamy się w biurze poselskim? Nasz poseł z Gliwic tłumaczy, że nie ma warunków. Faktycznie nie ma, bo to dwa małe pokoiki. Tak ciasno, że jak chcesz wejść do toalety, musisz w ścianę zastukać, bo nie ma miejsca, aby otworzyć drzwi.

Kaczyński oświadczył, że w stolicy okręgu wyborczego ma być duże biuro. Jak nie będzie, zapomnij pan, panie pośle, o kandydowaniu. Poseł, notabene dawny PZPR-owiec, czerwony jak burak. Obiecuje, że zrobi biuro.

To był lipiec 2008 r. Wiesz, jak jest dzisiaj? Tak samo.

Posłowi nie zależy na kandydowaniu?

- Zależy. Kombinuje sobie, że jeśli prezes raz jeszcze przyjedzie, to coś się zorganizuje, jednorazowo odpicuje, trawę pomaluje się na zielono. I jakoś to będzie.

Ta organizacja zasklepiła się. Zmarnowano wybory samorządowe. Trzeba było rozwijać partię w oparciu o sejmiki i o wielkie miasta. Ale Kaczyński sobie odpuścił. Nie lubi samorządu, nie potrzebuje go. Opiera się na klubie parlamentarnym, który łatwo jest zastraszyć. Najwyższym dobrem w ręku prezesa jest przydzielanie miejsc na listach. Tym najjaśniejszy pan wymusza posłuszeństwo.

Formacja wodzowska była potrzebna po anarchii AWS. Ale dziś PiS to formacja bizantyjska. Jest cesarz i jego dwór, a reszta się nie liczy. Cesarz ogłasza dworzaninowi, co trzeba zrobić, ten obiecuje, a potem nic nie robi.

Napisałeś w liście do Kaczyńskiego, że PiS jest niewydolny jak socjalizm za późnego Breżniewa.

- Bo tak jest. Równie dobrze mogłem porównać do schyłkowego PZPR. Kaczyński będzie teraz ogłaszał kolejne etapy reformy, z których nic nie będzie wynikać.

Co ostatecznie przekonało cię to odejścia?

- Na zeszłorocznym kongresie prezes ogłosił odnowę partii, jej profesjonalizację. Kupę kasy wydano na billboardy promujące kompetentne posłanki. A zaraz potem kampania do europarlamentu i znów stara śpiewka. Przepraszam cię, ale obrona polskiego Szczecina przed krzyżacką nawałnicą urągała mojej inteligencji.

Wstępowałem do partii antykomunistycznej z rodowodem "solidarnościowym", a nie endeckim z lat 30. czy gomułkowsko-moczarowskim z lat 60. Ja naprawdę nic nie mam do Niemców.

A w końcu nadszedł decydujący moment: koalicja medialna z SLD.

Po koalicji z Lepperem powinieneś być uodporniony.

- To nie to samo! Lepper był wybrykiem demokracji. A SLD to formacja z określonym rodowodem. Dziś może związek emerytów i rencistów, ale to wciąż ta sama partia. Uznałem, że nie ma już dla mnie miejsca w PiS. Retoryka rozmija się z praktyką tak dalece, że trzeba to przerwać.

Pocieszam się tylko, że ta epoka już się kończy. Tusk na dopalaczu pewnie sięgnie jeszcze po prezydenturę. A potem cała scena runie. Ten układ wypłukuje z siebie wszelkie sensy.

I zacznie się nowy cykl? Jesteś idealistą. Za dziesięć lat pewnie znów spektakularnie opuścisz jakąś prawicową formację, o której dziś nic jeszcze nie wiemy.

- Nie sądzę. Jak odpadnie pozorny wybór między PiS a PO, ujawnią się prawdziwe oczekiwania wobec polityków.

Ja wierzę w państwo. Kryzys ekonomiczny pokazał, że ono jest potrzebne. Cały świat zachodni przeprosił się z państwem. Przyszłe partie będą musiały brać to pod uwagę. I nie chodzi o deklaracje czy billboardy, tylko o dobry produkt: sprawny urząd, klarowną procedurę, wyremontowaną obwodnicę. W takiej polityce chciałbym brać udział.

Jaka była reakcja w PiS na twój list do prezesa?

- Szok. Odszedłem na rok przed wyborami samorządowymi, a miałem przecież niemal pewny mandat. Inni myślą podobnie, ale się boją, że nie będzie skąd kandydować. Ja liczę się z tym, że nie będę już radnym. Trudno. Mam coś więcej - wolność. Jeśli moje przeczucia się zrealizują i polityka się zmieni, jeszcze znajdzie się dla mnie miejsce.

Czarujesz - nawet miesiąca na wolności nie wytrzymałeś.

- W dniu, gdy ogłosiłem wyjście z PiS, zadzwonił dawny znajomy z PiS. Powiedział, że Ludwik Dorn chciałby ze mną porozmawiać. Potem zostałem zaproszony na kongres założycielski Polski Plus. I pomyślałem sobie: Dlaczego nie? Nie będę ci mówił, że Polska Plus jest super, a nowa centroprawica zmieni świat. Mówię tylko tyle, że wielkie zmiany nadchodzą, a ja chcę w nich uczestniczyć.

rozmawiał Rafał Kalukin

Źródło: Gazeta Wyborcza

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

3.7

56 głosów

Jarosław Kaczyński zaprzecza słowom brata

W 2008 r. Lech Kaczyński mówił: "Bez Geremka i ekspertów nie udałoby się wywalczyć w Sierpniu 1980 r. wolnych związków zawodowych"