http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Białoruski zgryz ministra Sikorskiego

Marcin Wojciechowski
2010-01-23, ostatnia aktualizacja 2010-01-22 16:45

Marcin Wojciechowski
.
Marcin Wojciechowski
Działacze Związku Polaków na Białorusi walczący o Dom Polski w Iwieńcu są słusznie rozczarowani, że polski MSZ zostawił ich na pastwę losu. Był tam konsul RP próbujący łagodzić sytuację, ale uczestnicy protestu czują, że nikt w Warszawie za nimi nie stoi. Goszczący niedawno na Białorusi wicepremier Waldemar Pawlak nie skorzystał z zaproszenia do Iwieńca. Być może kilka godzin spędzonych tam z Polonią zniechęciłoby władze w Mińsku do odbierania Domu Polskiego siłą.

MSZ w Warszawie zapewnia, że "energicznie działa", by przekazać białoruskim władzom niezadowolenie z traktowania tamtejszych Polaków, ale na razie z tych działań niewiele wynika.

MSZ jest w trudnej sytuacji. Przeciągnięcie Białorusi na Zachód jest jednym z głównych celów szefa dyplomacji Radosława Sikorskiego. Kalkuluje on, że na Wschodzie nic więcej w tej chwili nie da się ugrać. Z Rosją stosunki zostały znormalizowane, ale nic nie wskazuje na to, by Moskwa była gotowa na kolejne gesty wobec Warszawy, np. w sprawie Katynia.

Sposób prowadzenia niedawnych rozmów gazowych przez Rosjan wskazuje na to, że zamierzają oni grać twardo i to raczej oni liczą na ustępstwa Warszawy, a nie na odwrót. Na Ukrainie panuje chaos utrudniający prowadzenie aktywnej polityki wobec Kijowa. Do zakończenia wyborów prezydenckich i wyłonienia się nowego porządku politycznego nad Dnieprem trudno będzie liczyć na przełom.

Natomiast zbliżenie z UE rządzonej dyktatorsko przez Aleksandra Łukaszenkę Białorusi, wyciągnięcie jej nieco z objęć Moskwy, w których tkwi nieprzerwanie od 15 lat, to dla łaknącego sukcesów Sikorskiego absolutny priorytet polskiej polityki wschodniej. Ale nie powinno się to odbywać za cenę umocnienia dyktatury czy przymykania oczu na represje wobec opozycji lub mniejszości.

Na znak dobrej woli Białoruś wypuściła dwa lata temu więźniów politycznych, ale są już nowi. Pozwolono działać liderowi opozycji Aleksandrowi Milinkiewiczowi, zarejestrowano nawet jego ruch Europejska Białoruś, ale jest on nadal marginesem, by nie rzec - kwiatkiem do kożucha. Nie poprawiła się sytuacja w mediach. Gazety niepaństwowe są wciąż dyskryminowane, odcięte od możliwości kolportażu. Dziennikarze zagraniczni nie mają możliwości pracy na Białorusi.

Rozumowanie, by nie definiować polskiej polityki wobec Białorusi wyłącznie przez pryzmat polskiej mniejszości, wydaje się słuszne. Ale nie można też całkowicie zostawiać białoruskich Polaków na lodzie. Tym bardziej że ludzie walczący o Dom Polski w Iwieńcu (jeden z trzech, których nie odebrano Związkowi Polaków na Białorusi, temu nieuznawanemu przez władze w Mińsku) to awangarda białoruskiej Polonii. Im nie jest wszystko jedno, jak będzie wyglądać ich kraj za kilka lat. Im nie wystarczy renta, miska kartofli i tani gaz, czym Łukaszenka kupuje poparcie przeciętnych Białorusinów. Chcą wolności zgromadzeń, słowa, stowarzyszania się, wolnych wyborów, czyli wartości jak najbardziej europejskich.

Racjonalna polityka Sikorskiego wobec Białorusi natknęła się na klasyczny konflikt: wybrać interesy (przyciąganie Białorusi do UE) czy wartości (obrona demokracji i praw polskiej mniejszości). Odpowiedź powinna brzmieć: jedno i drugie.

Polityka bez wartości przekształca się bowiem w cynizm. Wartości niepodbudowane konkretami to zaś najczęściej puste frazesy. Sikorski ma trudną łamigłówkę do rozwiązania. Ale jeśli z nią sobie poradzi, udowodni, że jest politykiem i dyplomatą wysokiej klasy.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 23 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    12 głosów