Mieszkająca w Niemczech muzułmanka straciła pracę, bo - zdaniem pracodawcy bagatelizowała zagładę Żydów w czasie II wojny światowej. Sadika Weingärtner, która pochodzi z Afganistanu, pracowała w firmie Siemens jako menedżer. Uznała, że jest ofiarą mobbingu i napisała do szefa maila: "Potwierdzam panu dzisiaj pisemnie, że żaden Żyd nie doświadczył w tym kraju takich cierpień duchowych jak ja".
Jaki
pisze "Rzeczpospolita", w odpowiedzi dostała wymówienie - za "bagatelizowanie Holokaustu". Teraz będzie proces - ona domaga się 2 mln euro odszkodowania i odprawy, a adwokat Siemensa mówi, że koncern nie może zatrudniać pracownika z takimi przekonaniami.
Trudno się dziwić ostrożności Siemensa, który w czasie II wojny produkował na potrzeby nazistów i zatrudniał przymusowych robotników z państw podbitych przez III Rzeszę. Ale czy
Niemcy mają prawo domagać się od imigrantów - zwłaszcza z krajów muzułmańskich - takiej samej wrażliwości i poprawności politycznej jaka obowiązuje ich samych?
Niemieccy politycy pochodzenia muzułmańskiego uważają, że tak. Ale "Rzeczpospolita" publikuje za "Die Zeit" badania, z których wynika, że ponad połowa muzułmanów w Niemczech uważa, że Niemcy mniej powinni zajmować się prześladowaniem Żydów, a bardziej polityką Izraela w konflikcie z Palestyną. Dwie trzecie niemieckich Turków o Holocauście nie wie prawie nic.
Od dłuższego czasu przyglądam się konfliktom, wynikającym z braku zrozumienia dla Obcego, dla innej kultury: wokół noszenia chust przez muzułmańskie kobiety, wokół obecności krzyża w miejscach publicznych, wokół prób przełamywania izolacji romskich społeczności.
Co powinna robić Europa, żeby np. muzułmańscy sąsiedzi, których jest coraz więcej, uznali nasz punkt widzenia? Zwalniać z pracy za wypowiedzi, które są dla nas nie do przyjęcia, czy cierpliwie tłumaczyć dlaczego tak uważamy? Zakazywać publicznego manifestowania przynależności religijnej i kulturowej, wtłaczając Europejczyków do jednego modelu, czy pozwolić na swobodę? Zakazywać noszenia muzułmańskich burek, czy obecności krzyży poza wyznaczonymi miejscami?
Trudne i delikatne sprawy. Moim zdaniem, każdy - muzułmanin, żyd, chrześcijanin czy ateista, Europejczyk i nie-Europejczyk - powinien mieć prawo do zachowania swojej tożsamości. Bo duża grupa osób, której narzucać się będzie zachowanie czy kulturę, zawsze będzie czuć się lekceważona. A stąd krok do nienawiści wobec innych.
Dlatego warta uwagi jest rezolucja Parlamentu Europejskiego, który wziął w obronę prześladowanych na świecie chrześcijan (z inicjatywy chadeków i konserwatystów, ale lewica nie była przeciw). To znaczący gest nie tylko wobec chrześcijan w Egipcie, czy Iraku. Ale i tych w Europie, którzy boją się, że Unia chce oderwać ich od korzeni. Moja Europa, to Europa współistnienia w różnorodności.