Postępowanie prowadzi wrocławska prokuratura. Agenci działali na jej prośbę. W czwartek w ministerstwie środowiska i Dyrekcji Lasów Państwowych przejęli dokumenty związane z budową wyciągu w Zieleńcu. Tydzień temu "Rzeczpospolita" napisała, że firma należąca do biznesmena Ryszarda Sobiesiaka (tego od afery hazardowej) budując wyciąg "cieszyła się niespotykaną przychylnością urzędników: od burmistrza przez regionalnych przedstawicieli lasów, Dyrekcję Generalną Lasów Państwowych, aż po
Ministerstwo Środowiska. To nie wszystko. Choć skomplikowane procedury urzędowe, które zwykle trwają miesiącami, odbywały się błyskawicznie, Winterpol nawet na to nie czekał. Biznesmen uzyskał formalne prawo do ubiegania się o pozwolenie na budowę dopiero w marcu 2009 r. A wyciąg z podgrzewanymi kanapami kręcił się w najlepsze już od Wigilii Bożego Narodzenia" -
doniosła "Rzeczpospolita". By rozpocząć budowę wyciągu firma m.in. najpierw powinna poczekać na zmianę planu przestrzennego zagospodarowania terenu, a potem uzyskać decyzję o zmianie przeznaczenia gruntu wydawaną przez Ministerstwo Środowiska - co w tym przypadku z upoważnienia ministra środowiska robi dyrektor Lasów Państwowych.
Firma Sobiesiaka wystąpiła o wszystkie zgody, ale zdaniem "Rz" wycinkę lasu, zaczęła nim je dostała. - Rzeczywiście firma popełniła błąd, bo nie poczekała na uprawomocnienie się decyzji o zmianie przeznaczenia gruntu. To trwa trzy miesiące - mówi Stanisław Gawłowski, wiceminister środowiska, który przyznaje, że resort zlecił kontrolę we własnym zakresie. - Zawsze sprawdzamy takie przypadki. Za rozpoczęcie wycinki przed czasem firma musiała zapłacić karę. Za wycięcie około 40 arów kwotę około 350 tys. zł.
Zgodnie z umową firma Sobiesiaka powinna zapłacić we wrześniu 2009 r. Jednak poprosiła o przełożenie terminu spłaty do 15 stycznia tego roku. - Pieniądze wpłynęły wraz z odsetkami - mówi Gawłowski.
Jednak, jak informuje RMF FM, śledczy sprawdzają, czy przestępstwa nie popełniono w Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych we Wrocławiu. Dyrektor Winterpolu miał nakłaniać leśniczych, aby wydawali pozwolenia na wycinkę lasu pod tę inwestycję.