Dwie luki: Chlebowskiego, Cichockiego, Kamińskiego | Dominika Wielowieyska: Wnioski wyciągane z luk | Afera hazardowa - raport
>
1. Po co dyskrecja na cmentarzu?
Z materiałów CBA wynika, że Chlebowski, by przyspieszyć godzinę spotkania z Sobiesiakiem na cmentarzu przy stacji CPN w Marcinowicach 31 sierpnia 2009 r., skorzystał z pomocy ich wspólnego znajomego Józefa Forgacza, wrocławskiego onkologa. Forgacz w rozmowie z Sobiesiakiem powtarza, że Chlebowski prosił go o dyskrecję. Pewnie podkreślał to sam Chlebowski.
Chlebowski jest już po rozmowie z premierem, orientuje się więc, że Tusk wziął pod lupę pracę nad projektem ustawy hazardowej. A Sobiesiak od kilku dni wie, że interesuje się nim CBA. Może więc i Chlebowski już wie? Może to stąd ta potrzeba dyskrecji i wykorzystanie Forgacza w roli pośrednika? Może to stąd to niecodziennie miejsce spotkania?
Jak dziś wiadomo, miejsce wybrano dobrze, skoro CBA nie dało rady podsłuchać rozmowy.
Chlebowski nie potrafił wyjaśnić tych wątpliwości. Widać, że obaj mieli powód do zachowania rozmowy w dyskrecji. I że Chlebowski nie chce zdradzić jaki.
2. Dlaczego nie mógł odmówić Sobiesiakowi?
Jest garść cytatów z podsłuchanych przez CBA rozmów z Sobiesiakiem, które szczególnie obciążają Chlebowskiego. Np. z 20 lipca 2008 r.: "Powiem ci tak między nami: ani Grześ, ani Miro, znaczy się, ja sam prowadzę rozmowy. Oni dzwonią do mnie i wszystko ...Nie dają wsparcia".
Albo ten z 25 sierpnia 2008 r.: "Na 90 proc. Rysiu, że załatwimy. Tam walczę, że nie jest łatwo, tak ci powiem".
Albo ten z 10 marca 2009 r.: "Ja ci powiem szczerze, Rysiu... ja już nie mam siły sam walczyć z tym wszystkim... jakby Grześ, Mirek trochę pomogli mi... przecież wiesz, biegam z tym sam ... - blokuję tę sprawę dopłat od roku... to wyłącznie moja zasługa".
Chlebowski nie umiał (nie chciał?) wczoraj wyjaśnić, o co i dlaczego tak ciężko walczył dla Sobiesiaka. Jedyne tłumaczenie, jakie padło, to takie, że kłamał. Z innych zeznań wynika, że jednak starał się Sobiesiakowi pomóc. Raz wychodziło, raz nie.
Ale jeśli to prawda, że Chlebowski czasami kłamał Sobiesiakowi, to dlaczego? Nie mógł po prostu powiedzieć, że mu czegoś nie załatwi?
Może był mu coś winien? Co? I za co?