http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Chaos w CBA. Agenci do kontroli agentów

Bogdan Wróblewski
2010-01-22, ostatnia aktualizacja 2010-01-22 14:20

Mariusz Kamiński
Mariusz Kamiński
Fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta

Nepotyzm, marnotrawstwo pieniędzy i supertajna komórka do ścigania agentów - to ciekawsze wątki z raportu w CBA

O strukturze, kadrach, autach, lokalach i finansach Biura, czyli o wynikach zakończonego w grudniu audytu CBA poinformował posłów z sejmowej komisji ds. służb Paweł Wojtunik, nowy szef Biura.

Wnioski? - W tej służbie obecna była korupcja, protekcja, wykorzystywanie mienia państwowego dla prywaty - komentuje Konstanty Miodowicz (PO), przewodniczący komisji. - Obraz jest czarniejszy niż wizja, którą dotąd miała. Opinia publiczna powinna być przez premiera poinformowana o powadze sytuacji.

Cały audyt - 198-stronicowy dokument dający obraz CBA za rządów Mariusza Kamińskiego jest tajny. Mimo innych, wcześniejszych zapowiedzi nowego szefa CBA. Dlatego w sejmowych kuluarach Miodowicz jest oszczędny w słowach.

Nie powołuje się na konkretne przykłady z audytu, raczej potwierdza te znane. Np. protekcyjny łańcuszek w zatrudnianiu. Protekcja wpisana była w system. W aplikacji do Biura była rubryka "osoby polecające". Gazeta dwa lata temu opisywała jak część kluczowych stanowisk w CBA objęły osoby z partyjnego i towarzyskiego klucza, czyli z PiS, Ligi Republikańskiej, IPN. Audyt pokazał to jaskrawo.

Dyrektorskie stanowiska obejmowali ludzie ze średnim wykształceniem. Na niższym szczeblu można było znaleźć byłą sprzedawczynię z delikatesów "Bomi".

Miodowicz zwrócił uwagę na jeszcze poważniejszy problem: protekcjonizm strukturalny. Kto miał więcej wpływów mógł zatrudnić więcej znajomych, dlatego niektóre komórki, delegatury CBA wykonujące podobne zadania różniły się znacząco liczbą pracowników.

Według naszych informacji proporcje wyższej kadry do zwykłych agentów były 1:3. Wykryto też komórki zatrudniające wyłącznie szefa!

Konspiracja w konspiracji

Najmocniej posłów zbulwersowała działalność Samodzielnego Wydziału Inspekcji w CBA - wewnętrzna policji Biura. Wydział liczył około 30 funkcjonariuszy. Ale w środku miał jeszcze jedną ściśle tajną komórkę. Korzystał z luksusowych lokali poza centralą. Nie miał efektów pracy. - To jakaś konspiracja w konspiracji - mówi poseł Miodowicz. Porównanie to odwołuje się do tajnych struktur w SB z czasów walki z opozycją demokratyczną.

Jeden "inspektor wewnętrzny" (agent od agentów) śledził 25 funkcjonariuszy. Efekty? Ponoć żadne.

GPS-y do prokuratury

Ostatnio napisaliśmy o Macieju Wąsiku, zastępcy Kamińskiego, który w swoim gabinecie postawił stanowisko odsłuchowe i online słuchał rozmów z telefonów na podsłuchu. Miodowicz potwierdza to, nie używając nazwiska wiceszefa CBA: - Było to możliwe, bo w CBA nie obowiązywały - jak w innych służbach - wewnętrzne przepisy dotyczące dostępu do informacji niejawnych.

Przypomnijmy, że komórką odpowiedzialną za ochronę tych informacji kierował była wiceburmistrz Mokotowa, bez certyfikatu dostępu do tajemnic państwowych (znajoma znajomych, w tym Wąsika).

Potwierdza się też nasza informacja o zatarciu bazy danych GPS o ruchach samochodów CBA. Z tą różnicą, że nie ma danych do końca lipca, a nie jak wynikało z naszych wcześniejszych informacji do końca urzędowania Mariusza Kamińskiego.

- Odpowiedzialny za to jest pan Wąsik. Analizujemy tę sprawę i rozważamy, czy o podejrzeniu popełnienia przestępstwa nie zawiadomić prokuratury - powiedział nam wczoraj Jacek Dobrzyński, rzecznik CBA.

Mariusz Kamiński mówił ostatnio, że było to "rutynowe kasowanie". Ale według CBA baza powinna być archiwizowana. Jaki związek jej zniknięcie ma fakt, że 30 proc. kadry kierowniczej CBA - co wynika z audytu - korzystało ze służbowych wozów do prywatnych celów? Dziennik "Polska" podał wczoraj, że kierownictwo ze tę prywatę płaciło 100 zł miesięcznie. Przewodniczący komisji ds. służb to potwierdza.

Wojtunik zlikwiduje, czy zmieni CBA?

Czy da się coś dobrego powiedzieć o organizacji Biura w minionych trzech latach? - Były komórki, które dobrze realizowały zadania, tylko ich produkt niewiele miał wspólnego ze służbą dla państwa - odpowiada szaradą Miodowicz. Chodzi mu o funkcjonariuszy z zarządu techniki operacyjnej (m.in. podsłuchy), gdzie procent fachowców - głównie przejętych z policji i innych służb - był największy.

Co dalej z CBA? Czy Wojtunik przedstawił wczoraj zarys nowej organizacji? Ponoć nie. - Nie chce być szefem likwidatorem, potrzebuje czasu. Do tej pory CBA funkcjonowała w sposób, który dyskredytuje zasady cywilnej kontroli nad służbami. W tym jest też nasza wina, to się musi zmienić - mówi Miodowicz.

Z innych źródeł wiemy, że dziś szefowie zarządów, departamentów i delegatur CBA przedstawić mają zarys własnych koncepcji reform. Ścisłe kierownictwo Biura myśli o zmianach ewolucyjnych, a nie rewolucji (dlatego np. powoli pozyskuje nowych ludzi na stanowiska kierownicze). Nie chce ograniczać liczby operacji specjalnych, ale chce zmienić priorytety.

Rozbudowany i lepiej wykorzystywany ma być dział analiz na wzór wywiadu kryminalnego w policji. Delegatury - czyli terenowe placówki biura - podporządkowane mają być szefowi CBA, a nie zarządowi operacji regionalnych w centrali. ZOR kierował Martin Bożek - wymieniany jako drugi obok Wąsika, zły duch CBA w czasach Kamińskiego - dziś na tym stanowisku jest wakat.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    68 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':