http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Czy mistrzostwa zmienią Afrykę?

Wojciech Jagielski, Johannesburg
2010-01-22, ostatnia aktualizacja 2010-01-21 19:32

Rok 2010 będzie rokiem Afryki - powtarza prezydent RPA Jacob Zuma. Przekonuje, że piłkarskie mistrzostwa świata będą dla Czarnego Lądu najważniejszym wydarzeniem od upadku apartheidu w jego kraju

Argentyński trener Diego Maradona przyjechał do Johannesburga na rekonesans. Okazało się, że w RPA wciąż jest bogiem
Fot. SIPHIWE SIBEKO Reuters
Argentyński trener Diego Maradona przyjechał do Johannesburga na rekonesans...
Czy mistrzostwa zmienią Afrykę?

Rok 2010 będzie rokiem Afryki - powtarza prezydent RPA Jacob Zuma. Przekonuje, że piłkarskie mistrzostwa świata będą dla Czarnego Lądu najważniejszym wydarzeniem od upadku apartheidu w jego kraju



W 1994 r., gdy udało się rozstać z apartheidem, unikając wróżonej nam wojny domowej, Południowa Afryka uchodziła za uosobienie cudu, który się ziścił; zwycięstwa dobra nad złem - mówi Tom Lodge, politolog z johannesburskiego Uniwersytetu Witwatersrand. - Nasz sukces przyćmił nawet tragedię Ruandy, dowód na tezę, że Afryka jest kontynentem skazanym na klęskę. Gdy u nas odbywały się wybory, w Ruandzie dokonywała się zbrodnia ludobójstwa.

Rok później w przywróconej światu po latach ostracyzmu Południowej Afryce odbyły się mistrzostwa świata w rugby, ukochanym sporcie białych Afrykanerów, których polityczni przywódcy przez pół wieku utrzymywali w kraju ustrój apartheidu, rasowej segregacji, która w praktyce przepoczwarzyła się w rasową dyskryminację. Kiedy południowoafrykańska reprezentacja, chluba przegranych politycznie Afrykanerów, zdobyła mistrzowski tytuł, a ubrany w reprezentacyjną koszulkę Mandela ściskał Francois Pienaara, kapitana zwycięskiej drużyny, w której wciąż grali wyłącznie biali gracze, uznano to za symbol narodowego pojednania. Rok później Południowa Afryka zdobyła mistrzostwo Afryki w piłce nożnej, ukochanym sporcie czarnoskórych mieszkańców kraju. Kapitanem zwycięskiej drużyny był biały obrońca Neill Tovey. - Zachwycony świat bił nam brawo - mówi Lodge. - Miała nas czekać świetlana przyszłość.

W 1999 r. Mandela złożył prezydenturę, oznajmiając, że czas przekazać władzę młodszym, ale nawet na emeryturze zabiegał, by międzynarodowa federacja piłkarska FIFA przyznała Południowej Afryce prawo organizacji mistrzostw. Dziś 91-letni Mandela mieszka w zamożnej, uważanej za najlepszą johannesburskiej dzielnicy Sandton. Od zeszłorocznej kampanii wyborczej w RPA, gdy wystąpił na dwóch wiecach, nie pojawia się publicznie, dożywa swoich dni, spędza resztę czasu, który mu pozostał, na odpoczynku i drzemce. Ale w grudniu, gdy w Kapsztadzie rozlosowywano rywali w piłkarskim turnieju, sam niegdysiejszy bokser, w specjalnym orędziu pisał o niezwykłej potędze sportu i futbolu w szczególności. "Sport potrafi jednoczyć ludzi i być dla nich inspiracją" - stwierdził Mandela. - Dlatego jesteśmy dumni i wyróżnieni, że właśnie nam powierzono zaszczyt zorganizowania mistrzostwa świata w piłce nożnej".

Jakie mistrzostwa, taka Afryka

Głównie o piłce nożnej i mistrzowskim turnieju mówił w noworocznym orędziu urzędujący od maja prezydenta kraju Jacob Zuma. - Rok 2010 będzie najważniejszy od tamtej historycznej chwili - powiedział. - Jak wtedy musimy się zjednoczyć, pokazać się światu z najlepszej strony, musimy przekonać, że w Afryce możliwy jest także sukces. Będziemy wszak gościć mistrzostwa w imieniu całej Afryki.

Od czasów wyborów z 1994 r., wyboru Mandeli na prezydenta i proklamacji Tęczowego Narodu, który miał powstać ze skłóconego południowoafrykańskiego społeczeństwa, RPA spowszedniała, z kraju niezwykłego stała się zwyczajnym, choć najbogatszym w Afryce i kontynentalnym mocarstwem. - Piłkarskie mistrzostwa sprawią, że znów znajdziemy się w centrum uwagi świata, który będzie nas porównywać z wyobrażeniem tego, czym mieliśmy się stać - mówi Lodge. - W czerwcu znajdziemy się na cenzurowanym. Jeszcze nigdy w Afryce nie organizowano międzynarodowych zawodów sportowych tak wielkich i ważnych. Jeśli mistrzostwa okażą się sukcesem i porównanie wypadnie dla nas pomyślnie, zyska nie tylko RPA, ale również cała Afryka. Jeśli jednak nie sprostamy zadaniu, a sędziowie raczej nie będą dla nas łaskawi, zamiast pochwał krytyka i szyderstwa spadną nie tylko na RPA, ale też na całą Afrykę.

W południowoafrykańskiej metropolii - Johannesburgu, wyrosłym na złocie największym i najbogatszym mieście kraju - nie sposób zapomnieć, że wkrótce ogłoszony zostanie tu nowy mistrz świata w piłce nożnej. "Jesteśmy gotowi" - wołają plakaty rozlepione na tablicach ogłoszeniowych, budynkach, wiaduktach, rozbudowywanych wciąż drogach.

Na kopalnianych hałdach między Johannesburgiem a kilkumilionowym czarnym przedmieściem Soweto, sławnym z walki z apartheidem, rozsiadł się nowiuteńki, prawie 100-tys. stadion Soccer City zbudowany na miejscu dawnego stadionu FNB, na którym na pierwszym wiecu po 27 latach więzienia wystąpił Nelson Mandela.

Wszystko nam się pięknie uda

Przypominający gigantyczną afrykańską tykwę Soccer City, główna arena piłkarskich mistrzostw i największy stadion w całej Afryce, podobnie jak pozostałych dziewięć stadionów jest już gotowy do wielkiej rozgrywki. Robotnicy w kolorowych kombinezonach budują jeszcze drogi dojazdowe, parkingi, przystanki autobusowe i stację kolejową. Poszerzają też trzypasmową autostradę między Johannesburgiem a stolicą kraju Pretorią. Budowę szybkiej kolei z johannesburskiego lotniska do Pretorii zarzucono, gdy okazało się, że nie uda się jej skończyć przed mistrzostwami.

- To będą najlepsze zawody sportowe, jakie widział świat - przekonywał mnie Neill Tovey, kapitan południowoafrykańskiej "złotej drużyny" z 1995 r. - Dzisiejsza drużyna RPA nie gra w piłkę tak dobrze jak nasza z 1995 r., ale zawody potrafimy przeprowadzić znacznie lepiej niż wtedy.

- Wszystko się nam pięknie uda - nie ma wątpliwości Nathaniel Siyoko, nadzorca budowlany sprzed stadionu Soccer City. Sam też zamierza wybrać się na któryś z meczów, ale z kupnem biletów woli poczekać do ostatniej chwili, kiedy przestraszeni widmem pustych trybun organizatorzy zaczną sprzedawać wejściówki za pół darmo.

Peter Okuku zawody obejrzy raczej w telewizji. Przyjechał do RPA jako piłkarz z Enugu w dalekiej Nigerii, by zrobić karierę i dorobić się w którymś z bogatych piłkarskich klubów Johannesburga - Kaizer Chiefs lub Orlando Pirates. Nie dostał jednak angażu i skończył jako robotnik budowlany. Do Nigerii wracać jednak ani myśli, podobnie jak kilka milionów innych nielegalnych emigrantów, którzy przybyli do RPA za chlebem. - To jedyne miejsce w całej Afryce, gdzie da się żyć - mówi. - Jeśli nie uda się RPA, komu w Afryce miałoby się powieść?

Musi się udać, inaczej będzie bieda

- Uda się, uda - zapewnia prezydent Zuma. Jemu powodzenie piłkarskich mistrzostw potrzebne jest szczególnie. Dla świata i Afryki będzie po nich bohaterem albo pośmiewiskiem. Ale Zulusowi Zumie sukces mistrzostw potrzebny jest głównie po to, by spokojnie rządzić w RPA. Doszedł do władzy przed rokiem, licytując się z samym sobą w wyborczych obietnicach. Jego prezydentura przypadła jednak na pierwszą od 17 lat recesję i światową zapaść gospodarczą.

Pierwszy rok panowania Zumy upłynął pod znakiem strajków, protestów przeciwko niekompetencji i korupcji w samorządach, pogromów emigrantów, przestępczości, AIDS. Rządzący Afrykański Kongres Narodowy w przededniu swoich setnych urodzin wstrząsany jest frakcyjnymi podziałami. Podczas zeszłorocznych wyborów secesję od ANC ogłosiła frakcja liberałów i konserwatystów. W tym roku grozi wojna między komunistami i afrykańskimi nacjonalistami domagającymi się upaństwowienia bogactw naturalnych RPA.

Zuma wie, że czas rozliczeń z porozdawanych obietnic nieuchronnie nadejdzie. Liczy, że udane piłkarskie mistrzostwa sprawią, że jego rodacy choć na chwilę zapomną o pretensjach i żalach, a najazd zagranicznych kibiców i turystów ożywi południowoafrykańską gospodarkę. Dzięki sukcesowi na piłkarskich zawodach Zumie uda się przesunąć termin spłaty politycznych długów i wyborczych rozrachunków. Porażka w mistrzostwach może jednak ten termin niebezpiecznie przyspieszyć.

Wojciech Jagielski, Johannesburg

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':