Moskwa nam grozi i nie grozi
Najpierw
Rosja zagroziła Polsce, że w odwecie za plan ustawienia w Morągu amerykańskich rakiet Patriot wzmocni siłę rażenia Floty Bałtyckiej, następnie zdementowała tę rewelację
Wczoraj wcześnie rano przed szereg wyrwał się wysoki przedstawiciel marynarki wojennej, który powiedział agencji RIA Nowosti, że w odpowiedzi na amerykańskie rakiety w Morągu (ok. 80 km od granicy obwodu kaliningradzkiego) Moskwa dozbroi Flotę Bałtycką. Jej główna baza jest w Bałtijsku w pobliżu Kaliningradu.
Wysoki przedstawiciel obiecywał, że Flota otrzyma nowe korwety uzbrojone w rakiety samosterujące dalekiego zasięgu, dopiero zaprojektowane konwencjonalne okręty podwodne (również z rakietami samosterującymi) oraz budowane już konwencjonalne jednostki podwodne typu łada.
Wkrótce potem służba prasowa ministerstwa obrony oświadczyła, że resort "nie ma zamiaru wzmacniać Floty Bałtyckiej w związku z planowanym rozmieszczeniem amerykańskich rakiet w Polsce. I nie będzie żadnych zmian liczebności Floty i jej wyposażenia".
Dodatkowo ministerstwo wyjaśniło, że przezbrojenie i modernizacja wszystkich flot, w tym i bałtyckiej, przeprowadzane są zgodnie z przyjętymi wcześniej planami i państwowymi programami zbrojeniowymi.
Reakcja ministerstwa obrony jest zgodna z tym, co rok temu na temat patriotów w Polsce mówił szef
MSZ Siergiej Ławrow. Spytany o te rakiety oświadczył, że nie ma czego komentować, bo jest to kwestia współpracy Polski z jej partnerami.
Po patriotach przejechał się natomiast Anatolij Kornukow, były dowódca sił powietrznych, który w 1983 r. rozkazał zestrzelić koreańskiego boeinga 747 z 269 osobami na pokładzie. Twierdzi on, że Amerykanie postawią w Polsce nie zmodernizowane rakiety, lecz przestarzałe modele, z którymi bez trudu mogą sobie poradzić rakiety Toczka-U stacjonujące pod Kaliningradem.