Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
- To już nie są błędy, to ich lawina - mówi nam poseł Leszek Aleksandrzak (
SLD) z sejmowej komisji śledczej ds. Olewnika. Wczoraj posłowie spotkali się na tajnym posiedzeniu z prokuratorami z Gdańska, którzy jeszcze raz - po prokuraturach w Sierpcu, Warszawie i Olsztynie - badają okoliczności porwania i zabójstwa śmierci Krzysztofa. Szukają i znajdują błędy policjantów i swoich kolegów, prokuratorów. Zdecydowali się - a rodzina się na to zgodziła - ekshumować zwłoki Krzysztofa. Bo przy ich identyfikacji w październiku 2006 r. popełniono takie błędy, że wątpliwa jest tożsamość ofiary. To wiemy na pewno.
- Za wszelką cenę chcieliśmy uniknąć ekshumacji, ale nie można było. Innych sposobów potwierdzenia, że pochowany został Krzysztof, nie ma. Prokuratura wyczerpała inne możliwości potwierdzenia tożsamości. Na początku grudnia rodzina złożyła wniosek o ekshumację. Ma się odbyć w najbliższych dniach - mówi nam mec. Ireneusz Wilk, pełnomocnik rodziny Olewników.
- Co nas jeszcze zaskoczy? - odpowiada pytaniem na nasze pytanie. - Jesteśmy pełni zaufania do gdańskiej prokuratury. Ale chodzą mi po głowie niesamowite scenariusze - dodaje adwokat. Nie tylko jemu.
Prokuratura nie tylko powtarza całe śledztwo z lat 2001-07: oględziny, przeszukania, przesłuchania, opinie. Zdobywa też nowe dowody. Buduje nowe hipotezy (o czym niżej). Czy mogą podważyć wyrok wydany przez sąd w 2008 r.? Nikt o tym głośno nie mówi. Ale jeśli na płockim cmentarzu nie spoczywa Krzysztof? Wtedy wszystko jest możliwe.
Kościuk się zawahał Dlaczego zapadła decyzja o ekshumacji ciała? Obrazowo mówi
Marek Biernacki (PO), przewodniczący komisji śledczej ds. Olewnika: - Bo o tym, że odkopano Krzysztofa, wiemy tylko od zabójcy Sławomira Kościuka.
To Kościuk - skazany w 2008 r. na dożywocie - wcześniej współpracował z
CBŚ i prokuraturą. To on wydał porywaczy, w tym herszta bandy Wojciecha Franiewskiego. Wskazał zabójców - siebie i Roberta Pazika - podał datę zbrodni 6 września 2003 r. I pokazał polanę w lesie pod Różanem, na której Krzysztof został uduszony, a 50 metrów dalej zakopany.
Od wczoraj wiemy, że podczas wizji lokalnej - wskazując miejsce ukrycia ciała w październiku 2006 r. - Kościuk się zawahał. Pokazał inne miejsce. Nie zostało przekopane, bo pokazał drugie. Dziwne. Kościuk na pytania nie odpowie. Powiesił się w celi po wyroku dożywocia.
Jeszcze dziwniejsze jest to, że nagrania z ekshumacji Krzysztofa pod Różanem nie są kompletne, mają luki. Mówili o tym wczoraj prokuratorzy. Co więcej: uczestnicy wizji różnie opisują ciało Krzysztofa. Rodzinie ciała nie pokazano. Dziś z dokumentów można wyczytać, że odkopano mężczyznę niższego niż Krzysztof! Czy to tylko błąd?
To tylko część skandalu, do którego doszło w śledztwie w 2006 r. - podczas wizji lokalnej i pierwszej ekshumacji ciała.
Dużo przypadkowych zbiegów okoliczności - Jak to możliwe, że do badań DNA pobrano kości, nie rozwijając siatki, w którą zawinięty był
Krzysztof Olewnik?!
- pytał wczoraj w Sejmie poseł Andrzej Dera (PiS), wiceprzewodniczący komisji śledczej.
• Zniknęły kości, z których pobrano DNA do identyfikacji - potwierdza to jeden z posłów.
• Nie ma protokołu przekazania materiału genetycznego do badań (trzy lata temu robiło je według naszych źródeł Laboratorium Kryminalistyczne Komendy Wojewódzkiej Policji w Olsztynie).
• Nie zbadano ziemi z grobu w lesie, co pomogłoby to w datowaniu śmierci ofiary.
• Nie identyfikowano ciała prostszymi metodami - np. analizując uzębienie (ponoć zniknęła gdzieś dokumentacja stomatologiczna).
• Nie pobrano włosów z odkopanego ciała.