Zima uderzyła 8 stycznia. Na sypiący śnieg niespodziewanie lunęły marznące opady deszczu. Zamarzał na liniach energetycznych i drzewach. Te padały pod ciężarem lodu, zrywając linie i przewracając słupy. W efekcie w niedzielę 10 stycznia w Małopolsce i północnej części woj. śląskiego bez prądu było kilkaset tysięcy osób. W wielu gminach do dziś awarii nie usunięto.
Ratują nas strażacy Wójt Adam Markowski z Janowa (woj. śląskie): - Mogłem liczyć tylko na straż pożarną, państwową i ochotniczą z gminy. Z wojewódzkiego centrum zarządzania kryzysowego nie zadzwonił nikt. Dopiero sam się do nich dobiłem, prosząc o 12 agregatów, bo ujęcia wody były bez zasilania. Pomogli wypożyczyć jeden.
Wójt Krzysztof Motyl z Niegowy (woj. śląskie): - Agregatów szukałem na własną rękę, pomogła mi straż pożarna.
- Żyjemy jak szczury. Codziennie polujemy na dowożony chleb, wodę, jak za komuny - mówi właścicielka sklepu przy Rynku w Wolbromiu, który od dwóch tygodni jest zamknięty.
- Jeździmy od jednej interwencji do drugiej. Rozwozimy baniaki z wodą, dzień i noc pracujemy przy wycince drzew, transporcie i odśnieżaniu, usuwamy nadłamane gałęzie, a na drugi dzień interwencji jeszcze przybywa - mówi dyżurny strażak z Komendy Wojewódzkiej PSP Tomasz Senderowski.
Co rusz zamykane są drogi, na których ruch zagrażałby kierowcom. We wtorek na trasie między Skałą a Krakowem runęło kilka słupów naraz.
Obydwa województwa obsługuje zakład energetyczny Enion. Wójt Krzysztof Motyl: - Ludzie z Enionu, którzy pojawiali się w naszej gminie, byli zupełnie bezradni. Zakopywali się swoim sprzętem w śniegu, nie byli w stanie nawet dotrzeć do awarii, a co dopiero ją usunąć.
Wojewoda: Stan klęski niepotrzebny Wojewoda małopolski Stanisław Kracik i śląski Zygmunt Łukaszczyk nie wystąpili jednak do rządu o wprowadzenie stanu klęski żywiołowej.
- Mógłby [stan] utrudnić akcję - twierdzi Łukaszczyk. - Akcja musiałaby być wtedy kierowana administracyjnie. Teraz głównodowodzącym jest Enion. To specjaliści. Najlepiej wiedzą, co robić.
- Wojewoda mówi o tych samych specjalistach, co obiecują od dwóch tygodni, że w ciągu 48 godzin usuną awarię? - pytają wójtowie.
Wczoraj na specjalnie zwołanej konferencji prasowej wojewoda małopolski Stanisław Kracik zapowiadał, że rozliczy wszystkie gminy z rezerw przeznaczonych na czas kataklizmów czy sytuacji szczególnych.
- Wójtowie i burmistrzowie są szefami obrony cywilnej. Na nich spoczywa obowiązek zwrócenia się do mnie o pomoc. A ja takie sygnały dostaję głównie od mieszkańców. Zaoferowałem 60 agregatów prądotwórczych do rozdania. Rozdałem jedynie dziewięć - mówił Kracik.
Minister: Więcej zrobić nie można Tyle że w odciętych od prądu miejscowościach nie działają telefony, faksy, a baterie w telefonach komórkowych już dawno się wyczerpały. Władze gminy Skała pod Krakowem po pomoc jeżdżą do sąsiednich miejscowości.
- Dostajemy od nich na bieżąco posiłki. Codziennie też spotykam się ze strażakami a oni mi tłumaczą, że roboty tylko przybywa, a oni są coraz bardziej zmęczeni. Nasze możliwości się wyczerpują. Potrzebujemy pomocy - mówi sekretarz gminy Skała Andrzej Krzystawek.
- Więcej ludzi, niż już działa w terenie, nie potrzeba. Bo jest tyle, że na każdy zniszczony słup jest osobna ekipa - uważa wojewoda śląski.
- Może i jest ekipa do każdego słupa, ale takiego przy głównych trasach. W mojej gminie ciągle sa takie, do których nikt nie dotarł. I dlatego bez ciężkiego sprzętu, a taki ma wojsko, nic się nie zrobi - mówi wójt Niegowa Krzysztof Motyl. - Moi strażacy nie są w stanie robić więcej, niż robią. Bez pomocy wojewody awarii nie usuniemy szybko.
I wojewodowie przysłali "pomoc". Wojsko. Łukaszczyk - 30 żołnierzy, Kracik - 20.
- Wiem, jak sprawny jest wojewoda śląski, jeśli chodzi o pomoc w sytuacjach kryzysowych. Jestem przekonany, że gdyby się dało coś więcej zrobić, to byłoby to zrobione - mówił w piątek szef
MSWiA Jerzy Miller.