Od kilku dni Piskorski pokazuje wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie z 24 listopada 2009 r. i mówi: - Sąd przyznał, że nie ma żadnych podstaw, aby kwestionować zawarcie i realizację umowy z antykwariuszem.
Nikt nie pyta polityka: o co chodzi, co jest w tym wyroku? "Gazeta" to sprawdziła.
Chodzi o umowę z 19 stycznia 1997 r. Piskorski miał wtedy sprzedać Zygmuntowi M. kolekcję obrazów i innych dzieł sztuki wartą 986 tys. 300 zł.
Tydzień temu prokurator w asyście oficerów CBA podczas przeszukania w domu polityka zażądał wydania oryginału umowy. Piskorski go nie znalazł, a antykwariusz nie żyje. Prokuratura - na podstawie analizy grafologicznej kopii umowy - uważa, że została sfałszowana.
Sąd znajduje wątpliwości Czego dowiadujemy się z wyroku WSA? Urząd Kontroli Skarbowej w Warszawie uznał w grudniu 2007 r., że Piskorski wydał w 2001 r. o 195,8 tys. zł więcej, niż udokumentował. Za niemające pokrycia w ujawnionych źródłach przychodu środki wymierzył mu 75 proc. domiaru - nakazał zapłacić 146 tys. 862 zł i 50 gr.
Piskorski odwołał się do dyrektora Izby Skarbowej w Warszawie, a gdy decyzja podatkowa została podtrzymana, poszedł do WSA.
Sąd decyzję skarbówki uchylił, ale sprawa nie jest zakończona. - Dyrektor izby złoży kasację od tego orzeczenia - mówi nasze źródło w resorcie finansów.
Skarbówka prześwietliła majątek Piskorskiego od 1991 r. Także umowę z antykwariuszem. Na stronie 20 uzasadnienia wyroku WSA czytamy: "materiał dowodowy, którym dysponowały organy podatkowe (...) nie upoważniał tych organów do uznania, iż sporna w sprawie transakcja nie miała miejsca, czy też nie była wykonana".
Czy sąd rozwiał wątpliwości? Nie. Sędziowie zarzucają skarbówce „jednostronność oceny”. A w następnym zdaniu piszą, że po latach jest „obiektywna trudność w dowodzeniu i bezspornym ustaleniu faktów”. Piskorskiego chroni jednak zasada in dubio pro tributario - nakazująca wątpliwości tłumaczyć na korzyść podatnika. I tyle.
Oryginał umowy znika Piskorski w ogóle kwestionował możliwość badania umowy z antykwariuszem. Sąd uznał, że bezzasadnie. I zrobił analizę.
Skarbówka miała zastrzeżenia, że Piskorski, a nie antykwariusz, wniósł opłatę skarbową od 986 tys. 300 zł. Piskorski tłumaczył, że tak się umówili, chętnie zapłacił, bo i tak zarobił.
Syn Zygmunta M. Marek zeznał w
CBŚ oraz CBA, że nie widział u ojca kolekcji kupionej od Piskorskiego i jej nie odziedziczył. Ale wspomniał też o znalezieniu w zapiskach ojca informacji o zawarciu przez niego "jakiejś umowy na ok. 1 mln zł". Ale w izbie skarbowej Marek M. zeznania zmienił: "przed śmiercią ojciec dał mi całe pudła, ogromną ilość ruchomości sprzed 1945 r.".
Piskorski przedstawił dwie listy przedmiotów sprzedanych antykwariuszowi. W informacji dla urzędu skarbowego z 2001 r. jest mowa o 300 przedmiotach. "Lista" z 2007 r. liczy 147 pozycji. Na późniejszej liście 45 pozycji to obrazy - w tym portret dziewczynki Olgi Boznańskiej (szacowany na ok. 100 tys. zł). Wcześniejsza informacja o obrazach nie wspomina. Sąd zarzuca skarbówce, że tych sprzeczności nie wyjaśniła.
O umowie z antykwariuszem i zastrzyku gotówki nie wie nic była żona Piskorskiego (rozstali się w 1997 r.). Nie dostrzegła też kolekcjonerskiej pasji męża. Z kolei matka polityka potwierdza jego "wieloletnią kolekcjonerską pasję".
I co najważniejsze: ekspertyzy grafologiczne. Sąd znał trzy. Z marca 2007 r. sporządzoną w śledztwie, która nie rozstrzyga jednoznacznie sfałszowania podpisu antykwariusza. Późniejszą, dla dla skarbówki z wnioskiem: prawdopodobnie podpis został podrobiony. I trzecią, dostarczoną przez Piskorskiego (w styczniu 2009 r.), że ekspertyza kserokopii "może skutkować brakiem jednoznacznych opinii". WSA nie znał najnowszej opinii grafologa - prokuratura dostała ją w grudniu - z jednoznacznym wnioskiem: podpis antykwariusza został podrobiony.
- Wyrok WSA nie jest wiążący dla oceny prokuratury - mówi nam Robert Makowski z warszawskiej prokuratury. - To biegły decyduje o tym, czy kserokopia nadaje się do badań porównawczych.
Dlatego prokurator w poniedziałek chce Piskorskiemu przedstawić zarzut posłużenia się sfałszowaną umową w 2001 r. w urzędzie skarbowym na Woli. Tu smaczek: w dokumentach zachowała się adnotacja o poświadczeniu kopii umowy za zgodność z oryginałem. Oryginał wziął Paweł Piskorski. I nie zachował?
A kolekcja się rozpływa Prokuratura źródłami majątku Piskorskiego zajmuje się już blisko osiem lat. Upływ czasu jest na korzyść polityka.
W grudniu 2008 r. prokurator umorzył sprawę o składanie w latach 2001-02 przez Piskorskiego oświadczeń majątkowych z błędami (chodziło o kwoty rzędu 30-40 tys. zł). W uzasadnieniu czytamy, że ewentualny zarzut przedawnił się w kwietniu 2007 r.
Potem z powodu przedawnienia umorzona została sprawa posłużenia się przez Piskorskiego fałszywym zaświadczeniem o wygraniu 4 mld 950 mln starych złotych (dzisiaj 500 tys. zł) w kasynie Jackpol w 1992 r. Do przedawnienia wątku antykwariusza zostały dwa lata.
Po Warszawie krąży plotka, że CBA - jeszcze za Mariusza Kamińskiego - zrobiło eksperyment: wynajęło mieszkanie takie jak Piskorskiego, by sprawdzić, czy mógł w nim pomieścić swoje zbiory.
My zapytaliśmy, czy portret pędzla Boznańskiej albo coś z kolekcji prokuratura odnalazła na antykwarycznym rynku. - Nie udało nam się dotrzeć do niczego - odpowiada prok. Makowski.