Spór o to, czy Steinbach powinna wejść do rady zarządzającej Widocznym Znakiem, muzeum wypędzonych, które w Berlinie ma zbudować rząd Niemiec, ciągnie się od miesięcy. Jej kandydaturę forsuje Związek Wypędzonych i prawe skrzydło chadecji; sprzeciwia się współrządząca liberalna FDP. - Wejście Steinbach zaszkodzi stosunkom z Polską - powtarza Guido Westerwelle, szef FDP i zarazem minister spraw zagranicznych.
- Ten spór szkodzi pamięci o wypędzonych. Steinbach powinna sama zrezygnować. Byłby to mocny gest, który przysporzyłby jej uznania - uważa pastor Bahr, która w radzie Znaku reprezentuje
Kościół ewangelicki. Bahr przypomniała też Steinbach, że jej upór krytykuje wielu potomków wypędzonych i przestrzegła przed próbami zawłaszczania pamięci o powojennych deportacjach Niemców.
To kolejny głos przedstawicieli niemieckich Kościołów w tej sprawie. W zeszłym tygodniu Steinbach skrytykował katolicki biskup Hamburga Hans-Jochen Jaschke, który również zasiada w radzie Znaku. Poszło o jej wypowiedzi, w których m.in. zarzucała rządowi Angeli Merkel uległość wobec Polski. - Pani Steinbach musi wiedzieć, że jej nazwisko nieustannie stanowi pretekst do konfrontacji. Powinna okazać wielkość i się wycofać - oświadczył biskup. Szefową BDV krytykował też ostatnio przedstawiciel Centralnej Rady Żydów Salomon
Korn.
- Ta ostra reakcja to dowód, że ludzie mają już tej sprawy dosyć, a kolejne ataki medialne Steinbach tylko jej szkodzą - ocenia jeden z niemieckich dyplomatów.
Media zaczęły się też interesować, ile członków liczy naprawdę Związek Wypędzonych. Steinbach powtarza, że ma 2 mln członków, ale prasa coraz częściej podaje, że zrzesza on pół miliona.