http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Czy współpraca z policją popłaca

Mariusz Lodziński, Opole
2010-01-20, ostatnia aktualizacja 2010-08-10 17:37

Policjanci w kominiarkach nad ciałem zastrzelonego bandyty
Policjanci w kominiarkach nad ciałem zastrzelonego bandyty
Fot. Rafał Mielnik / Agencja Gaz

Policjanci chcieli złapać złodziei, więc użyli Józefa B. jako przynęty. Podczas akcji mężczyzna zastrzelił bandytę. Teraz grozi mu 10 lat więzienia, a policja cieszy się z sukcesu

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



W czwartkowy ranek 7 stycznia znajomy policjant ostrzegł Józefa B., 62-letniego właściciela kantoru w Galerii Opolanin, że zostanie napadnięty. Dodał, że policja o wszystkim wie i szykuje zasadzkę na bandytów.

W ciągu dnia funkcjonariusze kontaktowali się z panem Józefem telefonicznie jeszcze kilka razy. Powiedzieli mu, gdzie ma zaparkować samochód i jak się zachowywać, by nie wzbudzić podejrzeń. Okazało się, że kantor obserwują czterej młodzi mężczyźni.

Po godz. 18 pan Józef skończył pracę i wychodził z torbą, do której zamiast pieniędzy włożył pocięty papier. Policja utrzymuje, że na parkingu było wielu uzbrojonych funkcjonariuszy w cywilu. Mieli na sobie kamizelki kuloodporne i broń.

Uzbrojony był też Józef B. Pozwolenie miał od 15 lat, a policja o tym wiedziała, bo właściciel kantoru uprzedził funkcjonariuszy, że nosi przy sobie pistolet.

- Nikt go nie poinstruował, jak ma się zachowywać podczas akcji. Nie dostał nawet kamizelki kuloodpornej - mówi mecenas Sławomir Wojciechowski, adwokat Józefa B. - Mój klient został użyty jako żywa przynęta, ale o jego bezpieczeństwo nikt nie zadbał, choć była to dla niego niezwykle stresująca sytuacja.

Według mecenasa Wojciechowskiego, kiedy właściciel kantoru siadał za kierownicą, do auta wdarł się napastnik i zaczął go dusić. Nadbiegał też drugi mężczyzna z paralizatorem. Józef B. wyciągnął pistolet i wystrzelił, trafiając duszącego go napastnika w serce. Pozostałych trzech bandytów policjanci złapali w ciągu kilkunastu sekund.

Opolska prokuratura sprawdza, czy Józef B. nie przekroczył granic obrony koniecznej. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że skłania się ku postawieniu zarzutu zabójstwa w afekcie, za co grozi do 10 lat więzienia.

Mecenas Wojciechowski uważa, że sprawę należy umorzyć. - Mój klient miał pełne prawo użyć broni, obawiał się o swoje życie. A przy akcji współpracował z policją - zauważa.

Dr Piotr Kładoczny z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, adiunkt w Instytucie Prawa Karnego Uniwersytetu Warszawskiego, uważa, że policja powinna szczegółowo poinstruować Józefa B., jak ma się zachować. - Nie można nikomu, kto ma pozwolenie na broń, zabronić jej noszenia. Ale może należało poprosić właściciela kantoru, żeby broń zostawił? - mówi dr Kładoczny.

Jego zdaniem trzeba też wyjaśnić, czy Józef B. widział policjantów. Bo mógł żadnego nie dostrzec, a w takiej sytuacji człowiek nie ma pewności, czy służby zdążą zareagować.

Prokuratura sprawdza również, czy policja nie przekroczyła uprawnień, urządzając zasadzkę na bandytów. - Wolałbym, by policja zapobiegała przestępstwom, ale być może w tym przypadku wygodniej było złapać bandytów na gorącym uczynku, żeby mieć bezsporne dowody - mówi Piotr Kładoczny. - Ale przecież chodzi o to, by obywatel był bezpieczny, a nie żeby policja miała wygodniej.

Policja nie ma sobie nic do zarzucenia. - Specjalny zespół z Komendy Głównej zbadał akcję opolskich funkcjonariuszy i uznał, że działali optymalnie - oświadczył rzecznik policji Mariusz Sokołowski.

Wizytujący przedwczoraj opolską jednostkę komendant główny Andrzej Matejuk dodał, że policjantom należą się brawa. - Zapobiegli przestępstwu, nie doszło ani do kradzieży, ani zabójstwa właściciela kantoru - podkreślił.

Jego zdaniem nie było błędem pozostawienie broni właścicielowi kantoru w trakcie zasadzki w zatłoczonej galerii handlowej. - Jeżeli ktoś ma pozwolenie na broń, dokładnie wie, jak z nią postępować. I bierze odpowiedzialność za to, jak jej użyje - zaznaczył gen. Matejuk.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 102 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    77 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':