Posiedzenie hazardowej komisji śledczej, wtorek, godz. 17.10. Zeznaje b. szef CBA
Mariusz Kamiński.
Bartosz Arłukowicz (Lewica) pyta: - Kto poinformował ministra Drzewieckiego o tym, że CBA interesuje się ustawą hazardową?
Kamiński: - Jedyne osoby, które o tym wiedziały, to premier
Donald Tusk i sekretarz Kolegium ds. Służb Specjalnych Jacek Cichocki.
To najmocniejsze - ale nie jedyne - oskarżenie pod adresem szefa rządu rzucone wczoraj przez Kamińskiego.
Były szef CBA uważa, że do przecieku doszło 19 sierpnia 2009 r. podczas rozmowy premiera z ministrem sportu Mirosławem Drzewieckim i wicepremierem Grzegorzem Schetyną. Drzewiecki miał się wtedy dowiedzieć, że CBA bada nieprawidłowości przy nowelizacji ustawy hazardowej.
Tusk już w październiku 2009 r. tłumaczył, że nie ma nic wspólnego z przeciekiem. Twierdził, że o operacji CBA z ministrami nie rozmawiał, pytał ich tylko - na wyraźną prośbę Kamińskiego - o prace nad ustawą. Według premiera Kamiński zastawił na niego pułapkę, by potem oskarżyć o przeciek.
Były szef CBA dorzucił wczoraj nowe oskarżenie: że to podczas spotkania Tuska, Drzewieckiego i Schetyny zapadła polityczna decyzja, by rzeszowska prokuratura postawiła mu zarzuty - w zemście za ujawnienie afery hazardowej. By złagodzić swe słowa, dodał "być może".
Premier uważa, że było odwrotnie: to Kamiński rozpętał aferę hazardową, żeby się bronić przed postawieniem zarzutów i odwołaniem.
Otwierające przesłuchanie półtoragodzinne wystąpienie Kamińskiego było starannie przygotowaną mową obrończo-oskarżycielską. Były szef CBA przedstawił się w nim jako obrońca prawa, który "nie mógł pogodzić się z sytuacją, w której faceci od jednorękich bandytów będą silniejsi niż państwo polskie".
Dlatego 14 sierpnia 2009 r. poinformował Donalda Tuska o akcji CBA. Miał to być "test przywództwa premiera". Biuro zebrało dowody na to, że politycy PO - Drzewiecki i szef klubu Zbigniew Chlebowski - pod dyktando branży hazardowej chcą zmieniać ustawę.
Zdaniem Kamińskiego Tusk testu nie zdał. - Uznałem, że premier nie zrobił nic, by wyjaśnić tę aferę. Postanowiłem, że tak nie będzie, że jeśli jest scenariusz zamiecenia sprawy pod dywan, to ja do tego nie dopuszczę - wyjaśniał Kamiński.
Wił się jak piskorz, gdy posłowie dociskali, dlaczego dwukrotnie wprowadził premiera w błąd. Po raz pierwszy, gdy 14 sierpnia poinformował go, że z projektu ustawy hazardowej zniknęły dopłaty - bo nie zniknęły.
Po raz drugi, gdy mówił Tuskowi, że podsłuchane rozmowy Chlebowskiego i Sobiesiaka dotyczą procesu legislacyjnego, a dotyczyły także innych spraw, np. decyzji sądu administracyjnego, co zmieniało sens nagranych rozmów.
Na oskarżenia Kamińskiego nie mógł odpowiedzieć Jacek Cichocki. Miał zeznawać po Kamińskim, ale były szef CBA zakończył zeznania wieczorem. Cichocki odpowie więc dzisiaj rano.
Rzecznik rządu Paweł Graś powiedział tylko, że premier jest do dyspozycji komisji i stawi się, jak tylko komisja uzna to za stosowne. A komisja śledcza "to najlepsze miejsce, żeby o tej sprawie rozmawiać" - podkreślił.