http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Prezydent Brazylii godzi się z armią, ale zadziera z Kościołem

Maciej Stasiński
2010-01-20, ostatnia aktualizacja 2010-01-19 17:00

Pod naciskiem armii prezydent Lula Inácio da Silva złagodził stanowisko w sprawie rozliczeń z dyktaturą. W ostatnim roku swych rządów chce też wprowadzić szereg lewicowych rozwiązań

Były prezydent Brazylii Luiz Inacio Lula da Silva
Prezydent Brazylii Luiz Inacio Lula da Silva Fot. LAURENT GILLIERON AP
Były prezydent Brazylii Luiz Inacio Lula da Silva
Projekt dekretu o utworzeniu komisji prawdy do zbadania zbrodni z czasów dyktatury wojskowo-cywilnej w latach 1964-84 stanowi część pakietu kilkudziesięciu ustaw dotyczących praw człowieka, którymi niezwykle popularny prezydent zamierza w tym roku pożegnać się z władzą po ośmiu latach niezwykle udanych rządów.

Kiedy Lula da Silva ujawnił te plany w grudniu, zwłaszcza jeden z nich, ten o komisji prawdy, od razu wywołał awanturę. Minister obrony oraz najwyżsi dowódcy trzech rodzajów wojsk zagrozili dymisjami, jeśli prezydent skieruje do parlamentu projekt w pierwotnym brzmieniu. Protestowali przeciw możliwości unieważnienia amnestii z 1979 roku obejmującej sprawców zbrodni popełnionych w czasie rządów dyktatury po zamachu stanu w 1964 roku. A także przeciw planom, by komisja prawdy do wyjaśnienia wszystkich zabójstw, tortur i zaginięć bez wieści ograniczyła się tylko do sprawców z armii i policji dławiących wówczas opór lewicy, w tym jej organizacji zbrojnych.

W czasach dyktatury w Brazylii z rąk armii i policji zginęło około 400 osób, ale przez więzienia i tortury przeszło o wiele więcej - ponad 20 tys. A jeszcze więcej uciekło za granicę.

Kiedy w mediach rozpętała się zawzięta debata o planach prezydenta, które wojskowi uznali za prowokacyjne i odwetowe oraz na nowo rozdrapujące rany historyczne, Lula da Silva nie przyjął dymisji generałów i wyjechał na wakacje.

Zaraz po powrocie prezydent spotkał się ze skłóconymi ministrami ds. praw człowieka oraz obrony. I zmiękczył swój dekret. Powołał grupę robocza, która raz jeszcze ustali kształt i uprawnienia komisji prawdy, a z tekstu wykreślił najbardziej sporne sformułowanie o zbrodniach popełnionych w ramach "represji politycznych" w czasach dyktatury, co sugerowało, że komisja zajmie się tylko zbrodniami reżimu.

Teraz komisja zbada wszelkie pogwałcenia praw człowieka od 1946 do 1988 roku.

Nowy dekret nalega jednak na to, by komisja sporządziła i podała do wiadomości listę struktur i organów państwa oraz innych instytucji odpowiedzialnych za łamanie praw człowieka. Także przeciw temu protestowali wojskowi, którzy boją się, że ustalenie, w jakich instytucjach dochodziło do zbrodni, pozwoli zidentyfikować i napiętnować ich żyjących jeszcze sprawców. Tu prezydent nie ustąpił.

Jednak według projektów prezydenckich komisja nie będzie mogła wyjść poza badanie i ujawnianie faktów, czyli zostanie pozbawiona prawa do prowadzenia śledztw, oskarżania czy karania. To pozostanie w gestii prokuratury i sądów.

Prokuratura generalna wyjaśniła przy tym, że choć dekrety zapowiadają unieważnienie wszelkich praw z czasów dyktatury gwałcących prawa człowieka, to nie dotyczy to ustawy o amnestii z 1979 roku. Według obrońców praw człowieka oraz byłych ofiar nie chodzi o unieważnienie amnestii, lecz o jej reinterpretację. Ich zdaniem niektóre zbrodnie, jak te przeciw ludzkości, nie podlegają przedawnieniu i żadna amnestia nie może chronić sprawców.

Ofensywa w sprawach praw człowieka prezydenta Luli da Silvy nie ogranicza się do rozliczeń z przeszłością. Wśród 27 nowych ustaw są także m.in.: liberalizacja prawa o aborcji, legalizacja małżeństw homoseksualnych, prawna ochrona mniejszości, zakaz bicia dzieci, kontrola środków masowego przekazu, specjalne opodatkowanie wielkich fortun, odstąpienie od karania bezrolnych wieśniaków, którzy zajmują cudzą ziemię.

Ruch Ludzi bez Ziemi jest od wielu lat jedną z najbardziej głośnych lewicowych organizacji protestujących przeciw strukturze agrarnej i zawsze popierał Lulę da Silvę, gdy ten ubiegał się o prezydenturę.

W tym sprawach prezydent nie zamierza ustępować, choć przeciw zmianie prawa o aborcji oraz legalizacji małżeństw jednopłciowych zaprotestował już Kościół.

Dziś za aborcję w Brazylii grozi do dziesięciu lat z wyjątkiem przypadków gwałtu oraz konieczności ratowania życia matki. Dodatkowo sądy przyznają prawo do usunięcia ciąży, gdy płód jest nieodwracalnie zniekształcony.

W tych sprawach prezydent jest stanowczy. - Nic nie odbierze mi zdrowego rozsądku i nie sprowadzi mnie ani na milimetr z drogi, którą zaczął podążać kraj - oświadczył.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':