Szukamy miejsc w przedszkolach dla 255 tys. maluchów - mówi tajna notatka zespołu doradców premiera dla
MEN, którą ma "Gazeta". Bo według najnowszych danych Ministerstwa Edukacji tylko 60 proc. dzieci w wieku trzech-pięciu lat chodzi do przedszkola.
Im dziecko młodsze, tym z miejscem dla niego gorzej: czterolatków jest w przedszkolach ok. 40 proc., trzylatków - najwyżej 30 proc. Jeszcze większe różnice są między miastem a wsią, gdzie na przedszkole ma szanse najwyżej co trzecie dziecko.
Dlaczego przedszkola są takie ważne? - Uspołeczniają, uczą zaradności, poczucia własnej wartości, samodzielności, koncentracji, słuchania i zapamiętywania - wylicza Teresa Ogrodzińska, prezes Fundacji im. Komeńskiego, która założyła i prowadziła w Polsce kilkaset małych przedszkoli. - Wychowani bez nich 20-latkowie będą mieli marne szanse w konkurencji o dobrą pracę z rówieśnikami w UE.
Przedszkolna średnia w UE to 84 proc. Są kraje - m.in.
Belgia,
Francja - gdzie do przedszkola chodzi każde dziecko, zanim zacznie naukę w szkole. A w zeszłym roku Komisja Europejska wydała zalecenie: do 2020 r. w każdym kraju Unii do przedszkola ma pójść 95 proc. dzieci.
Polski rząd chce chociaż 90 proc. Tak wynika z dokumentu zespołu doradców premiera dla MEN. Skąd wziąć te miejsca? Rząd chce budować nowe przedszkola.
Według szacunków zwiększenie liczby miejsc w przedszkolach w Polsce może kosztować nawet ok. 3 mld zł rocznie. I tyle pieniędzy MEN ma zdobyć w negocjacjach z Komisją Europejską na następny okres finansowania, od 2014 r.
Jednak szef doradców premiera minister Michał Boni twierdzi, że z problemem braku miejsc poradzimy sobie nawet już do 2015 r. Jak? - Trwają finansowe przymiarki - powiedział nam tylko.
To może być trudne, bo w Polsce przedszkola są na utrzymaniu gmin, nie budżetu państwa. A gminy kosztownych przedszkoli nie chcą utrzymywać.
Według rzecznika MEN Grzegorza Żurawskiego za pieniądze unijne powstaną tzw. małe przedszkola, które pracują w niepełnym wymiarze godzin: - Poza tym w 2012 r. wszystkie sześciolatki pójdą do szkół. Samorządy dostaną na to pieniądze z budżetu, więc zaoszczędzone środki będą mogły przeznaczyć na przedszkola.
- To nie wystarczy - mówi jednak przewodniczący Związku Gmin Wiejskich Marek Olszewski, wójt gminy Lubicz. W tym roku na przedszkola wypłaci z budżetu swojej gminy trzy razy więcej niż przed dwoma laty. Dlaczego? Bo przedszkola stają się modne. - Ciągle powstają nowe, a my musimy dopłacać także do prywatnych. Gdyby miało ich być jeszcze więcej, potrzebowalibyśmy pieniędzy od państwa.
- Dlatego najlepszy byłby taki program jak przy "Orlikach" - uważa Alina Kozińska-Bałdyga, prezes Federacji Inicjatyw Oświatowych, która od ponad 10 lat zakłada małe szkoły i przedszkola. - Kto by się zdecydował budować, powinien otrzymać trochę pieniędzy z funduszy unijnych, a trochę od gminy.
Kozińska-Bałdyga uważa, że przedszkola powinni budować i prowadzić sami mieszkańcy, a niekoniecznie gmina: - Brakuje ok. 15 tys. placówek, szczególnie na wsiach.
"Nie zapewniając dzieciom wczesnej edukacji, zaprzepaszczamy ich możliwości" - piszą autorzy rządowego raportu "Polska 2030". Objęcie opieką przedszkolną każdego dziecka w wieku trzech-pięciu lat jest jednym z głównych zaleceń raportu.