http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Włoch najlepiej ma u mamy

Tomasz Bielecki
2010-01-19, ostatnia aktualizacja 2010-01-19 01:57

- Gdy kończysz 18 lat, to hajda z domu! Potrzeba nam przepisów, które zmuszą młodych Włochów do podjęcia samodzielnego życia - apeluje włoski minister Renato Brunetta

SERWISY
Ten prowokacyjny pomysł Brunetty to efekt burzliwej debaty, którą wywołało we Włoszech niedawne orzeczenie sądu w Bergamo o obowiązku płacenia alimentów na rzecz 32-letniej Mariny Casagrande utrzymującej, że chce skończyć studia.

- Dzieciom tak trudno znaleźć dziś pracę - tłumaczył sędziom adwokat Mariny Casagrande, która nie poczuwa się do miana "bamboccione", jakim Włosi nazywają "przerośnięte bobasy" siedzące w kieszeni u rodziców.

Mało majętny ojciec Mariny przestał łożyć na utrzymanie córki (mieszkającej z matką) przed trzema laty, kiedy - jak tłumaczył podczas rozprawy - doszedł do "oczywistego wniosku", że Marina jest już dorosła. Gdyby Włoszka kończyła studia terminowo, byłaby magistrem w wieku 24 lat. Sęk w tym, że Marina od ośmiu lat zalicza eksternistycznie tylko pojedyncze kursy, a - jak przekonywała w sądzie - dorabianie zbyt jej przeszkadza w pisaniu pracy dyplomowej na temat Świętego Graala.

Sąd nakazał ojcu Mariny zapłacenie córce 12 tys. euro za trzy zaległe lata. Jednocześnie orzekł, że nie ustał jego obowiązek utrzymywania uczącej się córki, więc musi nadal płacić jej co najmniej 350 euro miesięcznie.

Wychodzi na to, że Włosi - jak kpią włoskie media - dorośleją dopiero gdzieś pomiędzy 32. a 36. rokiem życia. O ile bowiem 32-letnia Marina Casagrande wciąż ma prawo być na garnuszku rodziców, o tyle mediolański sąd niedawno odmówił tego samego zdrowemu 36-letniemu mężczyźnie sądzącemu się o alimenty ze swoimi rodzicami.

- Sam nie byłem wiele lepszy, bo w wieku 30 lat nie potrafiłem zasłać własnego łóżka. Robiła to za mnie matka - przyznał wczoraj minister Brunetta, który uznał procesy wytaczane rodzicom przez roszczeniowych bamboccioni za przejaw włoskiego fenomenu, jakim jest ogromna niechęć młodych Włochów do wyprowadzania się z rodzicielskich domów. Cudzoziemców nieodmiennie dziwi we Włoszech obraz trzydziestoparolatków, którzy przerywają zabawę z rówieśnikami, by telefonicznie wytłumaczyć się mamie, że nie przyjdą na kolację.

- Włoszki tradycyjnie wyśmiewają się z tych maminsynków, ale biorą ich jednak potem za mężów. A następnie tak samo wychowują synów - mówi socjolog Maria Lossa.

Życie u rodziców bardzo osłabia motywację do podejmowania pracy, na co uskarżają się władze Włoch i biznes. Niemniej nawet ci Włosi, którzy zaczynają zarabiać, nie szukają od razu własnego dachu nad głową. Czekają z tym do małżeństwa i własnych dzieci.

O ile w Szwecji podjęcie pracy oznacza wyprowadzkę z domu dla blisko 90 proc. młodych, o tyle we Włoszech - tylko dla 30-40 proc. Podobnie jest w innych krajach śródziemnomorskich z silnymi tradycjami życia w wielkiej, wielopokoleniowej rodzinie.

Ok. 70 proc. Włochów między 20. i 30. rokiem życia mieszka u rodziców (we Francji 30 proc.). Przeciętnie wyprowadzają się dopiero w wielu ok. 29-31 lat (dane dla kobiet i mężczyzn), podczas gdy Niemcy w wieku 24-25, Francuzi - 23-24, Finowie - 22-23. Dość wysoką przeciętną mają też kraje nowej Europy (Polska 28-29 lat), ale socjolodzy tłumaczą to zupełnie odmienną sytuacją na rynku mieszkaniowym - lokali do wynajęcia jest mało i są drogie.

- Wyprowadzajcie się, młodzi, od rodziców! To ułatwi wam sukces życiowy! - zachęcała wczoraj włoska minister ds. edukacji Mariastella Gelmini, bo prócz obliczonego na sensację apelu Renato Brunetty o prawne zmuszanie do wyprowadzek władze nie mają pomysłów, jak zmobilizować młodych do pójścia na swoje.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 6 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    18 głosów

Kto się wstydzi krzyża?

Pewnej nocy ktoś wywiercił dziury i przykręcił krzyże katolickie. A kolejnej ktoś ukradł krzyż prawosławny... Matka sołtysa wpada do izby i krzyczy: - LEPIEJ NIC IM NIE GADAĆ!

Dlaczego wierzę. Do Krzysztofa Vargi

Napisał pan, że wiara jest deską ratunku, ale nabitą gwoździami. Tak, można się na drodze wiary mocno poranić. Ale my, chrześcijanie, wierzymy, że u kresu tej drogi będzie na nas czekać coś wspaniałego