Przeważały panie z wielkopolskiej PO, ale przyjechały też najbardziej znane posłanki partii - Joanna Mucha i Małgorzata Kidawa-Błońska.
Spotkanie rozpoczęło się żartobliwie, od puszczenia z głośników cytatu z filmu "Seksmisja": "Kopernik była kobietą! (...) Może Curie-Skłodowska też?"
- Curie-Skłodowska była kobietą. Ale osiągnęła, co osiągnęła, dlatego, że kochała naukę - mówiła organizatorka konferencji poznańska posłanka Agnieszka Kozłowska-Rajewicz. - Ale też dlatego, że miała dobrego męża - odpowiedział jej wiceszef PO Waldy Dzikowski.
Kozłowska-Rajewicz pisze dla PO projekt ustawy parytetowej. Przewiduje on 30-procentowy parytet na listach wyborczych do Sejmu, PE i samorządów. Projekt złożony w Sejmie przez Kongres Kobiet Polskich - 50-procentowy.
Kidawa-Błońska przekonywała, że kobiety w PO nie powinny przykładać tak dużej wagi do miejsc, które dostają na listach wyborczych: - Ja pierwszy raz weszłam do Sejmu z 11. miejsca, Alicja Dąbrowska weszła w Warszawie z 17. pozycji.
- To nieprawda, że miejsca są nieważne! - denerwowała się Marta Banach-Urbańska, prawniczka z Poznania. - Ja miałam czwarte miejsce, zrobiłam dobrą kampanię i wybory przegrałam.
Mucha powtórzyła, że jest zwolenniczką wprowadzenia 50-procentowego parytetu. Podpisała się pod projektem Kongresu. - Taki parytet zmusi szefów regionów do poszukiwania kobiet - tłumaczyła.
- A ja jestem przeciwko parytetowi 50-50. Naszą rolą powinno być umieszczanie na listach mądrych i aktywnych kobiet i mężczyzn - odpowiedziała Kidawa-Błońska.