http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Moskwa kpi i zazdrości Ukrainie

Wacław Radziwinowicz, Moskwa
2010-01-17, ostatnia aktualizacja 2010-01-17 18:30

Media rosyjskie mówią i piszą bardzo dużo o ukraińskich wyborach, natrząsając się przy tym z porządków panujących na Ukrainie. Czasem ktoś przypomni, że w przeciwieństwie do Rosji nad Dnieprem nie tylko są prawdziwe wybory, ale i jeszcze nie sposób przewidzieć ich wyniku

Wieszanie flagi w punkcie wyborczym w Dniepropietrowsku
Fot. VASILY FEDOSENKO REUTERS
Wieszanie flagi w punkcie wyborczym w Dniepropietrowsku
Rosja tym razem stara się zachować pozory neutralności. Na Kremlu nie mogli zapomnieć bolesnej wpadki sprzed pięciu lat, kiedy prezydent Władimir Putin dwukrotnie gratulował Wiktorowi Janukowyczowi zwycięstwa.

Jeszcze kilka miesięcy temu Dmitrij Miedwiediew nadał ton, zapowiadając, że teraz Moskwę urządzi każdy wybrany przez Ukraińców prezydent poza Wiktorem Juszczenką.

Przywódca pomarańczowej rewolucji budzi w Rosji silne emocje. Putin, kiedy spotyka się z premier Julią Tymoszenko (która potrafi go oczarować), nie może się powstrzymać i nie przypiąć łatki Juszczence, nazywając go np. kieszonkowcem. W Nowy Rok pierwszy program telewizji rosyjskiej pokazał program satyryczny, w którym kukiełka Putina śpiewała, że po wyborach za rosyjski gaz Ukraina będzie płacić gotówką, a nie "charcimi ju-szczenkami" ("szczenki" to po rosyjsku szczeniaki).

W ostatnim tygodniu gazety moskiewskie bardzo szczegółowo opisywały przebieg kampanii wyborczej u sąsiadów, w której brała udział - jak podkreślały - "nierozumna" liczba uczestników, bo 18. Pisały o szansach każdego z nich, o sondażach i sojuszach przed ewentualną drugą turą wyborów.

Rosyjscy dziennikarze bardzo dużo uwagi poświęcali wyzwiskom, którymi obrzucali się kandydaci. Chyba żaden z dzienników stołecznych nie przemilczał oskarżenia rzuconego przez Janukowycza pod adresem rządu Tymoszenko, że nabrał długów, jak suczka pcheł. Nie uszło ich uwagi oczywiście i to, że pani premier nazwała dotychczasowego prezydenta "małpą".

Z nieskrywaną schadenfreude media w Rosji opisują bałagan panujący na Ukrainie, gospodarcze porażki rządzącej krajem pomarańczowej ekipy. Podkreślają na każdym kroku, że Ukraińcy są bardzo rozczarowani swoimi przywódcami. To wszystko akurat znakomicie pasuje do obowiązującej w Rosji ideologii państwowej, dla której wszelkie kolorowe rewolucje to największe zło, a demokracja niesterowana to niemal synonim bałaganu.

Janukowycz jest dosyć dyskretnie przedstawiany jako pozytywny bohater kampanii prezydenckiej, człowiek solidny, poważny, a przy tym prorosyjski. Czasem tylko któryś z niezależnych komentatorów takich jak Leonid Radzichowski przypomina słuszną frazę Putina o tym, że na Ukrainie "nie ma polityków proamerykańskich czy prorosyjskich, są tylko ukraińscy".

Kiedy media rosyjskie jednym głosem nabijają się z Ukrainy w przededniu nieuchronnej - jak tu się zapowiada - katastrofy pomarańczowych, dziennik "Wiedomosti" przypomina: "Ukraiński rozgardiasz wywołuje w Rosji tylko uśmiech politowania, że to po prostu cyrk i nic więcej. Ale moglibyśmy się też czegoś nauczyć od sąsiadów. Ukraina została jedynym poradzieckim krajem, w którym istnieje konkurencja wyborcza. Sens tych zapomnianych już u nas procedur tkwi w tym, że kandydaci muszą formułować jakieś plany, przyznawać, jakie zasady przyjmują. Polityka dzięki temu staje się bardziej otwarta, kandydaci nie pozwalają swym konkurentom skrywać ważnych informacji przed opinią publiczną".

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 26 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    24 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':