http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

"Avatar" - ratowanie mitu

Tadeusz Sobolewski
2010-01-18, ostatnia aktualizacja 2010-01-17 16:45

Tadeusz Sobolewski
Tadeusz Sobolewski

Felieton Tadeusza Sobolewskiego

Uległem urokowi "Avatara". Jamesa Camerona można śmiało włączyć do trójki wielkich amerykańskich bajarzy, obok Lucasa i Spielberga. Byłem na "Avatarze" razem z córką podatną na bajki, która sama bajki układa. Zachwyciliśmy się oboje. Słynny antropolog Joseph Campbell mówił w książce "Potęga mitu", że "bajka to mit dla dziecka". Człowiekowi dorosłemu mit jest tak samo potrzebny jak dziecku bajka. Lękliwe reakcje na "Avatara" dowodzą tego, żeśmy o tym zapomnieli. Nawet pozytywne recenzje podszyte są jakąś obawą, czy aby wolno nam się zachwycać? Czy ta bajka nie jest zbyt lewicowa albo prawicowa? Jakie jest jej polityczne lub religijne znaczenie?

"Osservatore Romano" i Radio Watykańskie już zdążyły zaatakować "Avatara" za rzekomą propagandę pogańskiej "religii natury". Tak jakby poczucie głębokiej zgody z przyrodą było grzechem w świecie, gdzie Amazonia ginie pod buldożerami tych, którzy chcą "posiąść Ziemię". Amerykańscy blogerzy atakują Camerona za... rasizm. Biały Ziemianin Jake Sully, którego przyjmują błękitni Na'vi z planety Pandora, ma być typowo rasistowskim obrazem "białego Mesjasza". Są też tacy, którzy w "Avatarze" widzą przede wszystkim metaforę wojny w Iraku i Afganistanie. Warto było wydawać 300 mln dolarów, tworzyć totalną wizję innego świata, żeby powiedzieć coś, co da się wyrazić w politycznym pamflecie?

Oglądałem ten niebywały techniczno-artystyczny wyczyn w multipleksie, wypełnionym zaledwie do połowy. Zdjąłem na chwilę okulary 3D i rozejrzałem się po sali: pogryzali popcorn, jakby oglądali byle jaką kosmiczną pościgówę. Tak trudno dziś ludzi zachwycić, choć w reklamach wszystko jest "zachwycające". Jesteśmy trochę jak te zblazowane dzieci z wiersza Gałczyńskiego, które "w krasnoludki rzucają butami". Boimy się mitu, zduszamy w sobie jego potrzebę w obawie przed ideologią, zarazem skrępowani światopoglądami i religiami. Poprzestajemy na odkrywaniu kolejnych warstw zła w człowieku, zapominając o naszym mitycznym rodowodzie. Niedawny, głośny południowoafrykański "Dystrykt 9", w którym kosmici żyją w slumsach, odebrałem nie tylko jako aluzję do apartheidu, ale jako dokonaną przy okazji próbę ukatrupienia mitu - E.T. dogorywający na ziemskim śmietnisku. "Avatar" przychodzi mu w sukurs.

To nie jest zwykłe science fiction, nie polityczna metafora, ani film religijny. To wielka baśń, celowo połączona z wieloma innymi baśniami i mitami filmowymi ("Pocahontas", "Król lew", "Tańczący z wilkami"). Są w niej aluzje do współczesnych zagrożeń, do wojen i ekologii, ale tropy te służą do stworzenia rzeczywistości mitycznej. Planeta Pandora z jej gigantycznym Domowym Drzewem, w którego konarach żyją ludzie i zwierzęta; z Drzewem Dusz służącym do łączności z Wielką Matką; z Napowietrznymi Górami - wszystko to tworzy wizję Ogrodu Rajskiego, stanu niewinności sprzed biblijnego podziału na dobro i zło oddzielającego nas od natury. Na'vi mają bezpośrednie łącza z przyrodą, ze zwierzętami i z bóstwem. Technika stereoskopowa, użyta nie do uzyskania tanich efektów, ale jako środek artystyczny, daje poczucie głębi - unosimy się w lekkiej atmosferze zielonej planety, tracąc lęk przestrzeni. Militarny najazd Ziemian na Pandorę, atak na Drzewo, odczytuję nie jako metaforę wojny irackiej - to inwazja techniki oraz płaskiego pragmatyzmu na sferę mitu i wyobraźni. Próba zniszczenia utopii. Ona jednak wygrywa. I to właśnie zawstydza dzisiejsze praktyczne umysły, które tak boją się bajek i wierzeń.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 25 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    71 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':