Przez pierwsze 3 godziny ukraińskich wyborów prezydenckich swój głos oddało 15,52% Ukraińców. Centralna Komisja Wyborcza poinformowała, że najmniej aktywni wyborcy mieszkają na Krymie oraz w obwodzie żytomierskim. Najwięcej osób zagłosowało na wschodzie i południu kraju oraz w obwodach równeńskim i czernichowskim.
CKW oświadczyła też, że ponad milion osób wyraziło chęć oddania głosu w domu. Pozarządowy Komitet Wyborców Ukrainy zwraca uwagę, że w niektórych komisjach liczba chętnych jest wyjątkowo wysoka, co budzi podejrzenia fałszerstw. Na Ukrainie liczba uprawnionych do głosowania przekracza 36 milionów.
Głosowanie potrwa do 19 czasu polskiego. Według sondaży największe szanse na zwycięstwo ma lider Partii Regionów Ukrainy były premier
Wiktor Janukowycz, oraz obecna szefowa rządu Julia Tymoszenko.
Oboje cieszą się poparciem odpowiednio ok. 30 i 20 proc. wyborców. Zdaniem komentatorów żadne z nich nie uzyska w niedzielnych wyborach ponad 50 proc. głosów i w lutym dojdzie do drugiej tury.
O reelekcję ubiega się także urzędujący prezydent Wiktor Juszczenko. Rankingi dają mu poparcie oscylujące w granicach 5 proc. W tej sytuacji o trzecie miejsce w wyborach będzie najprawdopodobniej walczył Serhij Tihipko, były prezes Narodowego Banku Ukrainy, który ma ok. 9 proc. poparcia.
Tuż po zamknięciu lokali wyborczych, kilka minut po godz. 19 czasu polskiego zostaną ogłoszone wyniki sondaży powyborczych, tzw. exit-polls, przeprowadzonych przez ukraińskie ośrodki socjologiczne.
Wstępne, nieoficjalne wyniki wyborów mogą być znane w niedzielę około północy. Nad przebiegiem głosowania czuwa ponad 3 tys. zagranicznych obserwatorów, zarejestrowanych przez Centralną Komisję Wyborczą w Kijowie.
Niedzielne wybory prezydenckie są piątymi wyborami szefa państwa ukraińskiego od zdobycia niepodległości w 1991 r. Wtedy to prezydentem został Leonid Krawczuk. W 1994 r. zastąpił go na tym stanowisku Leonid Kuczma, który rządził krajem przez dwie kadencje. W 2004 roku na prezydenta wybrano Juszczenkę.
Problem z głosowaniem w domu - Największym problemem niedzielnych wyborów prezydenckich na Ukrainie może okazać się głosowanie w domu - uważa posłanka Joanna Fabisiak (
Platforma Obywatelska), która obserwuje wybory w ramach misji Zgromadzenia Parlamentarnego Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE). - Stwarza to pole do nadużyć, gdyż obserwatorzy wyborów nie mają możliwości nadzorowania takiego sposobu głosowania - oświadczyła w niedzielę w telefonicznej rozmowie z PAP.
Zgodnie z decyzją Centralnej Komisji Wyborczej (CKW) w Kijowie, obywatele Ukrainy, którzy chcą głosować w domu, nie muszą przedstawiać w tym celu zaświadczenia lekarskiego. Tymczasem w nocy z soboty na niedzielę administracyjny sąd apelacyjny w Kijowie unieważnił tę decyzję i obecnie zaświadczenie od lekarza jest potrzebne. W takiej sytuacji nie wiadomo, które ustalenia członkowie lokalnych komisji wyborczych przyjmą za obowiązujące.
Fabisiak, która obserwuje wybory w podkijowskim miasteczku Boryspil, wyjaśniła, że przebywający tam obserwatorzy międzynarodowi mogą udać się wraz z komisją do głosujących w domu, jednak pod warunkiem, że pojadą tam własnym
samochodem.
- Członkowie komisji wyborczych mówią, że nie mają w swoich samochodach miejsca dla obserwatorów, więc obserwatorzy musieliby za nimi jeździć własnymi
samochodami, których po prostu nie mają - podkreśliła Fabisiak.
Polska posłanka relacjonowała, że w lokalu wyborczym, w którym pracuje, chęć głosowania w domu wyraziło ok. 20 osób.
O możliwości fałszerstw podczas głosowania w domu bez zaświadczenia lekarskiego uprzedzał blok kandydatki na prezydenta Julii Tymoszenko. Ona sama mówiła kilka dni temu, że większość członków CKW, która zgodziła się na głosowanie bez zaświadczenia, została przekupiona przez sztab jej największego rywala wyborczego, kandydata prorosyjskiej Partii Regionów Ukrainy Wiktora Janukowycza.