http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Ukraina wybiera

Mariusz Zawadzki, Kijów
2010-01-16, ostatnia aktualizacja 2010-08-10 17:41

Naklejanie plakatu wyborczego Julii Tymoszenko na jednej z ulic Kijowa. Zdjęcie z czwartku
Naklejanie plakatu wyborczego Julii Tymoszenko na jednej z ulic Kijowa. Zdjęcie z czwartku
Fot. Alexander Zemlianichenko AP

Przed niedzielnymi wyborami prezydenckimi w Kijowie panuje nerwowość polityków, którzy już straszą fałszerstwami, i apatia wyborców, którym w zasadzie bez różnicy, kto wygra

Wiktor Juszczenko
Fot. Myshko Markiv AP
Wiktor Juszczenko
Wiktor Janukowycz zapowiada koniec pomarańczowej władzy
Fot. Efrem Lukatsky AP
Wiktor Janukowycz zapowiada koniec pomarańczowej władzy
Przed fałszerstwami, które rzekomo są nieuniknione, najgłośniej przestrzega premier Julia Tymoszenko. Jest to o tyle zaskakujące, że jej rząd przecież te wybory organizuje.

Chodzi o dziwny przepis pozwalający Ukraińcom głosować w domu. Miał on być ułatwieniem dla osób chorych i starszych, ale nie wymaga zaświadczenia lekarskiego. Wystarczy o głosowaniu w domu poinformować komisję wyborczą. W niedzielę jej członek musi pojechać pod wskazany adres z urną i kartami do głosowania.

Premier Tymoszenko alarmuje, że w okręgu donieckim aż 20 proc. uprawnionych może głosować w domach. A stamtąd pochodzi jej główny konkurent w wyborach, szef opozycyjnej Partii Regionów Wiktor Janukowycz, któremu sondaże dają ok. 30 proc. poparcia w całym kraju.

Tymoszenko próbowała nawet zmusić parlament do zmiany prawa wyborczego jeszcze trzy dni przed wyborami, ale nic nie wskórała. Nerwowość pani premier wynika m.in. z tego, że jej udział w drugiej turze nie jest już taki pewny, jak się zdawało. Według jednego z sondaży dogonił ją milioner Serhij Tyhipko (oboje mieli po 14 proc.).

- To badanie było sprytnie zmanipulowane - mówi "Gazecie" politolog Wołodymyr Horbacz. - Przeprowadzono je tylko w miastach powyżej 100 tys. mieszkańców, dlatego trochę zawyża poparcie dla Tyhipki.

Jednak szybki wzrost popularności milionera jest faktem, który potwierdzały już inne sondaże. A znając jego ogromny majątek, konkurenci boją się, że może kupować głosy. Wyborcom głosującym w domach można za nie płacić bez obawy, że wezmą pieniądze, ale zagłosują na kogoś innego. Po prostu wystarczy wysłać do nich do mieszkania własnego "obserwatora", patrzeć im na ręce, a dopiero potem zapłacić.

Nerwy Tymoszenko wystawia też na próbę jej największy wróg, a kiedyś największy polityczny przyjaciel -prezydent Wiktor Juszczenko. W 2004 r. oboje stali na czele pomarańczowej rewolucji i wraz z setkami tysięcy Ukraińców protestujących na ulicach Kijowa wymusili powtórkę drugiej, sfałszowanej tury wyborów. Janukowycz stracił wtedy prezydenturę na rzecz Juszczenki.

Dziś Juszczenko z poparciem 4 proc. nie ma szans na reelekcję. Nie traci jednak żadnej okazji, by pogrążyć znienawidzoną konkurentkę.

- Wczasach gdy kierowała firmą pośredniczącą w sprzedaży rosyjskiego gazu na Ukrainę, przelała miliard dolarów do banku na Wyspach Salomona na Pacyfiku -w czwartek Juszczenko rzucił kolejne ciężkie oskarżenia pod adresem Tymoszenko, ale jak zwykle dowodów nie pokazał. - Jak mógł pan w takim razie dwukrotnie nominować tę złodziejkę na premiera? - przytomnie zapytał ktoś z sali. - Cóż, każdy popełnia błędy - odparł prezydent.

Programy kandydatów zupełnie zginęły wśród awantur i oskarżeń. Juszczenko grozi, że głos na Tymoszenko lub Janukowycza to oddanie kraju pod protektorat Rosji. Tymoszenko zapowiada wprowadzenie Ukrainy do UE i likwidację systemu oligarchicznego, którego sama, jak wytyka jej prezydent, w latach 90. była filarem. Janukowycz podtrzymuje wizerunek "swojego chłopa", który "wysłucha każdego". Tyhipko wiele mówi o walce z bezrobociem.

Ukraińska polityka jest na tyle nieprzewidywalna, że po drugiej turze wyborów 7 lutego może być czterech prezydentów samozwańców: zwycięzca, przegrany kandydat, który oprotestuje wybory jako sfałszowane, ustępujący Juszczenko, który uzna, że w obliczu sporu musi jeszcze zostać na urzędzie, oraz przewodniczący parlamentu Wołodymyr Łytwyn, który według konstytucji zastępuje prezydenta, kiedy ten nie jest zdolny sprawować władzy.

Podniecenia polityków i analityków piszących najdziwniejsze scenariusze nie podzielają wyborcy rozczarowani latami awantur i permanentne go kryzysu. Na ulicach Kijowa straszą opuszczone namioty, w których znajdują się punkty agitacji za kandydatami. Agitatorzy wynajęci przez sztaby marzną w nich nadaremno, bo nie podchodzi zupełnie nikt.

Wielu młodych ludzi, którzy przyjechali do Kijowa za pracą albo na studia, zapowiada, że głosować nie będzie. Musieliby jechać do rodzinnych domów, gdzie są zameldowani, i albo tam głosować, albo wziąć zaświadczenie. W takiej sytuacji w stolicy jest milion ludzi.

- Nie widzimy kandydata, który byłby wart tego, byśmy przez kilkadziesiąt godzin tłukły się pociągiem do domu do Ługańska i z powrotem -mówią mi dwie studentki zaczepione na Chreszczatyku, słynnym deptaku Kijowa.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 7 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    13 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':