http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Polska A i B. Ostatnie wagony pełne ludzi

Aleksandra Klich
2010-01-18, ostatnia aktualizacja 2010-01-15 18:23

Czy ekonomiści postradali zmysły, chcąc skazać na wykluczenie milionów ludzi i zamienić w puszcze teren na wschód od Wisły?


Fot. Agnieszka Sadowska /AG Bryczka z przepołowionego Fiata 125 służąca mieszkańcom wsi Inulec do transportu baniek z mlekiem
Fot. TOMASZ WASZCZUK/AGENCJA GAZETA
Bryczka z przepołowionego Fiata 125 służąca mieszkańcom wsi Inulec do...
"Cały kraj nie musi być równo rozwinięty",

"światem rządzą metropolie",

"lepiej dokładać bogatym niż biednym"

- te i podobne poglądy ekonomistów: Leszka Balcerowicza, Ryszarda Petru czy Grzegorza Gorzelaka działają na mieszkańców mniej rozwiniętych regionów niczym czerwona płachta na byka.

"Może Warszawa niech wreszcie komuś sprzeda Polskę B? Albo zamieni w step" - napisała do mnie znajoma z Lublina. Kąśliwie, czułam, że ma żal. Bo jest traktowana jak obywatelka gorszej kategorii, z Polski zacofanej i przaśnej. - Dlaczego traktuje się nas lekceważąco? Gardzi nami i naszymi potrzebami? Skoro w zachodniej Polsce mogą być autostrady, aquaparki i wielkie nowoczesne fabryki, dlaczego my ich nie mamy mieć? - pyta.

Jak miliony mieszkańców wschodniej Polski: Lubelskiego, Podkarpackiego, Podlaskiego, Świętokrzyskiego oraz Warmińsko-Mazurskiego.

Nie ma co stawiać fabryk w Polsce B

Nie łudźmy się: jedne regiony zastygają, inne się rozwijają. Wiedzą o tym Amerykanie, którzy chcąc ożywić umierające miasta, prowadzili do nich autostrady, wznosili w nich fabryki, kusili ludzi niższymi podatkami. Bezskutecznie. Podobnie rozczarowali się Niemcy efektami inwestycji w byłej NRD i Włosi - w południowej części kraju.

Anthony Giddens, brytyjski socjolog, badacz m.in. skutków globalizacji, ekspert Partii Pracy, gdy cztery lata temu przyjechał do Polski, przestrzegał, że już niedługo zmierzymy się z problemami, które dręczą świat: globalizacją, przemianami demograficznymi i ekonomicznymi. Nie pomoże zaklinanie rzeczywistości: społeczeństwo się starzeje, rolnictwo kurczy, ludzie migrują. Uboższe regiony się wyludniają, bogate metropolie - zaludniają. To dopiero początek procesu - przestrzegał Giddens.

Wymarzone przez mieszkańców wschodniej Polski inwestycje mogą przypominać unowocześnianie Iranu z "Szachinszacha" Ryszarda Kapuścińskiego. Wzbogacony na nafcie szach Reza Pahlavi postanowił kupić swemu państwu dobrobyt. Sprowadził więc z zagranicy gotowe fabryki, taśmy produkcyjne, hale. Jednak gdy towar przypłynął na statkach, okazało się, że nie ma portów, w których można by go wyładować. Potem gdy już było gdzie wyładować, nie było jak rozwieźć po kraju, bo nie było dróg. Gdy fabryki stanęły, nie było w nich komu pracować, bo Iran nie miał wykształconych pracowników. Sprowadzono więc fachowców z zagranicy Widząc całe to budowanie dobrobytu na opak i topienie petrodolarów w błocie, Irańczycy szybko znienawidzili i fabryki, i obcych specjalistów, i Zachód, i reformy.

Państwo musi wybierać.

Czy bardziej opłaci się stworzyć fabrykę pod Wrocławiem, czy pod wschodnią granicą?

Niestety, pod Wrocławiem.

Bo tam znajdzie się inwestor, wykształceni pracownicy, będzie zbyt towarów i inwestycja szybko się zwróci. Na wschodzie będą z tym wszystkim kłopoty, a fabryka może po kilku latach splajtować.

I o tym mówią ekonomiści, przekonując, że "nie ma sensu dążyć do tego, by na siłę w każdym miejscu w kraju tworzyć miejsca pracy, bo nie wszędzie dadzą się one produktywnie stworzyć i utrzymać" (Balcerowicz), "światem rządzą metropolie" (Gorzelak), a "wydawanie pieniędzy na tworzenie miejsc pracy w Polsce B jest najgorszym możliwym wariantem. Gospodarka rozwija się w dużych miastach, i to je musimy wspierać" (Petru). Tylko tak Polska stanie się bogatsza i tylko tak zarobi na wspomaganie uboższych regionów. Lokomotywa pociągnie ostatnie wagoniki.

Ale co z ludźmi w tych ostatnich wagonach?

Nie tylko lokomotywy

Czy w imię sukcesu całego kraju możemy zostawiać ludzi z odległych od metropolii, zapyziałych wiosek samym sobie?

Giddens proponuje: skończył się czas biernego państwa opiekuńczego, które zapewniało biednym zasiłki, a emerytom renty. Zaczął się czas państwa aktywnego, które będzie "inwestować w społeczeństwo, czyli w edukację i dzieci".

Dlaczego? Bo praca w usługach i przemyśle wykorzystującym nowe technologie wypiera dawną gospodarkę. Koniec z fabrykami śrubek, kopalniami, hutami. Nowe zawody wymagają wykształcenia, więc wzrasta popyt na wiedzę. Państwo będzie więc musiało zreformować system społeczny, tak by mniej wydawać na zasiłki i emerytury, a znacznie więcej na edukację i wychowanie dzieci - przekonuje Giddens. Po to, by następne pokolenia zdobyły nie tylko wiedzę, ale także nauczyły się sprawnie poruszać w świecie wymagającym elastyczności i umiejętności przystosowania się do zmieniających się warunków.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 104 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    86 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':