"Cały kraj nie musi być równo rozwinięty",
"światem rządzą metropolie",
"lepiej dokładać bogatym niż biednym"
- te i podobne poglądy ekonomistów: Leszka Balcerowicza, Ryszarda Petru czy Grzegorza Gorzelaka działają na mieszkańców mniej rozwiniętych regionów niczym czerwona płachta na byka.
"Może Warszawa niech wreszcie komuś sprzeda Polskę B? Albo zamieni w step" - napisała do mnie znajoma z Lublina. Kąśliwie, czułam, że ma żal. Bo jest traktowana jak obywatelka gorszej kategorii, z Polski zacofanej i przaśnej. - Dlaczego traktuje się nas lekceważąco? Gardzi nami i naszymi potrzebami? Skoro w zachodniej Polsce mogą być autostrady, aquaparki i wielkie nowoczesne fabryki, dlaczego my ich nie mamy mieć? - pyta.
Jak miliony mieszkańców wschodniej Polski: Lubelskiego, Podkarpackiego, Podlaskiego, Świętokrzyskiego oraz Warmińsko-Mazurskiego.
Nie ma co stawiać fabryk w Polsce B
Nie łudźmy się: jedne regiony zastygają, inne się rozwijają. Wiedzą o tym Amerykanie, którzy chcąc ożywić umierające miasta, prowadzili do nich autostrady, wznosili w nich fabryki, kusili ludzi niższymi podatkami. Bezskutecznie. Podobnie rozczarowali się Niemcy efektami inwestycji w byłej NRD i Włosi - w południowej części kraju.
Anthony Giddens, brytyjski socjolog, badacz m.in. skutków globalizacji, ekspert Partii Pracy, gdy cztery lata temu przyjechał do Polski, przestrzegał, że już niedługo zmierzymy się z problemami, które dręczą świat: globalizacją, przemianami demograficznymi i ekonomicznymi. Nie pomoże zaklinanie rzeczywistości: społeczeństwo się starzeje, rolnictwo kurczy, ludzie migrują. Uboższe regiony się wyludniają, bogate metropolie - zaludniają. To dopiero początek procesu - przestrzegał Giddens.
Wymarzone przez mieszkańców wschodniej Polski inwestycje mogą przypominać unowocześnianie Iranu z "Szachinszacha" Ryszarda Kapuścińskiego. Wzbogacony na nafcie szach Reza Pahlavi postanowił kupić swemu państwu dobrobyt. Sprowadził więc z zagranicy gotowe fabryki, taśmy produkcyjne, hale. Jednak gdy towar przypłynął na statkach, okazało się, że nie ma portów, w których można by go wyładować. Potem gdy już było gdzie wyładować, nie było jak rozwieźć po kraju, bo nie było dróg. Gdy fabryki stanęły, nie było w nich komu pracować, bo Iran nie miał wykształconych pracowników. Sprowadzono więc fachowców z zagranicy Widząc całe to budowanie dobrobytu na opak i topienie petrodolarów w błocie, Irańczycy szybko znienawidzili i fabryki, i obcych specjalistów, i Zachód, i reformy.
Państwo musi wybierać.
Czy bardziej opłaci się stworzyć fabrykę pod Wrocławiem, czy pod wschodnią granicą?
Niestety, pod Wrocławiem.
Bo tam znajdzie się inwestor, wykształceni pracownicy, będzie zbyt towarów i inwestycja szybko się zwróci. Na wschodzie będą z tym wszystkim kłopoty, a fabryka może po kilku latach splajtować.
I o tym mówią ekonomiści, przekonując, że "nie ma sensu dążyć do tego, by na siłę w każdym miejscu w kraju tworzyć miejsca pracy, bo nie wszędzie dadzą się one produktywnie stworzyć i utrzymać" (Balcerowicz), "światem rządzą metropolie" (Gorzelak), a "wydawanie pieniędzy na tworzenie miejsc pracy w Polsce B jest najgorszym możliwym wariantem. Gospodarka rozwija się w dużych miastach, i to je musimy wspierać" (Petru). Tylko tak Polska stanie się bogatsza i tylko tak zarobi na wspomaganie uboższych regionów. Lokomotywa pociągnie ostatnie wagoniki.
Ale co z ludźmi w tych ostatnich wagonach?
Nie tylko lokomotywy
Czy w imię sukcesu całego kraju możemy zostawiać ludzi z odległych od metropolii, zapyziałych wiosek samym sobie?
Giddens proponuje: skończył się czas biernego państwa opiekuńczego, które zapewniało biednym zasiłki, a emerytom renty. Zaczął się czas państwa aktywnego, które będzie "inwestować w społeczeństwo, czyli w edukację i dzieci".
Dlaczego? Bo praca w usługach i przemyśle wykorzystującym nowe technologie wypiera dawną gospodarkę. Koniec z fabrykami śrubek, kopalniami, hutami. Nowe zawody wymagają wykształcenia, więc wzrasta popyt na wiedzę. Państwo będzie więc musiało zreformować system społeczny, tak by mniej wydawać na zasiłki i emerytury, a znacznie więcej na edukację i wychowanie dzieci - przekonuje Giddens. Po to, by następne pokolenia zdobyły nie tylko wiedzę, ale także nauczyły się sprawnie poruszać w świecie wymagającym elastyczności i umiejętności przystosowania się do zmieniających się warunków.
Źródło: Gazeta Wyborcza