Ona ma wszystkiego w nadmiarze: urody, energii, elegancji, żakietów i torebek, pracowitości, bezczelności, temperamentu. Kiedyś podczas debaty parlamentarnej oskarżono ją, że perły, które nosi na szyi, są warte tyle, ile przeciętna rodzina zarabia przez kilka lat. Julka (tak Ukraińcy powszechnie nazywają premier Julię Tymoszenko) zerwała naszyjnik i cisnęła nim o ziemię, wykrzykując: "Nie ma tu ani jednej prawdziwej perły!".
On jest jej przeciwieństwem. Chyba najbardziej interesujące w Wiktorze Janukowyczu jest to, jak taki mało interesujący człowiek zrobił tak oszałamiającą karierę. Już dwa razy był premierem, a dzień przed wyborami prezydenta to właśnie ten nudziarz sprawiający wrażenie przyciężkiego nie tylko fizycznie, ale i umysłowo, jest znacznie bliżej zwycięstwa.
Tymczasem ona czuje na karku oddech konkurencji. Na finiszu kampanii dogania ją w sondażach milioner Siergiej Tihipko, który w grudniowym numerze ukraińskiej edycji "Men's Health" zaprezentował nagi, pieczołowicie wyrzeźbiony na siłowni tors. Jeśli sondaże są prawdziwe, co na Ukrainie nie jest oczywiste, to Julka nie może być nawet pewna udziału w II turze.
Julka i Janukowycz mają jednak coś wspólnego. Oboje są kojarzeni z dwoma potężnymi klanami, które od połowy lat 90. walczą o władzę na Ukrainie. Ludzie uważają, że nie ma większego znaczenia, który wygra wybory, bo obydwa równie skutecznie i bezwstydnie ich okradają.
Trudna młodość Kiedy Julka idzie do podstawówki w Dniepropietrowsku, dziesięć lat starszy Janukowycz, uczeń technikum w Jenakijewie w obwodzie donieckim, odsiaduje już pierwszy wyrok: trzy lata za grabież z użyciem przemocy. Wychodzi po siedmiu miesiącach - za dobre sprawowanie.
Wróci do więzienia trzy lata później - tym razem za "spowodowanie średnio poważnych obrażeń cielesnych" dostaje dwa lata. O co dokładnie chodziło, nie wiadomo, bo w 1978 roku sąd wymazał wyrok i zniszczył akta. Wiele lat później, kiedy Janukowycz był już na świeczniku, prokuratura ogłosiła, że zatarcie wyroku było bezprawne, i nawet wszczęła śledztwo, ale potem umorzyła je z powodu przedawnienia.
Przyjaciele Janukowycza twierdzą, że drugi wyrok dostał niesprawiedliwie, broniąc jakiejś dziewczyny przed pijakami. Jego wrogowie utrzymują z kolei, że "jakaś dziewczyna" istotnie była, ale trzeba jej było bronić przed Janukowyczem.
Sam Janukowycz nie lubi wspominać grzechów młodości. Chętnie opowiada za to o ciężkim dzieciństwie, kiedy osierocony przez matkę w wieku trzech lat musiał żyć z babką w skrajnej nędzy, biegając po ulicach boso i na głodniaka.
W 1979 roku Janukowycz wstępuje do Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego, a 19-letnia Julka odbiera telefon, który zaważy na całym jej życiu. Jakiś chłopak wybrał zły numer, ale zaczynają rozmawiać i umawiają się na randkę. Sasza jest o rok młodszy od Julki, ale ma ogromną zaletę, szczególnie w oczach ambitnej i biednej studentki pierwszego roku ekonomii: pochodzi z wpływowej rodziny.
Rok później dla obojga dzisiejszych kandydatów na prezydenta kończy się beztroska młodość. Julka zachodzi w ciążę i bierze ślub z Saszą Tymoszenko. Dostają przyzwoite mieszkanie, 32 metry przy Karola Marksa w centrum Dniepropietrowska. Po studiach ona pracuje w fabryce maszyn imienia Włodzimierza Lenina.
Tymczasem Janukowycz kończy korespondencyjny kurs na politechnice w Doniecku, zdobywając tytuł inżyniera mechanika, i zostaje kierownikiem przedsiębiorstwa transportowego w Jenakijewie. Rozpoczyna mozolną wspinaczkę po szczeblach kariery - przez następne kilkanaście lat będzie kierownikiem w coraz to większych przedsiębiorstwach Donbasu.
Po wielkie pieniądze Pod koniec lat 80. na Ukrainę dociera z Zachodu nowa moda: ludzie odejmują sobie od ust, żeby za miesięczne pensje kupować koreańskie magnetowidy. Sasza i Julka pożyczają od rodziców 5000 rubli i otwierają wypożyczalnię kaset. Po roku mają już sieć wypożyczalni i takie dochody, że mogą pomyśleć o poważniejszym biznesie.
Przejmują kontrolę nad Korporacją Ukraińska Benzyna (KUB), która kołchozom i zakładom w rejonie Dniepropietrowska dostarcza paliwo i gaz sprowadzane z Rosji. Coraz więcej państwowych firm jest klientami KUB. Dzięki nowemu znajomemu Julki, gubernatorowi Dniepropietrowska Pawło Łazarence. Pod jego życzliwym protektoratem KUB rozwija się w niesłychanym tempie. W 1995 roku zmienia nazwę na Zjednoczone Systemy Energetyczne Ukrainy. Wtedy jest już potężnym zrzeszeniem 20 firm, ale dalej rośnie - razem ze wzrostem pozycji protektora. Prezydent Ukrainy Leonid Kuczma ma słabość do Łazarenki i mianuje go najpierw ministrem, a potem premierem.
Zjednoczone Systemy Energetyczne Ukrainy stają się największym dostawcą rosyjskiego gazu na Ukrainie. Roczne obroty firmy przekraczają 10 mld dol. Jej prezesem jest Julka, którą media mianują "gazową księżniczką". Początkowo jest nieco oszołomiona sukcesem. W jednym z wywiadów przyznaje, że "pieniędzy mamy tyle, że nie wiemy, co z nimi robić, a czasem już nawet nie umiemy ich policzyć". Potem już nigdy na taką chwilę słabości sobie nie pozwoli.
W mediach pojawiają się oskarżenia, że Zjednoczone Systemy Energetyczne Ukrainy uzyskują kontrakty dzięki ogromnym łapówkom dla Łazarenki i innych urzędników, że sprzedają na lewo ogromne ilości gazu, unikając podatków. Eksperci narzekają, że cały stworzony w latach 90. system sprowadzania gazu z Rosji przez wianuszek pośredników służy głównie wzbogacaniu gazowych książąt, księżniczek i urzędników.
Najbardziej narzekają konkurenci z klanu donieckiego, czyli nieformalnej spółki stworzonej w Donbasie przez tamtejszych urzędników i czołowych biznesmenów. W jej zawiązaniu dopomógł Janukowycz. W latach 90. zarządzał już transportem w całym obwodzie donieckim i miał przyjazne stosunki zarówno z jednymi, jak i z drugimi. Biznesmeni, którzy zaczynali od handlu walutą lub sprzedaży węgla na lewo, inwestowali w upadające kopalnie i zakłady przemysłu ciężkiego. A urzędnicy pilnowali, żeby ceny prywatyzowanych przedsiębiorstw nie były zbyt wyśrubowane.
Biznesmeni z Donbasu słynęli z mało biznesowych metod rozwiązywania sporów. W 1995 roku na meczu piłkarskim w Doniecku bomba podłożona na trybunie honorowej zabiła jednego z ojców klanu donieckiego Aleksandra Bragina. Rok później nieznani sprawcy zastrzelili gubernatora obwodu donieckiego Jewhena Szczerbana, kiedy wychodził z samolotu. Zabitych zastąpili Rinat Achmetow, dziś najbogatszy człowiek na Ukrainie, i nowy gubernator obwodu
Wiktor Janukowycz.
W 1996 roku, po nieudanym zamachu bombowym na premiera Łazarenkę, znawcy ukraińskiego biznesu wyjaśniali, że to klan doniecki w charakterystycznym dla siebie stylu domaga się większych udziałów w rynku gazowym. Prezydent Kuczma zaczyna się z nim coraz bardziej liczyć, a wpływy klanu dniepropietrowskiego słabną.