http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Awantura o bułgarską kandydatkę do KE Jelenę Żelewą

Tomasz Bielecki, Bruksela
2010-01-16, ostatnia aktualizacja 2010-01-15 17:00

Awantura o Jelenę Żelewą, która kandyduje do Komisji Europejskiej z ramienia Bułgarii, zagraża terminowemu zatwierdzeniu nowego "rządu" UE. - Głowa Bułgarki musi spaść! - apeluje coraz więcej europosłów.

Jelena Żelewa podczas przesłuchań w europarlamencie
Fot. YVES HERMAN REUTERS
Jelena Żelewa podczas przesłuchań w europarlamencie
Obecna szefowa bułgarskiej dyplomacji jest desygnowanym komisarzem UE ds. humanitarnych, katastrof oraz współpracy międzynarodowej. Choć trudno sobie wyobrazić unijny resort o skromniejszych kompetencjach, to Bułgarka i tak spisała się bardzo kiepsko podczas wtorkowych przesłuchań w Parlamencie Europejskim.

Co gorsza, Żelewa nie potrafi - bądź nie chce - przekonująco wytłumaczyć się z zarzutów braku przejrzystości finansowej. Kiedy była europosłanką oraz szefową MSZ, nie przyznawała się do udziałów w firmie konsultingowej w wymaganych prawem deklaracjach.

Żelewa wyjaśnia, że ta niedziałająca od kilku lat firma nie była nic warta, więc błąd w jej deklaracjach majątkowych był niewielki. Sęk w tym, że bułgarskie media wciąż dostarczają nowych zarzutów, których nikt w Brukseli nie potrafi zweryfikować. - Europosłowie szkalują niewinną kobietę. Skandal! - grzmiał przedwczoraj bułgarski premier Bojko Borysow.

Pomimo gniewnych pomruków Borysowa szef europarlamentu Jerzy Buzek skierował wczoraj do przewodniczącego KE Jose Manuela Barrosa list, w którym pyta, czy ten wciąż wierzy w poprawność deklaracji majątkowych Żelewej (składała je też jako kandydatka do KE) oraz w jej przydatność w nowej Komisji. - Premier Borysow, były ochroniarz komunistycznego dyktatora [Todora Żiwkowa], nie powinien besztać europarlamentu. Nie pozwolimy, by wprowadzał w Brukseli zwyczaje swego rządu. Mamy prawo sprawdzać Żelewą! - grzmiał szef frakcji centrolewicy Martin Schulz.

Awantura o Żelewą wzmacnia w Brukseli stereotypową opinię, że przyjęcie przeżartej korupcją Bułgarii do UE miało być przedwczesne, oraz daje oręż do ręki przeciwnikom szybkiego rozszerzenia UE o Chorwację i inne kraje Bałkanów.

Europarlamentarny klub chadeków, którzy popierają Żelewą, próbuje temperować inkwizytorskie zapędy centrolewicy i w kuluarach straszy, że w odwecie utrąci lewicową kandydaturę Słowaka Marosza Szefczowicza. Chadecy wyciągają Słowakowi stary cytat mający dowodzić jego wrogości wobec Romów, ale aż cztery romskie organizacje ze Słowacji poświadczyły wczoraj publicznie, że Szefczowicz "zawsze wspierał ich sprawę".

Wedle pierwotnych planów europosłowie powinni głosować na zatwierdzeniem całego składu nowej Komisji Europejskiej już 26 stycznia, ale coraz bardziej zanosi się na to, że z powodu Żelewej (i jej ewntualnej wymiany np. na bułgarskiego ministra obrony Nikołaja Mładenowa) głosowanie może odsunąć się o co najmniej pół miesiąca.

Znów opóźni się zatem start unijnych instytucji, które - gdyby nie silne opóźnienie traktatu lizbońskiego z powodu czeskiego prezydenta Vaclava Klausa - powinny ruszyć pełną parą już wczesną jesienią 2008 r.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':