http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Teksty

A A A

Kataryna kontra "Dziennik"

Bogdan Wróblewski
2010-01-14, ostatnia aktualizacja 2010-01-14 12:33

Spór o prawo do anonimowości blogerów przeniósł się dziś z internetu na salę sądową. Przed Sądem Okręgowym w Warszawie zaczął się proces Katarzyny Sadło, czyli Kataryny, znanej blogerki i komentatorki politycznej, z Axel Springer Polska, wydawcą "Dziennika" i redaktorami naczelnymi tej gazety

Przez kilka lat aż do 25 maja 2009 r. tożsamość Kataryny była przedmiotem dociekań i spekulacji internautów, dziennikarzy i polityków. Tego dnia "Dziennik" ogłosił: "Wiemy kim jest Kataryna". W tekście były informacje, które - po prostym użyciu wyszukiwarki Google nie pozostawiały wątpliwości: Kataryna to Katarzyna Sadło, Sadło to Kataryna.

Publikacja wywołała gorącą dyskusję: czy bloger ma prawo do anonimowości? Czy blogosfera to rynsztok? Co z odpowiedzialnością w sieci za słowo? Na czym ma polegać tzw obywatelskie dziennikarstwo?

W precedensowym pozwie Kataryna dowodzi, że naruszone zostało jej prawo do prywatności. Jej krzywda, którą musi wykazać w procesie, polega na tym, że jej osobista decyzja o pozostaniu w ukryciu została zlekceważona, zdeptana.

Igor Janke, współwłaściciel Salonu 24 gdzie Kataryna pisała bloga, zeznawał dziś jako świadek. - Jest przykładem wybitnego dziennikarstwa obywatelskiego. Wszyscy wiedzieli że chroni swoją tożsamość. Obawiała się, że ujawnienie może jej szkodzić w pracy i w środowisku, bo głosiła niepopularne poglądy. Znałem jej mail, numer telefonu ale nie wiedziałem kim jest - mówił.

Kataryna w pozwie pisze też, że "Dziennik" naruszył inne jej dobra osobiste podając nieprawdę jakoby współpracowała z TVP w czasach prezesa Roberta Kwiatkowskiego.

Axel Springer żąda oddalenia pozwu - przekonuje, że publikacja powstała w interesie społecznym. Było nim ujawnienie jej danych, bo ktoś kto się w sieci kryje pod pseudonimem "potencjalnie unika odpowiedzialności za słowo".

Katarzyna Sadło do sądu nie przyszła. - Nie chce żyć w tym świecie - wyjaśnił mecenas Maciej Ślusarek, wskazując na kłębiących się pod salą sądową znanych z nazwiska dziennikarzy.



Nawet w pozwie Sadło pokazała swój polityczny temperament. Oprócz przeprosin na łamach "Gazety", "Rzeczpospolitej" i "Salonu 24" oraz 20 tysięcy zł. zadośćuczynienia dla siebie, domaga się 20 tys. zł dla Stowarzyszenia na rzecz Zmiany Systemu Wyborczego "Jednomandatowe Okręgi Wyborcze".

Sędzia Jacek Tyszka wezwał obie strony do ugody. Jeśli pozostaną przy swoich zdaniach, proces wróci na wokandę w marcu. Sporo wskazuje jednak, że mogą się dogadać. Mecenas Ślusarek pytany o ugodę odparł: - Znając ugodowy charakter mojej klientki, nie wykluczamy jej. Również reprezentujący Axel Springer "widzi taką możliwość".

Źródło: Gazeta Wyborcza

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

3.6

19 głosów

Jarosław Kaczyński zaprzecza słowom brata

W 2008 r. Lech Kaczyński mówił: "Bez Geremka i ekspertów nie udałoby się wywalczyć w Sierpniu 1980 r. wolnych związków zawodowych"