http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Ziemia obiecana, pół miliarda niepewne, kultura niska

Jakub Wiewiórski, Łódź
2010-01-14, ostatnia aktualizacja 2010-01-14 10:16

Radni podczas debaty
Radni podczas debaty
Fot. Małgorzata Kujawka / Agencja Gazeta

- Strajk! - krzyczy Marek Żydowicz, szef festiwalu filmowego Plus Camerimage, a z głośników ryczy muzyka. Chwilę później w sali obrad Rady Miasta w Łodzi nie ma już samorządowców. Są karimaty i śpiwory

6 stycznia. Sesja rady miejskiej w Łodzi zamienia się w wiec. Ścierają się interesy władzy, opozycji, ludzi kultury i biznesu. Szef prestiżowego festiwalu filmowego chce wymusić szybką decyzję o wielomilionowej dotacji okupacją rządu
Fot. Małgorzata Kujawka / Agencja Gazeta
6 stycznia. Sesja rady miejskiej w Łodzi zamienia się w wiec. Ścierają się...
Ta historia ma początek w styczniu 2006 r. Reżyser David Lynch, biznesmen Andrzej Walczak i szef festiwalu Camerimage Marek Żydowicz powołują Fundację Sztuk Świata. Chcą zrewitalizować zabytkową elektrociepłownię EC1 w centrum Łodzi, tuż przy Dworcu Fabrycznym - jednym z dwóch głównych dworców kolejowych, na który przyjeżdżają pociągi z Warszawy.

Lynch jest zakochany w Łodzi i w jej pofabrycznej architekturze. A najbardziej w stuletniej EC1. - Ta elektrownia jest jak sen - zachwyca się.

Walczak i Żydowicz też się zachwycają. Wspólnymi planami.

- Chcemy te kilka tysięcy metrów zaangażować do przedstawiania sztuki - zapowiada Walczak.

- Zbudujemy też centrum festiwalowo-konferencyjne z salą na 2-3 tys. miejsc i kilkoma mniejszymi. Ono przyda się nie tylko festiwalowi Camerimage, ale też innym imprezom w mieście - mówi Żydowicz, który przeniósł imprezę do Łodzi po konflikcie z władzami Torunia.

W maju 2006 r. fundacja za symboliczną kwotę dostaje od miasta elektrownię. O pomyśle na "nowe centrum Łodzi" (przebudowie ma ulec cała okolica) jest głośno w całej Polsce. Radni decydują się wydać przez cztery lata 95 mln zł. A plany nabierają rozmachu. - Za sześć lat podróżni mają wsiadać i wysiadać na podziemnym dworcu kolejowo-autobusowym - zapowiada wiceprezydent Włodzimierz Tomaszewski. Mówi się o kolejach wielkich prędkości. Podróż do Warszawy ma trwać mniej niż godzinę.

Na początku 2008 r. do Łodzi przyjeżdża z Los Angeles Frank Gehry. To jeden z najwybitniejszych współczesnych architektów. Ze wszystkich jego projektów najwięcej mówi się o Muzeum Guggenheima w Bilbao. Władzom Łodzi marzy się "efekt Bilbao" - dzięki najazdowi turystów baskijskie miasto podźwignęło się z upadku.

Gehry spędza w Łodzi tylko kilka godzin. Ogląda elektrownię, obok której ma stanąć centrum festiwalowe, ale za wykonanie koncepcji architektonicznej oczekuje miliona dolarów. Takich pieniędzy Żydowicz nie ma w ogóle, a Walczak przy sobie. Gehry prosi więc, żeby odwieźć go na samolot. "Moja matka się tu urodziła, wyjechała w 1913 r., gdyby tu została, ja bym nie istniał" - napisze jeszcze na szybie w jednej z łódzkich galerii.

Kilka dni temu Gehry przypomni ten pobyt w liście do Żydowicza. "Wtedy wam odmówiłem, ponieważ nie podobał mi się Twój partner biznesowy, który nie miał w sercu właściwego nastawienia do projektu".

- Chodzi o Andrzeja Walczaka - podkreśla Żydowicz. Bo dziś on i Walczak są w ostrym konflikcie.

Andrzej Walczak to jeden z najbogatszych Polaków, współwłaściciel Grupy Atlas. Po rozstaniu się z Żydowiczem buduje - także w nowym centrum Łodzi - Specjalną Strefę Sztuki, gdzie ma być prezentowana sztuka nowoczesna. Jego projekt ma duże szanse na pieniądze z UE.

Powrót Gehry'ego

Gehry jednak wraca do Łodzi w grudniu 2009 r. Przyjeżdża na festiwal Plus Camerimage, by pokazać koncepcję architektoniczną Camerimage Łódź Center. Budynek z zewnątrz wygląda jak wielki ekran projekcyjny, nad którym górują cztery wieże. Architekt pojawia się w Łodzi, bo w maju 2009 r. łódzcy radni postanawiają, że Centrum Festiwalowo-Kongresowe należy wybudować właśnie według jego koncepcji.

Samorządowcy wydają 5 mln zł na utworzenie spółki, która ma wybudować Centrum, a później nim zarządzać. Mają mniejszościowe udziały, większość kontrolują dwie fundacje związane z Markiem Żydowiczem - Tumult i Sztuki Świata. Sam Żydowicz zostaje prezesem. I zapewnia radnych, że będzie organizował Plus Camerimage przez minimum 19 lat. O ile budowa centrum zacznie się w ciągu trzech.

Miesiąc później pierwszy zgrzyt. Wiceprezydent Łodzi Włodzimierz Tomaszewski z dnia na dzień apeluje do radnych, żeby dołożyli do spółki 3 mln zł. - Nie można nas stawiać pod ścianą. Albo dajemy od razu to, czego się od nas żąda, albo jesteśmy przeciwnikami Camerimage - mówią radni z opozycji (mają większość). I odmawiają.

Apogeum konflikt osiąga już po festiwalu Plus Camerimage. Na sesji 16 grudnia radni zajmują się projektem Centrum, ale myślą głównie o tym, że za miesiąc będzie referendum w sprawie odwołania prezydenta miasta Jerzego Kropiwnickiego. Uchwała jest jednak konieczna, by móc wydać z budżetu miasta 40 mln zł na projekt Gehry'ego. Cały budynek ma kosztować 500 mln zł. Szacunkowo, bo dokładne koszty nie są znane. Pojawiają się głosy, że kwota jest wzięta z sufitu. Żydowicz temu zaprzecza.

Opozycyjna wobec Kropiwnickiego PO (wspierana przez Lewicę) nie przegłosować projektu przed referendum. Pyta: "Po co ten pośpiech?". - Mamy czas do końca stycznia, żeby złożyć do ministra kultury wniosek o unijne pieniądze - mówi Żydowicz. Opozycji to nie przekonuje. - Jest wspaniały pomysł, ale może nie mamy pieniędzy - odpowiadają radni PO i Lewicy. I odkładają decyzję na później.

- Skoro tak, to składam rezygnację z szefowania Camerimage Łódź Center - zdenerwowany Marek Żydowicz wychodzi z sesji. - Jeśli państwo zmienicie zdanie, proszę do mnie zadzwonić. Żegnam.

Radni nie dzwonią. Ale prezydent Kropiwnicki żąda zwołania specjalnej sesji 30 grudnia.

Przychodzi spory tłum zwolenników koncepcji Żydowicza. Na debatę o Centrum jednak poczekają. Wcześniej zobaczą film, na którym pijany człowiek ordynarnie obraża prezydenta Kropiwnickiego. Usłyszą, że radni kolejno "pytają o koszt referendum", "wierzą w mądrość łodzian", "ujawniają, że podpisującym się pod wnioskiem o referendum oferowano papierosy i piwo", "dyskutują, kto robi cyrk z obrad". Usłyszą też, że jeden z radnych "nie ma pytań, ale zada pytanie", jak drugi zapyta trzeciego, dlaczego ten go nie lubi, "choć kończyli to samo liceum, studia i kibicują jednemu klubowi", w odpowiedzi na co trzeci drugiego zaprosi na piwo. Zobaczą, jak radni pasjonują się czapką, którą założy wiceprzewodniczący rady.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 7 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':