W środę prokurator w asyście funkcjonariuszy CBA przyszedł do domu lidera SD z dwoma dokumentami: nakazem przeszukania i wydania rzeczy oraz wezwaniem na przesłuchanie w charakterze podejrzanego. Zastępca prokuratora okręgowego w Warszawie Katarzyna Bosiakowska tłumaczyła "Gazecie": - Zamykamy kolejny wątek sprawy.
Prok. Bosiakowska odmawiała jednak podania szczegółów. Na wizytę CBA i prokuratura Piskorski zareagował od razu. W środę w
TVN 24, wczoraj w Sejmie mówił o "najściu CBA". Uznał to za "przejaw politycznie sterowanej kampanii". Wprost atakował PO twierdząc, że "politykom obozu rządzącego chodzi o to, by mogli powiedzieć o liderze partii politycznej, która będzie aktywna w wyborach prezydenckich, samorządowych i parlamentarnych: to jest gość z zarzutami".
- To nie jest zlecenie polityczne - odpowiedział w czwartek rano w Radiu Zet prokurator krajowy Edward Zalewski. To Zalewski ujawnił, że Piskorski dostanie zarzut w prokuraturze. Nie powiedział jaki. My wiemy: chodzi o posłużenie się sfałszowaną umową z warszawskim antykwariuszem Zygmuntem M. na sprzedaż
antyków m.in. obrazów, kandelabrów, żyrandoli, waz. Za takie przestępstwo grozi od trzech miesięcy do pięciu lat więzienia.
Drugie życie umowy na 900 tys. zł Według naszych źródeł, umowa z 1997 r. dokumentowała dochód Piskorskiego w wysokości ponad 900 tys. zł. Od lat źródła dochodów Piskorskiego są w prokuraturze prześwietlane. Polityk nie raz publicznie opowiadał, że fortuny dorobił się w młodości na giełdzie, ale też kupując od przygodnych handlarzy okazyjnie białe kruki. Z zyskiem je odsprzedawał.
W zdobyciu fortuny pomogła też ruletka. Np. w 1996 r. w Urzędzie Skarbowym Warszawa-Śródmieście Piskorski posłużył się zaświadczeniem o wygraniu w kasynie w 1992 r. 4 mld 950 mln starych złotych (dzisiaj 500 tys. zł). Zaświadczenie nie było autentyczne, bo według szefa kasyna Piskorski musiałby wygrać 138 razy z rzędu. Taka wygrana nie została odnotowana, a pieczątka na dokumencie była fałszywa. Ale ponieważ prokuratura dostała to zaświadczenie dopiero w 2006 r., sprawa się przedawniła. Została umorzona.
Przedawniły się - dowiedziała się wczoraj "Gazeta" - także kolejne dwa zarzuty grożące Piskorskiemu w związku z umową z antykwariuszem z 1997 r.
Przypomnijmy, że nie ma jej oryginału, są kopie. - Ponieważ pan Piskorski zapewniał w mediach, że oryginał posiada, prokurator poprosił go w środę o jego wydanie, ale nic nie otrzymał - słyszymy w prokuraturze.
Podpis sfałszowany Prokuratura ma za to dwie opinie biegłych grafologów. Z pierwszej wynika tyle, że podpis antykwariusza Zygmunta M. na umowie został sfałszowany, ale nie wiadomo przez kogo. Trudność w śledztwie polegała m.in. na tym, że antykwariusz nie żyje. Próbki pisma pobierano także od jego syna, ale biegły wykluczył, by któryś z nich dopuścił się fałszerstwa. Druga opinia grafologa - prokuratura dostała ją w grudniu - wskazuje, że podpis mógł być zrobiony ręką Piskorskiego.
Prokurator chciał politykowi postawić dwa zarzuty: fałszerstwa i posłużenia się fałszywym dokumentem w Urzędzie Skarbowym Mokotów. Ale znów nie mógł tego zrobić z powodu 10-letniego terminu przedawnienia. - Decyzja o umorzeniu zapadła parę dni temu - mówi nasze źródło.
Skarbówka zawiodła Skąd więc zarzut? Umowa dołączona była do
PIT-u, który Piskorski złożył w urzędzie skarbowym na Woli w 2001 r. Wtedy skarbówka miał go skontrolować. Przypomnijmy jak kontrola się skończyła: w listopadzie 2009 r. zarzutami dla zastępcy naczelnika US i jednego z urzędników. Urzędnicy wystawili bowiem fałszywy dokument - "kwalifikacja negatywna" i na tej podstawie nie wszczęli postępowania kontrolnego.
Piskorski twierdzi dziś, że ma ręku wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w sporze ze skarbówką, który nie kwestionuje umowy z antykwariuszem.
Zarzut dostanie pod koniec stycznia Zarzut dla Pawła Piskorskiego za posługiwanie się sfałszowanym dokumentem przedawni się w 2011 r. Prokurator chciał go przedstawić dziś, ale ten termin - według naszych źródeł - nie odpowiadał adwokatowi polityka. Piskorski zapowiedział, że jego przesłuchanie "będzie możliwe pod koniec stycznia".
I według naszych źródeł to koniec zainteresowania prokuratorów Piskorskim, został rozliczony.