Wczoraj napisaliśmy, że od początku stycznia w ramach programu wykrywania raka nie można badać kobiet z "dolegliwościami w obrębie piersi". Taki zapis wprowadził szef
NFZ w swoim zarządzeniu. I zapowiedział, że jeśli kobieta w ankiecie przed badaniem przyzna się do "dolegliwości", szpital nie dostanie pieniędzy za mammografię. - Absurd! - mówili "Gazecie" lekarze. - 80 proc. kobiet ma dolegliwości fizjologiczne w obrębie piersi wynikające np. ze zmian mastopatycznych lub stosowania terapii hormonalnej - tłumaczył dr Marek Bębenek, dolnośląski konsultant w dziedzinie chirurgii onkologicznej. - Chciałbym poznać choć jedną kobietę, której piersi nigdy nie bolały - komentował Jerzy Giermek, krajowy koordynator programu wykrywania raka piersi.
Wczoraj prezes NFZ zapowiedział, że wkrótce do zarządzenia dołączy szczegółową listę objawów. Kobieta z takimi objawami zamiast na badania profilaktyczne ma się zgłosić do lekarza specjalisty. Prezes dodał, że ma to skrócić drogę do pełnego zdiagnozowania niepokojących sygnałów. Zaznaczył też, że programy profilaktyczne kierowane są do zdrowych osób, a nie tych, które odczuwają jakiekolwiek dolegliwości. W komunikacie zamieszczonym na stronie internetowej NFZ dodaje, że kobieta może zgłosić się też do lekarza rodzinnego. - Problem nie został dobrze rozwiązany - komentuje krótko dr Marek Bębenek.
Dlaczego? Bo dotychczas z bezpłatnej mammografii w ramach programu wykrywania raka mogła skorzystać każda kobieta w wieku 50-69 lat. W zeszłym roku przebadano w ten sposób 892 tys. Polek. Były kampanie zachęcające do badań, zaproszenie wysyłane pocztą, nawet apele z ambony. Nie było limitów. NFZ płacił za każde badanie, jakie zostało wykonane. Czy teraz NFZ utrudniania dostęp do badań, bo chce na nich zaoszczędzić?
- Poradni onkologicznych jest mało, od ręki pacjentka nie ma szans dostać się do specjalisty. Z kolei lekarze rodzinni nie będą wypisywać skierowań na mammografię, bo Fundusz im za to nie zapłaci. Koszyk świadczeń przygotowany przez minister zdrowia dla lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej tego nie przewiduje. Droga do badań znacznie się teraz wydłuży - ocenia dr Grażyna Pietrzyk, chirurg onkolog z Wrocławia. Propozycję prezesa NFZ nazywa "przekłamaniem dającym nadzieję pacjentkom".
Wrocławski senator Władysław Sidorowicz (PO), lekarz, który przez wiele lat wspierał akcję profilaktycznej mammografii, też nie jest zadowolony: - Intencją było przyspieszenie procesu diagnostycznego, ale boję się, że nowe przepisy, nawet uszczegółowione, opóźnią go.
A dr Pietrzyk widzi jeszcze jeden problem: - Nie wiadomo, kto miałby ocenić, czy ból piersi zgłaszany przez kobietę w ankiecie jest wynikiem rozwijającej się choroby nowotworowej. Na etapie podstawowym badań przesiewowych pacjentka ma kontakt z rejestratorką i technikiem, który robi prześwietlenie.
Może szef NFZ weźmie te komentarze pod uwagę. Wczoraj w Ministerstwie Zdrowia spotkali się wojewódzcy konsultanci ds. onkologii. Przyjechali, by wyjaśnić zamieszanie wywołane innym zarządzeniem Funduszu - o niestandardowej chemioterapii, które uniemożliwiło wielu chorym kontynuowanie leczenia. - Ustaliliśmy, że od tej chwili każdy projekt nowych przepisów będzie uzgadniany z konsultantem krajowym - powiedział wiceminister Adam Fronczak.