http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

W ciemności budzi się życie

Dorota Steinhagen
2010-01-14, ostatnia aktualizacja 2010-01-13 20:19

Piąty dzień nie ma prądu. Co robić? Można kląć na energetyków, grać w chińczyka albo pracować nad przedłużeniem gatunku


Fot. Piotr Deska / Agencja Gazeta
ZOBACZ TAKŻE
GALERIA ZDJĘĆ
Trasa Warszawa - Katowice. Romanów, 19 km na południe od Częstochowy. Kierowca jasnego mercedesa zdecydowanie skręca na stację benzynową. Przy dystrybutorze kartka: "Brak prądu". Na oparach paliwa auto rusza dalej. Szanse, że dojedzie do czynnej stacji, niewielkie - na zachód od Romanowa, a tam pojechał, prądu też nie ma. W pobliskim Rudniku Wielkim na ulicach pusto. Z rzadka przejedzie samochód. Jeszcze rzadziej przemknie człowiek. Dzieci z tornistrami też nie widać, bo szkoły i przedszkola w okolicy zamknięte. Obwieszczenie na drzwiach: "Placówka będzie czynna w dniu następnym po włączeniu prądu". Tak jest od soboty, kiedy marznący deszcz uszkodził w regionie linie wysokiego napięcia.

Dajcie mi tu energetyka

Na widok obcych ("bo może to ktoś z zakładu energetycznego?") przed dom wybiega pan Andrzej, niestary jeszcze emeryt. Chętnie porozmawiałby z jakimś energetykiem. Bo wiosną dwóch takich było w Rudniku i dokładnie przeszukało mu dom. Sprawdzali, czy prądu nie kradnie. Nic nie znaleźli ("bo ja rachunki płacę"), ale za podejrzenia nawet nie przeprosili. A teraz też nie ma ani "przepraszam", ani nawet informacji, kiedy prąd będzie.

- Ogrzewanie też nie działa - wylicza emeryt. - Piec jest wprawdzie na ekogroszek, ale bez prądu pompa nie doprowadza wody do kaloryferów. Dzięki Bogu mamy kominek, to w jednym pokoju i w kuchni jest ciepło. Ugotować coś możemy, bo nie dałem się żonie przekonać do kuchni elektrycznej i mamy gazową. Tylko z telefonami to pospieszyłem. Tylko komórki mamy, a tych naładować nie sposób.

- Za miastem nic nie działa - ocenia Grzegorz Klyta. - Do tej pory nie zdawałem sobie sprawy, że aż tak jesteśmy uzależnieni od elektryczności.

Sam mieszka w Częstochowie, więc ma ciepło i widno nawet po zmroku, ale w Rudniku mieszkają jego rodzice.

- Kupiliśmy agregat i jest trochę lepiej, bo ogrzewanie ruszyło. Jak tu trochę podgrzejemy, to przeniesiemy urządzenie do ciotki.

Po agregat trzeba było jechać aż na Śląsk, bo w Częstochowie to teraz towar deficytowy - gdy zabrakło prądu, rozeszły się jak świeże bułeczki.

- A ja mam w domu ciepło bez agregatu - chwali się pani Lidia ze Starczy. - Fachowcy, którzy wymieniali mi ogrzewanie, podpowiedzieli, co zrobić, żeby piec działał także bez prądu.

Co konkretnie? Tajemnica warsztatu. Ostatnie wydarzenia nauczyły panią Lidię cieszyć się z drobiazgów.

- Od poniedziałku mamy wodę, bo wcześniej nie było. Strażacy coś pokombinowali - uśmiecha się. Mogła się wykąpać, umyć włosy - junkers jest na gaz. - Ale zdjęć mi nie róbcie, bo suszarka nadal nie działa - zastrzega.

Makrele ofiarą aury

W sklepie spożywczym w Rudniku zimno jak w lodówce. Ubrana "na cebulę" pani Monika rozpakowuje towar.

- Dobrze, że mamy świeże pieczywo - mówi. - Piekarnia ma własny agregat, więc pracuje. Tylko ruchu właściwie nie ma, bo ludzie z domów się nie ruszają.

Jej szef dla sklepu jakoś agregator załatwił, więc lodówki działają. Nie trzeba będzie wyrzucać mięsa, wędlin i mrożonek. Znacznie silniejszego dla wędzarni ryb, którą prowadzi, - nie udało się zdobyć (jest 40. w kolejce). Wędzarni uruchomić nie może, choć klienci czekają na zamówiony towar - 200 ton makreli, których uwędzić na razie nie ma jak. - Da się kogoś pozwać o odszkodowanie? - zastanawia się więc Sebastian Huras i sam sobie odpowiada: - Pewnie nie, bo zakład energetyczny uzna, że to nie jego, a aury wina.

Ale gdy zapada zmrok, a telewizorów się włączyć nie da, w odłączonych od prądu miejscowościach budzi się życie. Życie rodzinno-towarzyskie.

- W poniedziałek zjechało się do mnie 30 osób, cała rodzina ze strony mamy - opowiada pani Monika ze sklepu. - Nie pamiętam, kiedy bez okazji było tylu gości! I wiecie, co robiliśmy? Graliśmy w chińczyka!

15-letni Radek bez szkoły, komputera i telewizora nudzi się jak mops. Za dnia wymyśla sobie zajęcia: chodnik odśnieżyć, dziadkom śnieg z dachu zrzucić... - Wieczorami do mnie przychodzą koledzy, do rodziców znajomi i gramy w karty albo w monopoly.

Poczekajmy dziewięć miesięcy

- W niedzielę spotkaliśmy się ze znajomymi - opowiada z kolei pani Lidia. - Dzieciaki grały w państwa - miasta, choć jeszcze niedawno nie wyobrażały sobie, że można kilka godzin przeżyć bez SMS-ów i internetu. Mąż brzdękał na gitarze, reszta rozmawiała.

Zresztą mąż - bez wyrzutów sumienia, że powinien robić coś ważniejszego - nadal gra na gitarze. Ona i dzieci, obstawieni świecami i latarkami, czytają do upadłego. W przerwach - rozmawiają.

- Mogliby częściej prąd wyłączać na dłużej - żartuje pani Lidia. - Byle cieplej było.

W towarzysko-rodzinnych rozmowach (często zakrapianych, bo "rozgrzać się trzeba") przewijają się rozważania: - Ciekawe, ile dzieci urodzi się za dziewięć miesięcy? Te na pewno można robić bez prądu.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':